Witam!
Toshiba jak w temacie - Satellite M40-295.
W czym problem ?
W uruchomieniu komputera oraz przy jego wylaczaniu. A konkretnie. Przyciskam "power" i sa dwie mozliwe reakcje:
- rozkreca sie dysk, startuje cdrom, zapala sie dioda POWER, zapalaja sie diody na przednim panelu - niby wszystko ok, ale nie mrugaja dwie diody nad klawiatura i ogolnie system nie rusza - nie laduje sie system, wogole nie odpala sie BIOS (matryca jest caly czas czarna). Przy czym elementem charakterystycznym jest, ze wentylator od procesora startuje odrazu na maksymalnych obrotach.
- jak wyzej, z tym ze wentylator startuje na duzo mniejszych obrotach i odrazu wiem, ze zaraz mrygna diody nad klawiatura i komputer uruchomi sie normalnie - odpali matryca, bios, etc
Komputera nie da sie tez wylaczyc - windows sie zamyka i staje w miejscu przy "zamykanie komputera". Jezeli przytrzymam pare sekund przycisk POWER - komputer sie restartuje (nie wylacza).
Problemy z uruchamianiem zaczely sie zdarzac juz jakis czas temu, trwa to od okolo pol roku i wyraznie stopniowo narasta. Kiedys wystarczylo wylaczyc / wlaczyc drugi raz i ruszal. Potem coraz gorzej. Teraz musze go odpalac czasem i 20 razy nim "zatrybi" i raczy sie uruchomic
Przy czym jak nie zatrybi - trzeba wyciagac baterie i zasilanie, bo przytrzymywanie przycisku POWER przestaje dzialac.
Nie ma znaczenia czy wlaczam go z bateria czy tylko z podpietym zasilaczem. Z reguly teraz poprostu wyciagam baterie i "operuje" (wlaczam / wylaczam) wtyczke z zasilacza, az do skutku...
Po odpaleniu chodzi bez zadnego problemu - nie wylacza sie, nie wiesza sie. Chodzi mi czasem tydzien bez wylaczania i nie ma najmniejszego problemu, do czasu jak go musze gdzies wziasc i wylaczyc, a potem ponownie wlaczyc...
Jak myslicie - co to moze byc ? Jakis padajacy kondensator gdzies na module zasilajacym ? Dodam, ze laptop ma ok 2 lata i jest mocno eksploatowany - pracuje na nim 8-10h dziennie, czesto przenosze. Bateria wydaje sie OK - trzyma gdzies ta godzine, poltorej.
Poradzcie czego mam szukac jak dobiore sie mu do bebechow ?
Dzieki,
pozdr.
Dodano po 3 [godziny] 45 [minuty]:
Hej,
Otworzylem dziada - odkurzylem (mnostwo kurzu
i poogladalem dokladnie cala plyte - niestety nie dopatrzylem sie niczego podejrzanego, sfajczonego, zadnego wycieku z kondensatorow etc - wszystko wyglada w porzadku
Czy jest tu zdolny elektronik z okolicy woj. slaskiego ktory moglby mi to zdiagnozowac i naprawic ?
Rzecz jasna odplatnie. Jezeli ktos moglby / chcialby sie podjac - bardzo prosze o kontakt (tel. 500 284 810 albo email adam [at] progreso [kropka] pl). Bardzo mi zalezy na uratowaniu tego sprzetu - sentyment mam, a poza tymi problemami z wlaczaniem chodzi jak zloto
Dzieki,
pozdr.
Toshiba jak w temacie - Satellite M40-295.
W czym problem ?
W uruchomieniu komputera oraz przy jego wylaczaniu. A konkretnie. Przyciskam "power" i sa dwie mozliwe reakcje:
- rozkreca sie dysk, startuje cdrom, zapala sie dioda POWER, zapalaja sie diody na przednim panelu - niby wszystko ok, ale nie mrugaja dwie diody nad klawiatura i ogolnie system nie rusza - nie laduje sie system, wogole nie odpala sie BIOS (matryca jest caly czas czarna). Przy czym elementem charakterystycznym jest, ze wentylator od procesora startuje odrazu na maksymalnych obrotach.
- jak wyzej, z tym ze wentylator startuje na duzo mniejszych obrotach i odrazu wiem, ze zaraz mrygna diody nad klawiatura i komputer uruchomi sie normalnie - odpali matryca, bios, etc
Komputera nie da sie tez wylaczyc - windows sie zamyka i staje w miejscu przy "zamykanie komputera". Jezeli przytrzymam pare sekund przycisk POWER - komputer sie restartuje (nie wylacza).
Problemy z uruchamianiem zaczely sie zdarzac juz jakis czas temu, trwa to od okolo pol roku i wyraznie stopniowo narasta. Kiedys wystarczylo wylaczyc / wlaczyc drugi raz i ruszal. Potem coraz gorzej. Teraz musze go odpalac czasem i 20 razy nim "zatrybi" i raczy sie uruchomic
Nie ma znaczenia czy wlaczam go z bateria czy tylko z podpietym zasilaczem. Z reguly teraz poprostu wyciagam baterie i "operuje" (wlaczam / wylaczam) wtyczke z zasilacza, az do skutku...
Po odpaleniu chodzi bez zadnego problemu - nie wylacza sie, nie wiesza sie. Chodzi mi czasem tydzien bez wylaczania i nie ma najmniejszego problemu, do czasu jak go musze gdzies wziasc i wylaczyc, a potem ponownie wlaczyc...
Jak myslicie - co to moze byc ? Jakis padajacy kondensator gdzies na module zasilajacym ? Dodam, ze laptop ma ok 2 lata i jest mocno eksploatowany - pracuje na nim 8-10h dziennie, czesto przenosze. Bateria wydaje sie OK - trzyma gdzies ta godzine, poltorej.
Poradzcie czego mam szukac jak dobiore sie mu do bebechow ?
Dzieki,
pozdr.
Dodano po 3 [godziny] 45 [minuty]:
Hej,
Otworzylem dziada - odkurzylem (mnostwo kurzu
Czy jest tu zdolny elektronik z okolicy woj. slaskiego ktory moglby mi to zdiagnozowac i naprawic ?
pozdr.