Chciałbym ostrzec wszystkich napaleńców.
Kolega kupił taki wzmacniacz(nowy). Wzmak najpierw leżał 2 tygodnie nie ruszany(kilka razy wyciągnięty z pudełka, żeby się "pochwalić"

). Po dwóch tygodniach jak położyliśmy instalacje(kable 16mm², + i - z aku, sygnałówki diy, z kabla mikrofonowego) dopiero podłączyliśmy wzmacniacz. Najpierw u innego kumpla(z takim samym oprzętem, tylko radio inne - Pioneer, a u właściciela wzmaka Rockford). Grało to po kilka godzin przez 2 dni i nic się z tym nie stało. Jak przenieśliśmy wzmak i subwoofer we właściwe miejsce to wzmak pograł 2 dni. Na trzeci dzień zapaliła się kontrolka protect. Wzmak pojechał do serwisu(z racji gwarancji), tam stwierdzili uszkodzoną końcówkę mocy.
Aktualnie nie mam możliwości sprawdzenia wzmaka na dłuższym graniu(był tylko podłączony po powrocie z serwisu, żeby sprawdzić czy działa).
Nie wiem czy to była wina wzmaka(pierwsze co się rzuciło w oczy po kupnie wzmaka to brak gniazda do pilota z podbicia), czy głośnika. Głośnik to jakaś stara alpinka(nie ma na niej oznaczeń więc nie wiem co to jest, w każdym bądź razie alu kosz, alu membrana, 2" cewka i 12" średnicy). Głośnik kupiony na allegro za psie pieniądze jako uszkodzony(sprzedawca twierdził, że coś dzwoni przy cewce, po podłączeniu do wzmaka nie zauważyliśmy żadnych problemów)