Otóż problem wygląda tak. Kolego kupował sobie system audio do samochodu, nabył subwoofer 400 W 4 R firmy helix i do tego używany wzmacniacz cztero kanałowy HELIX HXA 40 X MK II. Instalacja wyglądała tak: kable do zasilania 16 mm2, bezpiecznik przy akumulatorze, kondensator ALPHARD 1,6 F. Instalacje wykonaliśmy starannie i dokładnie. Subwoofer został podłączony pod zmostkowane 2 kanały (wzmacniacz ma taką opcje i jest stabilny przy 2 R) do pozostałych dwóch kanałów podłączyliśmy głośniki z auta (Sony Explod x2). Wzmacniacz sie uruchomił i grał ładnie. Bez zniekształceń, czysto i mocno. Nie było żadnych zwarć ani nic, napięcie nie siadało. Pograliśmy może z 10 min i wzmacniacz sie wyłączył. Zaświecił sie protect. Wyłączyliśmy go, włączyliśmy ponownie ale cały czas świeci sie protect. Rozebraliśmy go i okazało się że wcześniej ktoś go już naprawiał. Wymienione były dwa BD 912 w jednym kanale i jeden z nich był spalony-zwarcie na wszystkich elektrodach. Wymieniłem je na tranzystory z pewnego źródła, z tej samej serii. We wzmacniaczu było wymieniane jeszcze kilka elementów, m.dz innymi tranzystory BC 550, ale te wyglądają na sprawne (podejrzewam że są one od regulacji prądu spoczynkowego), poprawiane były luty, jeden kondensator wygląda na lekko spuchnięty. Jednak wzmacniacz nadal sie nie włącza. Tranzystory sie nie palą ani nie grzeją. Nie mają zwarć. Napięcie na kondensatorach za przetwornicą wynosi w chwili włączania +/-12 V i powoli spada. Wygląda jakby sie przetwornica od razu wyłączała albo w ogóle nie wzbudzała. I mam pytanie w czym szukać. Czy przetwornica, czy może nadal wzmacniacz. I jaki mógł być powód że poszedł? Podróbki tranzystorów? Źle sparowane ? Bo zwarć nie było, a głośniki są sprawne, wzmacniacz był ledwie ciepły, kable solidnie i myślę że dobrze zainstalowane.
