Witam i przechodzę do konkretów.
Wczoraj umarł mi zasilacz – nazwa w nagłówku. Doszło do tego po prostu, moim zdaniem bez żadnej przyczyny, ale mój komputer nie jest normalny J. Otóż, mocno kręciłem procesor i zauważyłem, że po przekroczeniu temp. 50°C na procku napięcie +12V zaczęło stopniowo wzrastać do: 13,6V i dłuższą chwilę się tak utrzymywało.
Myślę, że to spowodowało zniszczenie jakiegoś elementy w zasilaczu.
Próbowałem go wystartować bez obciążenia, a potem zmierzyłem prąd na PS-On, +5V i PW-OK. Na zasilaczu pisze, że ma mieć 2A, moja płyta wymaga 1A, a zmierzony jest około 0,15A
Czy jest sens to naprawiać, co się mogło sfajczyć i ile to kosztuje?
Wczoraj umarł mi zasilacz – nazwa w nagłówku. Doszło do tego po prostu, moim zdaniem bez żadnej przyczyny, ale mój komputer nie jest normalny J. Otóż, mocno kręciłem procesor i zauważyłem, że po przekroczeniu temp. 50°C na procku napięcie +12V zaczęło stopniowo wzrastać do: 13,6V i dłuższą chwilę się tak utrzymywało.
Myślę, że to spowodowało zniszczenie jakiegoś elementy w zasilaczu.
Próbowałem go wystartować bez obciążenia, a potem zmierzyłem prąd na PS-On, +5V i PW-OK. Na zasilaczu pisze, że ma mieć 2A, moja płyta wymaga 1A, a zmierzony jest około 0,15A
Czy jest sens to naprawiać, co się mogło sfajczyć i ile to kosztuje?