W akumulatorach granica elektroda-elektrolit nie jest płaska - wręcz przeciwnie, mocno pokarbowana,
dla zwiększenia pojemności - i na dodatek "rozmyta" na pewną grubość. Przy jakimś stanie tej granicy
akumulator ma takie parametry, jakie powinien mieć, i prawidłowo używany utrzymuje ten stan przez
wiele cykli ładowania/rozładowania. Jeśli jednak dłuższy czas leży nieużywany, stan tej granicy ulega
powolnym zmianom - zmniejszają się nierówności, przypuszczam, że rośnie rozmycie. Skutkiem tych
zmian jest wzrost oporności wewnętrznej akumulatora, i spadek pojemności. W rezultacie akumulator,
który trochę poleżał (np. w magazynie w hurtowni) będzie działać dużo gorzej, niż podaje producent.
Te zmiany są odwracalne: kilka cykli ładowania/rozładowania odpowiednim prądem powoduje, że stan
tej granicy wraca do tego, jaki był w chwili wyprodukowania. Przypuszczam, że zbyt duży prąd może
uszkodzić akumulator; zbyt mały będzie nieskuteczny; więc musi być prawidłowo dobrany.
Myślę (i z taką informacją się stykałem), że formowanie nie jest konieczne - można akumulatora
używać i bez formowania, tylko: po pierwsze będzie on na początku miał gorsze parametry - więc
producent wymaga uformowania, żeby nie mieć reklamacji jak akumulator poleżał parę miesięcy;
po drugie, jeśli akumulator bez formowania spróbujemy ładować dużym prądem, w superszybkiej
ładowarce, albo rozładowywać dużym prądem, to może on ulec uszkodzeniu, bo mając zwiększony
opór wewnętrzny nie jest w stanie wytrzymać prądów rzędu 1C, a tylko np. C/5, czy nawet C/10.
Producent raczej nie sprawdzi, czy akumulator był formowany na początku użytkowania, czy nie
- nawet jeśli jest na to jakiś sposób, to koszt sprawdzania przewyższa wartość akumulatora, więc
po prostu wymienią na sprawny, i co najwyżej raz na jakiś czas parę akumulatorów zbadają.
Natomiast producent może sprawdzić, że akumulator reklamowany, że nie daje rady zasilać aparatu
cyfrowego HP rzeczywiście miał za duży opór wewnętrzny, ale po uformowaniu ma prawidłowy - to
nie wymaga zaawansowanych badań, tylko pomiaru tego oporu, potem podłączenia akumulatora
do stanowiska formującego, i powtórzenia pomiaru - i już wiadomo, że klient go nie uformował.
A pewnie jak poślemy do reklamacji wadliwy akumulator, który mimo uformowania działał źle, możemy
otrzymać z powrotem sprawny z informacją "akumulator źle działał, bo nie został uformowany, po
uformowaniu działa prawidłowo" - dlaczego producent ma się przyznawać do zrobienia bubla?