Witam. Jak pisałem w poprzednim poście, planuję zrobienie sobie nowego zasilacza laboratoryjnego.
Nie przedłużając, zasilacz ma być symetryczny (parzysta liczba trafo, np. 4, 6), przy czym masa wzięta z centralnego punktu w środku układu trafo (np. 2 +2 czy 3+3), po czym napięcie zostanie puszczone na mostek prostowniczy, kondensatory filtrujące, etc., a następnie będzie przetwornica buck na linię pozytywną (biegun dodatni mostka + masa spomiędzy trafo), oraz negatywną (biegun ujemny mostka + masa spomiędzy trafo).
Chcę dokonywać pomiarów napięcia i prądu na obu liniach niezależnie, za pomocą dwóch INA260, po jednym na każdą linię.
Mam odnośnie tego kilka wątpliwości, gdyż nigdy wcześniej nie korzystałem z tego układu.
1. Czy dobrym pomysłem jest sumowanie wartości zwracanych do zmiennej przez obydwa scalaki do µC w wypadku gdy zechcę użyć zasilacza w konfiguracji mostkowej ("+ i -" zamiast "+ i GND oraz GND i -")?
Czytaj: Scalak #1 zwraca X, scalak #2 zwraca Y, więc wynikowe napięcie między biegunem + i - będzie równe wartości Z, przy czym Z=X+Y
(plan jest taki, by mieć zaprogramowany w µC tryb zasilania "pełnym" obwodem, wtedy µC tak steruje tranzystorami w przetwornicach, by napięcie było takie same na biegunie dodatnim i ujemnym (symetryczne), a na ekranie wyświetla sumę owych napięć [+ i GND = 25V, GND i - = 25V, więc Uwy = 50V, na przykład])
2. Czy w wypadku użycia zasilania zmostkowanego (jak w pkt. 1) z linii "+ i -", powinienem pomiar prądu z obu scalaków zsumować i podzielić (średnia), czy wystarczy pomiar na jednym z nich? (prąd powinien być identyczny, ale i tak ta kwestia nie daje mi spokoju)
3. Jeżeli dokonuję pomiaru na ujemnym biegunie (napięcie ujemne), to punkt GND scalaka łączę do GND całego zasilacza (punkt centralny trafo), prawda? Zasilanie układu musi zaś tak czy siak być dodatnie, +5V? Sam układ działa na zasadzie ADC, przystosowanego do pracy z ujemnymi napięciami, ale wolę się upewnić czy nic w ten sposób nie pokiełbaszę
EDIT: Po powrocie z pracy dodam schemat ideowy.
Nie przedłużając, zasilacz ma być symetryczny (parzysta liczba trafo, np. 4, 6), przy czym masa wzięta z centralnego punktu w środku układu trafo (np. 2 +2 czy 3+3), po czym napięcie zostanie puszczone na mostek prostowniczy, kondensatory filtrujące, etc., a następnie będzie przetwornica buck na linię pozytywną (biegun dodatni mostka + masa spomiędzy trafo), oraz negatywną (biegun ujemny mostka + masa spomiędzy trafo).
Chcę dokonywać pomiarów napięcia i prądu na obu liniach niezależnie, za pomocą dwóch INA260, po jednym na każdą linię.
Mam odnośnie tego kilka wątpliwości, gdyż nigdy wcześniej nie korzystałem z tego układu.
1. Czy dobrym pomysłem jest sumowanie wartości zwracanych do zmiennej przez obydwa scalaki do µC w wypadku gdy zechcę użyć zasilacza w konfiguracji mostkowej ("+ i -" zamiast "+ i GND oraz GND i -")?
Czytaj: Scalak #1 zwraca X, scalak #2 zwraca Y, więc wynikowe napięcie między biegunem + i - będzie równe wartości Z, przy czym Z=X+Y
(plan jest taki, by mieć zaprogramowany w µC tryb zasilania "pełnym" obwodem, wtedy µC tak steruje tranzystorami w przetwornicach, by napięcie było takie same na biegunie dodatnim i ujemnym (symetryczne), a na ekranie wyświetla sumę owych napięć [+ i GND = 25V, GND i - = 25V, więc Uwy = 50V, na przykład])
2. Czy w wypadku użycia zasilania zmostkowanego (jak w pkt. 1) z linii "+ i -", powinienem pomiar prądu z obu scalaków zsumować i podzielić (średnia), czy wystarczy pomiar na jednym z nich? (prąd powinien być identyczny, ale i tak ta kwestia nie daje mi spokoju)
3. Jeżeli dokonuję pomiaru na ujemnym biegunie (napięcie ujemne), to punkt GND scalaka łączę do GND całego zasilacza (punkt centralny trafo), prawda? Zasilanie układu musi zaś tak czy siak być dodatnie, +5V? Sam układ działa na zasadzie ADC, przystosowanego do pracy z ujemnymi napięciami, ale wolę się upewnić czy nic w ten sposób nie pokiełbaszę
EDIT: Po powrocie z pracy dodam schemat ideowy.