Witam.
Powiem tak: powinieneś mieć oba rodzaje lutownic
Mam lutownicę transformatorową 100W i każdemu bym taką polecał - jest lepsza niż ta przełączana 75/45W. Odpowiednie operowanie wyłącznikiem doprowadza lutowanie do perfekcji (nic się nie przegrzewa). Wystarczy odpowiednio "klikać" wyłącznikiem i można świetnie lutować. Nie ma się co martwić o wyłącznik - używam swojej przez jakieś 10 lat i tylko 3 razy skracałem kabel bo się urywa żyła przy wejściu do lutownicy z powodu zginania (typowa usterka również przy wiertarkach). Lutownica nadaje się świetnie do rozlutowywania elementów które przylutowane są do dużych pól lutowniczych lub grubszych przewodów (nie zrobisz tego lutownicą 75W a już na pewno nie stacją lutowniczą). Można dowolnie profilować sobie groty - rozlutujesz spokojnie scalaka w obudowie DIP podgrzewając wszystkie jego nóżki (najpierw jedna później druga strona jeszcze raz pierwsza i tyle - robię to w 3 ruchach) bez używania wysysarki.
Natomiast stacja lutownicza przydaje się bardzo przy elementach lutowanych powierzchniowo czyli SMD. Są to małe elementy więc potrzebują precyzji przy lutowaniu. Krytyczna jest również masa lutownicy - dużą ciężko się operuje. Dodam jeszcze że jest jeszcze jedna niedogodność lutowania lutownicą transformatorową elementów SMD - podczas pracy lutownicy w grocie powstaje duże pole elektromagnetyczne i małe elemenciki przyklejają się do grota - potrafi to nieźle wnerwić.
Podsumowując: częściej używam lutownicy transformatorowej ale stację lutowniczą też mam i się czasem przydaje. Więc jeśli poważnie myślisz o lutowaniu to bez obu rodzajów lutownic się nie obejdziesz.
Pozdrawiam.