Chodzi o Rodek'a R480i. Jedna połowa płytki to 1 i 2 kanał, a druga to 3 i 4. Kiedyś wymieniałem w nim tranzystor od 3 lub 4 kanału, ale to chyba nie ma związku z poniższym... Mianowicie:
Drugi kanał gra jakoś cicho (prawie w ogóle). Kiedy naciskam wszystkie elementy po kolei, praktycznie nic się nie zmienia. Próbowałem też poruszać gniazdami chinch na wejściu, ale i to nie wskazuje przyczyny problemu; niby coś tam się czasem odezwie, ale trudno stwierdzić czy to na pewno zimny lut na wejściu. Bardziej pomocne w diagnozie wydaje mi się to, że gdy podwyższe poziom sygnału "volume'em" w radyjku (tak do 80% skali; nie pamiętam jaki maks. poziom wyjściowy ma pioneer deh 2900RB), to nagle ten zepsuty kanał zaczyna grać normalnie, czyli tak samo głośno jak reszta. Potem mogę już zciszać i pogłaśniać i wciąż gra normalnie. Z góry dziękuję za pomoc.
PS.
Dodam, że taki sam objaw (z tym nagłym "przetkaniem" kanału) występuje w moim starym wzmacniaczu domowym unitry. Trzeba zrobić głośno, głośno, żeby zaczął grać.
Drugi kanał gra jakoś cicho (prawie w ogóle). Kiedy naciskam wszystkie elementy po kolei, praktycznie nic się nie zmienia. Próbowałem też poruszać gniazdami chinch na wejściu, ale i to nie wskazuje przyczyny problemu; niby coś tam się czasem odezwie, ale trudno stwierdzić czy to na pewno zimny lut na wejściu. Bardziej pomocne w diagnozie wydaje mi się to, że gdy podwyższe poziom sygnału "volume'em" w radyjku (tak do 80% skali; nie pamiętam jaki maks. poziom wyjściowy ma pioneer deh 2900RB), to nagle ten zepsuty kanał zaczyna grać normalnie, czyli tak samo głośno jak reszta. Potem mogę już zciszać i pogłaśniać i wciąż gra normalnie. Z góry dziękuję za pomoc.
PS.
Dodam, że taki sam objaw (z tym nagłym "przetkaniem" kanału) występuje w moim starym wzmacniaczu domowym unitry. Trzeba zrobić głośno, głośno, żeby zaczął grać.