Koncepcja samolotu napędzanego energią słoneczną nie jest wcale nowa. Jakieś 10 lat temu widziałem taki samolot na Discovery i został on zbudowany bodajże w kooperacji NASA z MIT jako wielozadaniowy stratosferyczny wehikuł badawczy do badań atmosfery (na pewno to taka przykrywka bo pewnie służy do szpiegowania Rosji i Chin) Jest to dużych rozmiarów szybowiec z dodatkowym napędem elektrycznym (kilka zespołów silnik-śmigło), naturalnie fotoogniwa zajmują prawie całą powierzchnię płatów nośnych. Za dnia dają napęd i doładowują pokładowe akumulatory (chyba litowopolimerowe) dające napęd nocą.
Taka uwaga: zapomnij o przetwornicy. Raz, że ma pewne straty, dwa, że sama waży. Lepiej połącz ogniwa na odpowiednie napięcie.
Jeśli chodzi o ogniwa w ogóle to postaraj się o jakieś dużo wydajniejsze niż te od lampek solarnych, tyle że takie to kosztują.
Sprawa mocy. P=U*I. Jak uzyskasz 40-50 % dodatkowej energii ze słońca to będzie bardzo dużo. Nawet 20% mocy nominalnej silników będzie dużo tylko musisz się postarać aby ten samolot mógł szybować lub chociaż szybować z niewielkim wspomaganiem, to w tym czasie akumulator się będzie odświeżał.