Elektroda.pl
Elektroda.pl
X
Proszę, dodaj wyjątek www.elektroda.pl do Adblock.
Dzięki temu, że oglądasz reklamy, wspierasz portal i użytkowników.

Wzmacniacz na tranzystorach czy scalakach?

sztachu 29 Lip 2003 20:40 18202 95
  • #61 29 Lip 2003 20:40
    igod
    Poziom 24  

    W klasie A może pracować każdy tranzystor. Klasa A nie oznacza super jakości tranzystora, jak niektórzy twierdzą, to kwestia dobrania punktów pracy.

  • #62 30 Lip 2003 02:46
    Jarema
    Użytkownik obserwowany

    Więc widzicie Wszyscy tutaj zgromadzeni, że niektórzy są do tego stopnia ograniczeni, że ważniejszą dla nich jest moc wzmacniacza a nie jego jakość, która od niej NIE ZALEŻY.
    Pytanie do igod:
    Mierzyłeś kiedykolwiek cytowane przez ciebie parametry twoich ulubionych tda czy też lm'ów.
    Ja pierdzenia 10% nie potrzebuję i dlatego do dziś /nawet teraz/
    słucham dwóch GML'i 026 na zmianę z /własnoręcznie zbudowanym/ WS-354.
    Wszystkie elementy parowałem jeszcze za dobrych czasów Ś.P. TELPODU.
    Śmieszne ,co. Niecałe 2*10W czy też w przypadku WS'a 2*30.
    I co z tego?
    Wielokrotnie przewyższają tda z których można jedynie zrobić sobie bryloczek do kluczy...choć i nawet na to nie zasługują.
    Jestem pewien tych /GML, WS/ wzmacniaczy tylko dlatego, że mierzyłem ich parametry w trakcie odbywanych zajęć na warsztatach szkolnych.
    A pozatym po jaką cholerę w domu mieć 2*500W?
    Wiem. Są tacy którzy mocą(?) chcą nadrobić własną niewiedzę dotyczącą ostatniego ogniwa, którymi są głośniki.
    Pamiętam, jak koledzy robili sobie super bas podkręcając niskie, a "głośnik"/większość miała te z taiwanu/ wisiał w powietrzu...

    Więc jeżeli igod należysz do takich dobromirków, to może poszukaj sobie innego forum, przeznaczonego dla ludzi o podobnych poglądach jak twoje.

    No i to co najważniejsze, czyli pytanie zadane w temacie.
    Osobiście polecam wybrać się do kogoś kto ma wzmacniacz na scalakach oraz do tego który wybrał wersję dykretną.
    Następnie zrobić sobie rachunek sumienia i podliczyć koszty budowy /naprawy/ wzmacniacza.
    Po tym powinno być już wszystko jasne.

    Pozdrowienia dla wszystkich ceniących sobie jakość.

  • #63 30 Lip 2003 12:08
    tomaszo
    VIP Zasłużony dla elektroda

    Jarema...nie wiem kim jestes, ale Igoda to Ty nie OBRAZAJ!!!!, bo predzej wylecisz niz on....Igod , jesli cos pisze, to ma to swoje potwierdzenie w rzeczywistosci - to ZBYT powazny gosc, zebys mu tak pier*** od rzeczy..... Chcialem Ci powiedziec, ze do wysterowania glosnikow Tesli (np. dwudziestek), ktore nie maja ponad 100dB efektywnosci nie wystarczy Twoje piekne 10 W...Niektorzy lubia miec wiekszy wzmacniacz niz znamionowa kolumn, bo wtedy sa one kontrolowane i nie trzeba zylowyc wzmacniacza...jesli SLUCHASZ CHOROW CHLOPIECYCH TO TWOJA SPRAWA; ALE MOW DO LUDZI LADNIE ALBO SPADAJ....
    mysle, ze jesli juz tak malo wydajny wzmacniacz robic, to od razu zainwestowac w lepsze tranzystory...2N w klasie A napewno zagra lepiej niz w AB, ale...i tak ....nie jest to szczyt marzen - dlatego nie sadzilem, ze sie to robi=oplaca....aa..Jarema - 10% to TDA ma na krancach swoich mozliwosci..jesli myslisz, ze zle gra ...to go nigdy nie slyszales - mam dwa zmostkowane TDA7294 i graja rewelacyjnie jesli chodzi o cene calosci...ale Ty lubisz widze prawdziwe wzmacniacze porazajace audiofilia przez duze A, takie czyste 10W ..na tranzystorach po 5zl...

  • #64 30 Lip 2003 13:12
    gm
    Poziom 12  

    Wbrew powszechnym opiniom we wzmacniaczach klasy A nie ma żednej magi.
    Chodzi o prostotę układową, wzmacniacze klasy A są najprostsze w
    realizacji na papierze (bo z montowaniem systemów wysokiej mocy
    cieplnej to już różnie bywa). Delikatny dzwięk wzmacniaczy klasy A
    bierze się całkowitego braku zniekształceń skrośnych, najlepszy AB
    zostaje w tyle ponieważ co dobrze działa na niskich częstotliwościach
    (mowa o mijaniu zera i malejącym sprzężeniu zwrotnym) nie musi działać
    na wyższych, a drobne niuanse (czyt rosnące zniekształcenia
    skrośne-łatwo wyczuwalne) nawet jeśli trochę z poza pasma akustycznego słuchacz wyłapie jako ostrość w paśmie akustycznym!
    Dla uproszczenia innego typu znekształceń tu nie biorę pod uwagę.
    Jeżeli chcesz schemat mogę ci coś wysłać jeśli naprawdę(!) chcesz go
    wykorzystać i od razu mówię że będzie to konstucja świerza , nie
    składana i nie testowana więc mimo kunsztu może pojawić się jakiś
    problem... ?
    Dodam wypowiedź na podsumowanie tematu:
    Odnoszę silnie wrażenie że poza drobną grupką osób którym zależy na
    dobru ogólnym jest jeszcze cała masa tych którzy lubią chwalić się
    swoim sprzętem i nic pozatym...
    PS
    Mój Radmor (5471) zagrał dopiero dobrze gdy wymieniłem cały wsuwany
    stopień przed tranzystorami końcowymi (własny projekt) ...
    Pozdrawiam gościa któremu udało się rozproszyć 117W na jednym 2n3055 -nobel od Szymborskiej
    Każdy (dosłownie każdy) wzmacniacz na granicy przesterowania w skutek
    obcinania siusoidy generuje dużą zawartość wysokich harmonicznych (od
    3ciej wł) 10% z breloczka występuje w takiej właśnie sytuacji (mi się
    dżwięk z TDA wcale nie podoba) nie można używać takich argumentów a o ile mnie pamięć nie myli (scalone) hybrydowe wzmacniacze seri GML są
    to dość stare technologicznie konstukcje, przez to wolne no i dżwięk troszkę zamulony. Ale każdy pzecież ma swój gust.
    Więc pozdrawiam ceniących sobie jakość.
    piszę dlatego bo robisz dużo szumu kolego

  • #65 27 Sie 2003 13:02
    Tremolo
    Poziom 43  

    [quote=tomaszo]audiofilia przez duze A, takie czyste 10W ..na tranzystorach po 5zl...[/quote]

    co za różnica czy 5 złoty czy 500zł ma po prostu dobrze grać. Wolałbym mieć 10 Wat dobrego grania niż 500W dziadostwa... moim zdaniem w domu lepiej bedzie brzmiało 10 W niż 500 - ma się rozumiec z całej akustyki pomieszczenia, bedziemy mieli zbyt dużą ilość odbić a dźwięk bedzie tylko potężny.

    Mam przy sobie tda 2050 dużo czasu narzekałem na ten układ - ale teraz widze co potrafi. Nie ma porażającej mocy za to na odpowiednio zbudowanej płtce uniwersalnej działa bardzo dobrze mimo niedoboru mocy zasilacza i możliwości zapakowania większego napiecia.

    Jednak jesli chodzi o prostote uruchomienia przy odpowiednim zaprojektowaniu obwodu TDA 2050 daje swoje 32 W z ładnym kopem... ale jest strasznie (mi coś w uszach mówi) ostry... dlatego gram na nim na gitarze.

  • #66 27 Sie 2003 15:59
    Vault Dweller
    Poziom 29  

    -->Tremolo
    To nie grasz na lampowcu?

    Ludzie, skończcie wreszcie to przekomarzanie się na temat mocy! Jak ktoś potrzebuje nagłośnić dużą salę lub wiele pomieszczeń (radiowęzeł tak jak ja) to może używać 100W wzwyż, ale do "pokojowego" słuchania? Kleopatra na 2N3055 to był sprzęt naprawdę wysokiej klasy, a z mocą "tylko" 2x20W (kolumny niestety nie pamiętam jakie :-(( ) potrafił rozbujać ściany po odkręceniu zaledwie na połow potencjometru!

  • #67 27 Lut 2004 20:45
    osnapus
    Poziom 18  

    Ja opowiadam się zdecydowanie za tranzystorami - mimo że budowa i strojenie trochę bardziej skomplikowane to jednak moc do wyciśnięcia większa i jak leci to najwyżej tranzystory mocy i kilka elementów otaczających a nie cały scalak.

  • #68 27 Lut 2004 21:13
    micho a
    Poziom 35  

    ja wole na impry tranzystor bardziej toporny i w razie uszkodzeń wole wymienić jeden bądz kilka niż cały scalak niestety wzmak tranzystorowy ma większy stopień skomplikowania niż wzmak na scalaku poza tym na tranzystorze można osiągnąc większe moce

    odnośnie mocy moje stanowisko jest takie: w warunkach domowych nie warto budować coś więcej niż 2x150w bo jak ktoś chce ogłuchnać to niech se ucho gwożdziem przebije :D inna sprawa estrada tam coś takiego je potrzebne ... na małe impry też lepiej skupić sie na dobrych kolumnach i czymś 2x50-2x150w niż walić smoki 1500 wat i szajskie głośniki to są ogromnne koszty problemy z montażem waga pobór mocy z sieci itp ja wole coś mało skomplikowanego ok 2x50wat nie psujące sie czysto grające itp.. no chyba że kogoś stać na 1500w i do tego jescze np beymy ale pewnie niewielu ja mam 16lat i nawet na jbl nie moge se pozwolić bo kasy brak rzadko coś alpharda kupuje
    :( moje zdanie jest takie ale może ktoś woli 2000w na 10mkw z głośnikami altronix itp.... :D zresztą wybór należy do was przecie

  • #69 16 Gru 2004 16:48
    michald
    Poziom 29  

    igod napisał:
    ale stare Unitry grają paskudnie, jak tego nie słyszysz to nawet nie mamy o czym rozmawiać.

    Wydaje mi się, że jesteś za bardzo zaślepiony Radmorem i kolumną z przed 20 lat żeby to zobaczyć.

    Osobiście używam Unitry na działce przy grillu i według mnie tam jest jej miejsce.


    DIORA WS354 i RADMOR 5412 to nie zaden chlam tylko porzadny jak na tamte czasy sprzet. W WS354 wystarczy wymiana kondensatorow w zasilaczu i juz mamy zdecydowanie lepsza kontrole basu. A po wymianie tranzystorow na szybsze bardziej czytelna gore i srodek.

    Radmor 5412 jedyne wady jakie posiadal to niskiej jakosci potencjometry (TELPOD) i trafo , ktore po jakims czasie wprowadzalo przydzwie ( blachy sie rozeszly ze starosci ).

  • #70 18 Gru 2004 23:57
    chaka
    VIP Zasłużony dla elektroda

    Co do mocy to wszystko zalezu od pomieszczenia. Dwa tda2040 u mnie w piwnicy 7mkw na kolumnach z gdn 20/40robia tyle huku ze glowa mala ale za to na gorze w pokoju 20mkw kominy tonsila razem z ws 304s graja glosno ale na imprezke troche cicho (ale jakosc jak dla mnie super)ale od czego drugi zestaw w at9100:) wtedy jednyny problem z moca zauwazaja sasiedzi:P (oczywiscie caly sprzet ma nowe kondy.)

  • #71 19 Gru 2004 01:04
    levy_21
    Poziom 17  

    no to ja doloze swoje 5 groszy mam kenwooda starego jak swiat na 4Xbd911 ladnie gra ogromny bas przy loudnesie :PPP ale niestety jezeli chodzi o gore to jest beznadziejna i drazniaca przy dluzszym sluchaniu ostrzejszych utworow podobnie bylo w unitrze (z tym ze jeszcze gorszy bas miala twardy beznadziejny wrecz).poziej przyszla kolej na wzmak na lampach zmontowalem na ecl86 SE no i okazuje sie ze wiele osob mialo racje dzwiek po prostu wspanialy aksamitny mieciutki i gleboki bas gora wyrazna ale w przeciwienstwie do tranzystorow nie meczaca po prostu miodek za sie chcialo sluchac muzyki. teraz mam yamahe rxv350 na stk404 i jest to cos pomiedzy lampa a moim starym kenwoodem ma swoja moc gora cieszy i nie meczy ucha tylko basu troche mało.


    podsumowujac uwazam ze scalaki zle nie musza grac ale jestem za skladaniem na tranzystorach sam nie sprzedaje kenwooda na bd911 bo napewno napedzi imprezke i nikt sie nie bedzie wsluchiwal w jakosc dzwieku a jak cos poleci to wymieni sie za 10 zeta :)
    a jezeli chemy delektowac sie dzwiekiem to na prawde lampy lampy nie slyszalem tranzystra pracujacego w klasie A ale lampe tak i sie zakochalem

    a jezeli o plucie na stk czy tam inne scalaki to nie popieram bo scalak bardzo ladnie u mnie gra i wole posluchac jednak Yamahy na stk niz kenwooda czy unitry
    pozdrawiam wszystkich

    a co do mocy np1.5 wata na lampach to troche za malo ale znowu 35 wat w sinusie po prostu sprawia ze mury pekaja i wydaje mi sie ze wiecej bedzie tylko otepiac słuch

    i co do jakosci dzwieku to uwazam ze wiele zalezy od przedwzmacniacza wiec dobry przedwzmacniacz a reszta to juz zalezy od konstuktora sam decydowal bym sie jednak na tranzystory

  • #72 19 Gru 2004 02:48
    dymek
    Poziom 27  

    hehe kiedy skoncza sie te posty wnoszace zement co lepsze tranzystor czy scalak
    kurde a co bylo pierwsze kura czy jajko to takie samo pytanie no nie pytanie z serii niemozliwych.
    Kazdy sobie robi to co uwaza za sluszne ja sie nie wypowiem bo nie mam gustu dla mnie kazdy wzmacniacz po 5-6 gozdinach sluchania staje sie nudny i musze go zmienic i tak robie :) coz brak zdecudowania za to z kobietami jest inaczej :) ale tojuz inna sprawa

    Ludziska jesni lubia brunretki drudzy blondynki sa blondynki glupie i madre i brunetki madre i glupie to ze wzmacniacz jest na scalaku nie znaczy ze musi zle brzmiec i ze ma byc gorszy
    To ze wzmacniacz jest na tranzystorze nie znaczy ze bedzie lepszy od scalaka nie ma reguly tak jak z blondynkami są tylko mity ktos kiedys powiedzial ze blondynki sa glupie i sie przyjelo.
    Tak samo ktos powiedzial ze scalaki sa do niczego i tez sie przyjelo
    Bie obrazajmy sie na wzajem

    Scalak moze grac dobrze ale zalezy ktory (gml na pewno nie)
    Tranzystor moze grac beznadziejnie

    a to kto na czym i gdzie gra to jego sprawa i nie wiem po co znowu ciagniecie te klotnie.

  • #73 19 Gru 2004 11:17
    ALTON
    Poziom 38  

    Hmmm to może dodam 3 grosze.

    TDA,STK i tranzystory to to samo.TDA to monolit,STK hybryda a tranzystory to tranzystory.

    Weźmy TDA - dość dobra struktura wewnętrzna, dobre parametry....

    STK - nic innego jak tranzystorowiec zamknięty w mniejszej puszce.Po otwarciu ukazuje się laminat z elementami...... a na radiatorze tranzystory pociągnięte drucikiem na płytkę....

    Tranzystory - to tranzystory...żaden monolit czy hybryda a budowa w sumie ta sama co w przypadku TDA czy STK.

    Spór jest bezsęsowny.Co by nie wybrać można z tego zrobić cudo techniki... .Wypowiadanie się co lepiej gra jest nie na miejscu.To jak gra wzmacniacz zależy od kolumn głównie nie wspomnę o GUŚCIE słuchającego :)

  • #74 19 Gru 2004 12:20
    janek11389
    Poziom 42  

    Witam! Na tak postawione pytanie, można też odpowiedzieć pytaniem! Koledzy potrzebuję wzmacniacz 1kW na dyskotekę, parametry nie są tak istotne, jak jego pał er, ale koniecznie na scalaku?
    Pozdrawiam

  • #75 19 Gru 2004 12:55
    dymek
    Poziom 27  

    to mysle ze tripath dla takiego kogoś ma w ofercie jakis scalak w klasie T :) i juz po klopocie w koncu scalaki nie musza byc koniecznie w klasie ab :)
    Ale swoja droga nie wiem co ciezej befdzie zbudowac tego tripatha czy tranzystorka 1KW

  • #76 20 Gru 2004 08:47
    michald
    Poziom 29  

    ALTON napisał:
    Hmmm to może dodam 3 grosze.

    TDA,STK i tranzystory to to samo.TDA to monolit,STK hybryda a tranzystory to tranzystory.

    Weźmy TDA - dość dobra struktura wewnętrzna, dobre parametry....

    STK - nic innego jak tranzystorowiec zamknięty w mniejszej puszce.Po otwarciu ukazuje się laminat z elementami...... a na radiatorze tranzystory pociągnięte drucikiem na płytkę....

    Tranzystory - to tranzystory...żaden monolit czy hybryda a budowa w sumie ta sama co w przypadku TDA czy STK.

    Spór jest bezsęsowny.Co by nie wybrać można z tego zrobić cudo techniki... .Wypowiadanie się co lepiej gra jest nie na miejscu.To jak gra wzmacniacz zależy od kolumn głównie nie wspomnę o GUŚCIE słuchającego :)


    Tranzystor to element dyskretny a uklad scalony to struktura ale nie z elementow dyskretnych.

    Zaleta ukladu scalonego jest dobra stabilizacja temperaturowa i tylko to .
    A poza tym pomysl sobie na chlopski rozum i porownaj te same tranzystory wytworzone na strukturze wewnatrz ukladu scalonego i wykonane w postaci dyskretnej to , ktore wedlug ciebie beda mialy lepsza jakosc , bo wedlug mnie bezapelacyjnie te w postaci dyskretnej bo sa wieksze i dokladnie wykonane.

    A scalaki zawsze beda mialy brzmienie kliniczne jakbys tego scalaka nie robil. Bo scalak jest robiony dla kompromisu pomiedzy zadowalajaca jakoscia gabarytami i cena.
    Jezeli chodzi o hybryde to robi sie ja na podstawie wczesniej opracowanego i przebadanego (sprwadzonego) rozwiazania na elementach dyskretnych , aby mozna bylo wykorzystac to rozwiazanie w tanszych konstrukcjach , ale niestety trzeba sie tez liczyc z pogorzseniem parametrow elektroakustycznych.

    Oczywiscie mowa tu o wzmacniaczach w klasie AB

  • #77 22 Gru 2004 01:32
    levy_21
    Poziom 17  

    konia z rzedem temu co usłyszy roznice w dzwieku w dwoch wzmacnaczach wspolpracujacych z tym samym przedwzmacniaczem pracujacych w tym samym układzie w tej samej klasie np AB z tym ze 1 jest na scalaku a drugi na elementach dyskretnych (mowiac ten sam uklad mysle ze tranzystory oporniki i kondensatory sa identyczne i identycznie polaczone)hihi pozdrawiam

  • #78 22 Gru 2004 03:26
    Rocky Horror
    Poziom 31  

    Konia z rzędem temu, któremu uda się na ogólno dostępnych elementach dyskretnych zbudować w 100% wierną replikę danego układu scalonego.

    Pozatym zależy od paramtrów przedwzmacniacza. Jeśli będzie on maksymalnie kichowatej jakości, to porównywanie wzmacniaczy mocy traci w tym momencie sens...

  • #79 22 Gru 2004 09:48
    ALTON
    Poziom 38  

    levy_21 dokładnie o to mi chodziło.

  • #80 04 Sty 2005 12:32
    fraga
    Poziom 15  

    Chciałbym zwrócić uwagę na wspomnianą już wcześniej kwestię naprawy i (niby) horrendalnie wysokich kosztów naprawy końcówki na scalaku.
    Owszem, jeśli jest to końcówka wyciągnięta z jakiejś wieży dalekowschodzniego pochodzenia.
    Przykład? TDA7294 - 16 zł w Warszawie.
    Przy czym wymieniasz scalaczka i na tym kończy się z reguły naprawa końcówki.
    Fakt, niby pojedyńczy scalak droższy niż pojedyńczy tranzystor, ale
    - z doświadczenia - NIGDY nie miałem tak w ŻADNEJ tranzystorowej końcówce mocy, żeby spalił mi się TYLKO JEDEN tranzystor.
    Bo jeden usmażony tranzystor zazwyczaj smaży kolejne.
    Pomyl się przy naprawie takiego sprzętu i zabawa od początku.
    A nawet 2,50 za BD911/12 po takiej naprawie potrafi zmienić się w sumkę
    nierzadko przekraczającą cenę scalaka.

    Przy czym nie chcę wychwalać tutaj ani tranzystorów ani scalaków.
    Mam AT9100 właśnie na BD911/12 (niestety, BDP nie przetrzymały próby ognia ;-) )
    i nie powiem, żebym był z niego jakoś specjalnie niezadowolony - fakt, bass mam na opór, treble na 3/4 (do tego podciągnięty w mikserze od SB Live) + włączony kontur :-) ale to chyba wina preampa a nie samej końcówki.

    W każdym razie w międzyczasie składam (z ciekawości) końcówkę na TDA7294,
    którą w ramach eksperymentu mam zamiar tymczasowo podpiąć właśnie pod preamp z AT.

    O wynikach eksperymentu chętnie napiszę.

    Pozdrawiam obydwa obozy! ;)

  • #81 04 Sty 2005 12:57
    timon125
    Poziom 24  

    polecam LM3886 w mostku. moc ok.150w 8Ω przy zasilaniu ±42V.
    Płytka z opisem kosztuje 8,5zl w AVT a scalaki są po 11zl w poltronicu.
    Mam taki wzmacniacz w domu i gra całkiem nieżle!

  • #82 04 Sty 2005 12:58
    Rocky Horror
    Poziom 31  

    W przypadku układu pokroju TDA7294 faktycznie nie są to wysokie ceny (chociaż u mnie dwa lata temu kosztował 25zł, teraz pewnie wicej...), a "pechowa" naprawa wzmacniacza tranzystorowego może się okazać kosztowna. Takie układy stosuje się jednak powiedzmy sobie wprost - w wątpliwej jakości sprzęcie (marketowe mikrowieże), którego parametry i tak nie są za wysokie, więc inwestowanie we wzmacniacz na tranzystorach niejako mijałoby się z celm (a wyobraźcie sobie powiedzmy jakikolwiek wzmacniacz Marantza albo Yamahy z TDA7294 w środku :? ).
    Gorzej jednak sprawa wygląda w przypadku układów STK lub SVI (szeroko stosowanych przez skądinąd znanego Technicsa), gdzie niejednokrotnie bardziej od naprawy opłaca się kupno nowego wzmacniacza...

    Decydująca bywa kwestia brzmienia, która jest jednak rzeczą gustu. Ja znacznie więcej spotkałem dobrze brzmiących układów dyskretnych niż scalonych, dlatego twardo stoję przy tranzystorach...

  • #83 04 Sty 2005 13:34
    janek11389
    Poziom 42  

    Witam! Dodam, że takie kości, nie za bardzo nadają się do ciągłej pracy, na pełnej mocy, tu o wiele lepiej spisują się tranzystory.
    Pozdrawiam

  • #84 04 Sty 2005 13:38
    mmm777
    Poziom 29  

    Adam Cebula
    BASOWA APOKALIPSA

    Dręczy nas, przedstawicieli cywilizacji Śródziemnomorskiej, wizja zagłady. Że braknie ropy naftowej, że wybuchnie wojna atomowa, zaleją wody roztopionych lodowców Antarktydy. Tymczasem wielkie cywilizacje giną jakoś bez powodu, do dnia dzisiejszego nie wiemy, dlaczego rozlazł się Rzym, co zrobiło się w Egipcie, dlaczego Majowie opuścili swoje miasta, nawet dokonany na naszych oczach rozpad imperium ZSRR jest jakiś dziwny, chyba dla wszystkich był zaskoczeniem.

    Wiadomo jedno: kryzys widać najpierw w zupełnie nieważnych dziedzinach. Champolion, ten od odszyfrowania hieroglifów, słabe artystycznie rzeźby datował na schyłek Wielkiego Egiptu i się nie mylił. Upadek sztuki poprzedzał ruinę imperium. Ano, proszę wycieczki, oto przykład cofania się w rozwoju pierwszej z brzegu dziedziny techniki. Bez wojen, kryzysów, bez widocznej przyczyny.

    W czasach dość odległych byłem entuzjastą techniki hi-fi, wysokiej, a nawet bardzo wysokiej jakości odtwarzania dźwięku. Był to bardzo elitarny klub - krąg ludzi, do którego wstęp uzyskiwało się dzięki dwóm co najmniej cechom: zamiłowaniu do muzyki i bardzo dobrej znajomości techniki zwanej elektroakustyką. Owe czasy były też dość ciężkie, gdyż oprócz wiedzy i zamiłowania do realizacji swej pasji potrzebna była umiejętność „organizowania" na różne sposoby nie tylko części, materiałów, ale nawet danych technicznych czy schematów. Łatwo nie było, ale człek był młodszy i zdawało mu się, że prze ku czemuś lepszemu. I tak, z kupki przypadkowych części, powstawał pierwszy własny wzmacniacz.

    Pamiętam opis takowego cuda z „Młodego Technika"; zawrotna moc 10 watów, marzenie entuzjastów jazzu i kina, powiew techniki Zachodu i politycznej niepoprawności. Ileż do tych 10 watów było technicznych wyjaśnień! Najważniejsze bodaj instruowały, jak nie dopuścić do „ugotowania" wyjątkowo cennych tranzystorów TG 70. Potem nastał czas tranzystorów krzemowych, nie wiem, czy to czasem nie miało czegoś wspólnego z epoką Gierka, w każdym razie pojawił się wspaniały 2N 3055 o mocy strat 117 watów. To był szok! Szok, bo z TG 70 dawało się wycisnąć ryzykownie całe 5 watów. Na radiatorach owe „dwueny" wytrzymywały gdzieś około 40 watów. Według klasycznych wyliczeń pozwalało to na skonstruowanie końcówki mocy, bagatela 200 watów outputu. Wtedy po raz pierwszy coś we mnie pękło. 200 watów? Po cholerę komu tyle? Teoria mówiła, że do przesterowania kolumny głośnikowej potrzeba góra 50. Normalne domowe słuchanie, i to dość głośne, wymaga 4 do 5 watów, rezerwa mocy wynika ze zjawiska „kopania" zwrotnicy w kolumnie. 200 watów na kanał, dla takiej mocy buduje się już wzmacniacze podłączane do „siły". Urządzenia dla nagłaśniania imprez masowych, dla wywołania piekielnego hałasu o natężeniu 110 dB. Ale do domu? W powietrzu zawisła frustracja wróbelka, co zimą szukał okruchów, a trafił na opuszczony silos z pięćdziesięcioma tonami ziarna. Tyle elektronicznego żargonu. Jeśli ktoś czegoś nie zrozumiał, niech się nie przejmuje, nie jest to nic tak istotnego, żeby szukać wyjaśnień w słownikach czy podręczniku. Istotne jest to, że w owych dawnych czasach wczesnego Gierka można było metodą chałupniczą wejść w posiadanie machiny, która nawet dziś uchodziłaby za genialną i potężną.





    Warto tu wspomnieć o pewnym epizodzie, odkryciu przez Matti Otala tak zwanych dynamicznych zniekształceń intermodulacyjnych zwanych TIM (Transient Intermodulation Distortion). Rzecz ma kulturową konsekwencję. Okazało się, że wzmacniacze tranzystorowe, które pomiarowo wychodziły znacznie lepiej od lampowych, czasami brzmiały od nich gorzej. Przegapiono zjawisko, którego istnienie można było przewidzieć. Znacznie „wolniejsze" od lamp tranzystory mocy przy impulsowych przebiegach przerywały pętlę sprzężenia zwrotnego. Generalnie rzecz polega na tym, że od tego odkrycia wzięła się moda na wzmacniacze lampowe. Problem szybko opanowano (współczesne konstrukcje mają TIM na poziomie 0.003 %), lecz pozostała fama, że wzmocnienie tranzystorowe jest gorsze. I trwa to do dziś, choć przyczyna problemu już dawno została usunięta.

    Tak mi się zdaje, że jeszcze wierzyłem w kolumny wykonane z piaskowca. To już było po Gierku, po Solidarności. Ciągnęło nas na Zachód, zaczęły się ukazywać pierwsze bardzo kolorowe magazyny poświęcone elektronice konsumpcyjnej, pisano w nich, że w kamieniołomach produkuje się idealne obudowy do kolumn. Pisma z tamtych czasów, jak dziś oceniam, stały na cholernie wysokim poziomie. Żeby je czytać i rozumieć, trzeba było choćby wiedzieć, co z tą przerwaną pętlą sprzężenia zwrotnego.

    Jak widać ewolucja w tej dziedzinie postępowała zgodnie z oczekiwaniami. Czego jak czego, ale zjawiska regresu technicznego się nie spodziewałem. Nie sposób przecież wymazać ani raz nabytej wiedzy, ani doświadczeń z głów. Nie sposób zniszczyć olbrzymiej ilość książek, jakie już wydrukowano. Mogą przepaść jakieś pojedyncze rozwiązania, coś się może okazać pomyłką, ale zawsze wtedy możemy się wycofać do rozwiązań lepszych.

    A jednak...

    W technice hi-fi chodzi tak naprawdę o kilka jasnych parametrów technicznych: bardzo małe zniekształcenia nieliniowe, bardzo małe szumy oraz odpowiednio ukształtowane pasmo przenoszenia. Daje się je mierzyć i to w przypadku tak szumów, jak i pasma przenoszenia bardzo prosto. Gorzej jest z tymi zniekształceniami, ale i tu mamy przynajmniej bardzo jasną techniczną definicję. Wiadomo też, że na przykład źródłem nieustannych kłopotów inżynierów jest doskonała z punktu widzenia energetycznego końcówka mocy z tak zwanym przeciwsobnym stopniem, gdzie dwa tranzystory (lub dwie lampy) produkują na przemian dodatnią lub ujemną połówkę napięcia zasilającego głośnik. Bezkompromisowym rozwiązaniem ze względu na jakość dźwięku jest tak zwany stopień w klasie A, w którym tranzystor pracuje cały czas, jednakże nie da się z niego wydusić tyle mocy co z końcówki przeciwsobnej. Można się było spodziewać, że gdy półprzewodniki diabelnię potanieją, pojawią się właśnie takie rozwiązania, z kilkoma tranzystorami pracującymi na jeden głośnik. Na przykład.

    Spodziewałem się też rozwoju wzmacniaczy wielokanałowych. Łopatologicznie to wygląda tak, że zamiast tak zwanej zwrotnicy rozdzielającej zasilanie głośników w kolumnie mamy osobny wzmacniacz. Owszem, współcześnie robi się coś podobnego przy tak zwanym kanale „superbasowym", ale żeby pójść dalej, co to to nie. Aż się prosi, żeby tak potraktować zakres powyżej 3 KHz, tak zwany wysokotonowy. Tu z paluchem w d... ze względu na małe moce da się zrobić wzmacniacz „bezkompromisowy", pracujący w klasie A. Takie wielokanałowe systemy mają lepsze parametry. Jeśli nawet niczego nie zmienimy w konstrukcji, to spadnie poziom własnych szumów (przy tej samej głośności), spadną też zniekształcenia. Czekałem na takie rozwiązania, bo zaczęto produkować wzmacniacze scalone po kilkanaście złotych sztuka (na przykład TDA 1514) o mocy np. 40 watów, które do pracy potrzebują tylko radiatora i kilku zewnętrznych elementów. Było oczywiste dla mnie, że w diabły wywali się bardzo kłopotliwe zwrotnice bierne.

    Doczekałem się zamiast nich prymatu testów odsłuchowych nad wynikami pomiarów. Idea jest poniekąd słuszna. Skoro sprzęt ma służyć do słuchania, to po diabła stosować jakieś aparaty pomiarowe, skoro przecież słychać, co rzecz jest warta! No więc sęk w tym, że nie słychać. Gdy tak zwane zniekształcenia nieliniowe spadają poniżej 2 % (tę wartość warto zapamiętać), przestajemy je słyszeć jako zniekształcenia, teraz zmieniają jedynie barwę tonu. Gdzieś w okolicach 0.1 procenta zaczynają się schody z wysłuchaniem zniekształceń w ogóle. Otóż około roku 1990, a nawet trochę wcześniej sprzęt zszedł do rzędu 0.001 procenta. Z wyjątkiem głośników.

    Tak ze dwa lata temu zakupiłem sobie „wiodące" czasopismo poświęcone technice hi-fi. O tytule sza, bo nie chcę mieć procesu. Tamże wyczytałem po raz pierwszy o teście odsłuchowym kabli przyłączeniowych. O ile rozumiem poniekąd atencje do wzmacniaczy lampowych, to ostatnie mnie powaliło. Oglądałem te kable, mają zaznaczony kierunek ruchu prądu czy sygnału, cholera go wie, ale jest strzałka. Zaznaczmy dla speców, nie chodzi tu o miejsce przyłączenia ekranu. Tak to wchodzimy na poziom wiedzy, że w gniazdku jest „plus i minus, przy czym plus świeci na neonówce". Tak twierdził jeden maszynista parowy, ale mu wytłumaczyliśmy. No więc testowano owe przewody odsłuchowo i wyrażano się o suchości basów i mięsistości tonów średnich. Cena na przykład od 6230 złotych (firma Stereovox) za 0.5 metra?!

    Uprzedzając pytanie, złośliwcy zrobili eksperyment, tak zwaną podwójną ślepą próbę, podczas której próbowano na słuch rozróżniać kable i jak się słusznie domyślacie, wypadła tragicznie, nikt niczego nie rozróżnił.

    Rozwój technologii hi-fi stanął w miejscu, a nawet zaczął się cofać. Jeśli 30 lat temu słabym punktem sprzętu był głośnik, tak jest i teraz, bo prawie nie zmieniono jego konstrukcji. Niewiele problemów mamy w zakresie tonów wysokich i średnich i ogrom w najniższych basach. Jeśli od góry skala tonów kończy się na mniej więcej 8 KHz, a głośniki przenoszą do 20 KHz, to od dołu skala tonów sięga zwyczajnie niżej niż realnie przenoszą głośniki. Dość zauważyć, że przy sprawności zestawu „kompaktowego" około 1% zamiany mocy elektrycznej na akustyczną dla osiągnięcia takiego samego efektu jak na żywo walnięcia w bęben zwany dużym podczas słuchania polki Trick Track potrzeba by dostarczyć do głośników jakieś 2500 watów.

    Największym problemem dla basów są rozmiary. Bezkompromisowym rozwiązaniem w tej materii są głośniki tubowe. Japończycy podobno zbudowali takie, dla najniższej przenoszonej częstotliwości 40 Hz. Miały one 4 metry średnicy i 6 metrów długości. Jeśli nie macie tak wielkiego pokoju, nie ma zmartwienia: możecie jeszcze zbudować nieco mniejsze układy typu drgająca ścianka. Moc promieniowania w basach rośnie z kwadratem liczby głośników, dlatego w starych kinach zestawy, dość średnich, kolumn od „Elizabetki" dawały naprawdę potężny łomot! A jak nie macie kasiorki na głośniki, ratujcie się obudowami bass-reflex. Jednym słowem, w praktyce rządzi ersatz erzatzu. Producenci wiedzą o tym, przynajmniej niektórzy. Niestety, nie mając dostatecznej liczby świadomych odbiorców na tyle zdesperowanych, by sobie przywieźć do domu pudło wielkości szafy, nie produkują zestawów głośnikowych mogących naprawdę przenieść basy.

    Jakieś dwa lata temu w „zwykłym piśmie audiofilskim" widywałem jeszcze wyniki pomiarów. Co prawda nie opracowane, źle zmierzone, ale były. Było także dwóch autorów, Nadachowski i Kulka, którzy na elektronice się znali. Ostatnio znów kupiłem to pismo, ale zniknęli z jego łamów i ci dwaj autorzy, i wszelkie wyniki pomiarów. Zniknęła też spora cześć danych technicznych opisywanego sprzętu.

    Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. W dół poleciały też parametry.

    Co do legendarnych własności wzmacniaczy lampowych, to wiecie już, że wyróżniał je wyjątkowo wysoki poziom zniekształceń, dyskwalifikujący je jako urządzenia hi-fi. Jest on stały i wynosi około 0.3 %. To wynika z obecności wyjściowego transformatora: nie da się „wyprostować" krzywej namagnesowania żelaza.

    Szczęka mi jednak opadła, gdy na końcu długiej recenzji monobloku na lampie (wzmacniacza mono) przeczytałem jego dane techniczne. Moc wyjściowa 10 W, pasmo przenoszenia 40Hz-15 KHz, zniekształcenia 0.3 %. Dla przypomnienia, taki Marantz PM-44SE - podaję za „Praktyczną Elektroniką" 9/94 - miał odpowiednio 2x 65 W, pasmo 10 Hz - 70 KHz (0-1 dB), zniekształcenia 0.008%. Zdziwienia mojego dopełniła informacja, że zasilający to cudo prostownik także wykonano na lampach. Przecież to nic innego niż replika kiepskiego urządzenia sprzed 40 lat. Do ustawienia w muzeum obok starej lampy naftowej. Tester miał dobry słuch, albo małe były wziątki od sponsorów, bo w opisie czuło się rozczarowanie. W prawidłowo wykonywanych testach odsłuchujący nie wie, czy słucha tego samego urządzenia czy innego, trzeba robić statystyki. Tu wiedział, że słucha legendarnej lampy, wił się więc i kręcił w zeznaniach, byle nie brukać świętości,jednakże prawda biła w uszy. No cóż, nie sposób pomylić brzmienia „lampiaków", tak samo jak zapachu kiszonej kapusty, z czymkolwiek innym. Jak ktoś ją lubi, to lubi. Niech mi tylko nie wmawia, że znany bywalcom dawnych restauracji „sur z kiszkap" to kawior.

    Producenci wiedzą, że to kit, ale nie mając odbiorcy na rzeczy dobre, wyprodukują, co akurat idzie. Takie są prawa rynku.

    Morał z tego wszystkiego bynajmniej nie dotyczy sprzętu hi-fi. Pożegnaliśmy się także ze zdobywaniem kosmosu, w niektórych stanach USA przywrócono w szkołach kreacjonizm. Etc, etc.

    Przypadek, czy początek końca?

  • #85 04 Sty 2005 14:29
    Rocky Horror
    Poziom 31  

    Nic dodać nic ująć... Zgadzam się z powyższą wypowiedzą w prawie całej jej rozciągłości!

    Patrząc na to do czego większość ludzi dziś dąży, można dojść do wniosku, że gdzieś po drodze popełniono ewidentny błąd. Ale jak można ratować świat, kiedy zawsze ktoś Ci bedzie wmawiał że jesteś wielbłądem?

    A z większością napotykającą podobne wypowiedzi wcale nie jest lepiej - Czytają oni ów tekst, może czasem pokiwają głową w zadumie... Ale potem i tak robią dalej swoje.

  • #86 04 Sty 2005 16:19
    IronReiker
    Poziom 23  

    Witam!! dokładnie, zkadzam sie z mmm777. w dzisiejszych czasach liczy sie tylko niszczący bass, jebni***e musi byś a cała reszta to inna sprawa.
    pozdro

  • #87 05 Sty 2005 12:06
    Anonymous
    Użytkownik usunął konto  
  • #88 05 Sty 2005 16:11
    Rocky Horror
    Poziom 31  

    Geguś...Kolega Igod nie odzywa się na forum Audio już chyba od prawie półtora roku...Na całe szczęście, i oby tak zostało 8O

    Ale widać że sporo bywa na "Akustyce".

  • #89 05 Sty 2005 16:31
    micho a
    Poziom 35  

    oj ludzie i teraz znowu sie zacznie wszyscy słuchający głósnej muzy są łysymi dresami dla nich liczy sie tylko ł€p l€p i nic więcej nie ????

    nie liczy sie tylko niszczący bas piszecie jak ludzie starej daty mojego qmpla starszy do dzią twierdzi że 2x15 wystarczy w każdym domu a to nie prawda jak mamy kolumny o niskim spl to nie starczy

    wielkie moce są potrzebne to kwestia gustu jak ktoś woli 200db z głósnika aldy to jego i wyłacznie jego sprawa !!!!!!!!!!!!!!!! gorzej jak np pisze że tonsil jrest do d..y bo jest alda :D

    zasada jest prosta jest podaż jest popyt jak jest potrzebne 200000000wat komuś i ma forse to sie zrobi no problem

    reszta parametrów nie jest zatracana ja najbardziej tępie audiofilizm czyli pisanie krystaliczny dzwięk i takie głupoty i tą technicso manie już był podobny temat że denerwuje mnie szczególnie technicsy nowe do kina domowego bo one ogłupiJĄ !!!!!! chodzą potem typki po osiedlu i mam 4x100 mam 4x100

    nie wszystkie para,metry są takie ważne
    1.pasmo przenoszenia przy słuchaniu mp3 od 40(-3db) do 16 styka spokojnie musi być od 5 hz albo od stałego do 200khz właśnie po co to komu
    nawet przy lepszej jakości co mi da żę wzmak przeniesie 5 hz ????????????????????????????? takto mam coś w rodzaju kiepskiego subsonica pasmo od 30 hz ratuje głósnik a takto 5hz i jakiś stan nie ustalony i amen ........ a mało któy głósnik chodzi od 20 hz a od 5 ???????
    2.thd tu sie zgodze z jaremą 10% to też jest ogłupiane !!!!!!!!!! jeszcze nie dawno był temat gdzie koleś usilnie twierdził że ma na 2xlm3886 2x120wat 4 om ............ znamionowej w końcu sie przyznał do błedu
    po cholere komuś moc przy 10% thd ???????????????? mój na kd502 przy prostokącie pewnie i 200wat przekroczy serio :D) tylko żę to pierdzenie nie muzyka !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!ja rozumiem pojęcie czad ale uszy więdną jak przy basie prrrrr prrrrr sruuuuuuuuuuuu i tyle !!!!!kto takie głupoty podaje niech sie włęb puknie potem doszukaj sie w nocie tda 7294 mocy będąc początkującym tak ja kiedyś to music power 100wats to rms powetr at thd bla bla to continous power bla bla bla po co 3/4 tego komuś żeby reklame zrobić !????


    ojj ja sie znofu narażąm takie jest życie ale od kiedy zrobiłęm 1 tranzystorowy jakoą scalaki mnie nie kręcą chociaż ich nie tępie no może z wyjątkiem stk ale wstrzymam sie od komentarza
    moc powinna być podawsana jak diora dawała 2xtyle W i amen i to ma być moc ciągłą znamionowa a nie tam pmpo muzyczna pierdoł !!!!!!

  • #90 05 Sty 2005 17:00
    Rocky Horror
    Poziom 31  

    :arrow: micho a

    Co do definiowania mocy, zgadzam się z Tobą w 100 procentach!

    Co do jakości oferowanej przez standard mp3, nie szczególnie...
    Pozwolę sobie na mały off-topic.
    Obcięcie dolnego skraju pasma do 40Hz nie jest najczęściej (chociaż nie nigdy) tak odczuwalne i szkodliwe, jednak obcięcie górnej do 16kHz jest conajmniej nie do przyjęcia!
    Różnicę można usłyszeć nawet przy obcięciu do 18...19kHz, chociaż tutaj problemem może być rozróżnienie dwóch próbek nagrania - które jest które. Ucho poprostu stwierdza różnicę.
    Przy zdrowych i pełnosprawnych uszach ścięcie do 16kHz jest jednak już ewidentnie zauważalne.
    Do tego dochodzą jeszcze inne metody kompresji jak między innymi wycinanie dzwięków o pozimie teoretycznie niesłyszalnym, oraz już w fazie wdrażania standardu - niedopracowany technicznie system Joint Stero, a wszystko to sprawia że w nagraniach w mp3 o bitrate poniżej 192kbs wysokie tony brzmią jak tłuczone szkło :?
    I jakkolwiek nie usłyszy się tego od razu przy muzyce tak konstrukcyjnie mało złożonej, jak powiedzmy Techno, tak spróbujcie skompresować do 128kbs jakiś utwór Death-metalowy... Masakra :?


    Dla mnie osobiście 256 i 320kbs to norma. Nawet nie ściągam egzemplarzy danego utworu w bitrate'ach poniżej 224kbs, chyba że już naprawdę nie ma w wyższych...