Witam!
Moj dziadek ma ciagnik jak w temacie, ciagnik jest bodaj z 86 roku.Z tego co mi wiadomo nie posiada alternatora tylko pradnice.Ostatnimi czasy wystapil problem z odpaleniem ciagnika-dopiero za trzecim zalaczeniem,"kaszlal" ale lapal.dziadek podejzewal awarie pradnicy i zwiazane z tym rozladowanie akumulatorow. z tego co sie dowiedzialem: pradnica na biegu jalowym w obrotach pomiedzy 800 a 2000 powinna podnosic napiecie na akumulatorach z 12V do ok 14V.nie wiem do konca czy to prawda, ale sugerujac sie tym dokonalem pomiarow multimetrem cyfrowym. zmierzylem napiecie na akumulatorach na wylaczonym silniku-dokladnie 12V, potem uruchomilem ciagnik i dokonywalem pomiarow na zaciskach...napiecie caly czas bylo 12V,bez zmian do 2000rpm.dziadek ciagnika uzywal dosc duzo, wiec pomyslalem sobie ze to raczej niemozliwe zeby bez dzialajacej pradnicy te akumulatory tyle wytrzymaly.uruchomilem wiec ciagnik i zdjalem zaciski od akumulatorow i dokonalem pomiaru na samych zaciskach(bez akumulatorow) przy 800rpm napiecie wskazywane na woltomierzu bylo 9,5V wiec pradnica w jakims stopniu dziala-do konca nie wiem czy prawidlowo bo zeby wogole dobrze dzialala to chyba musi byc zasilona;/ Teraz kiedy temp otoczenia znacznie spadla pojawil sie wiekszy problem-ciagnik nie pali juz totalnie! nie wiem czy napiecie na akumulatorach nie spadlo,bo u dziadka nie bylem juz jakis czas. Czy moglby mi ktos poradzic co w tej sprawie zrobic?;/ czy to moze byc wina pradnicy i akumulatorow,czy moze wina lezy calkiem po innej stronie?
z gory dzieki za pomoc.
pozdrawiam!
Moj dziadek ma ciagnik jak w temacie, ciagnik jest bodaj z 86 roku.Z tego co mi wiadomo nie posiada alternatora tylko pradnice.Ostatnimi czasy wystapil problem z odpaleniem ciagnika-dopiero za trzecim zalaczeniem,"kaszlal" ale lapal.dziadek podejzewal awarie pradnicy i zwiazane z tym rozladowanie akumulatorow. z tego co sie dowiedzialem: pradnica na biegu jalowym w obrotach pomiedzy 800 a 2000 powinna podnosic napiecie na akumulatorach z 12V do ok 14V.nie wiem do konca czy to prawda, ale sugerujac sie tym dokonalem pomiarow multimetrem cyfrowym. zmierzylem napiecie na akumulatorach na wylaczonym silniku-dokladnie 12V, potem uruchomilem ciagnik i dokonywalem pomiarow na zaciskach...napiecie caly czas bylo 12V,bez zmian do 2000rpm.dziadek ciagnika uzywal dosc duzo, wiec pomyslalem sobie ze to raczej niemozliwe zeby bez dzialajacej pradnicy te akumulatory tyle wytrzymaly.uruchomilem wiec ciagnik i zdjalem zaciski od akumulatorow i dokonalem pomiaru na samych zaciskach(bez akumulatorow) przy 800rpm napiecie wskazywane na woltomierzu bylo 9,5V wiec pradnica w jakims stopniu dziala-do konca nie wiem czy prawidlowo bo zeby wogole dobrze dzialala to chyba musi byc zasilona;/ Teraz kiedy temp otoczenia znacznie spadla pojawil sie wiekszy problem-ciagnik nie pali juz totalnie! nie wiem czy napiecie na akumulatorach nie spadlo,bo u dziadka nie bylem juz jakis czas. Czy moglby mi ktos poradzic co w tej sprawie zrobic?;/ czy to moze byc wina pradnicy i akumulatorow,czy moze wina lezy calkiem po innej stronie?
z gory dzieki za pomoc.
pozdrawiam!
