Owszem, może ale... Należy zadać sobie pewne pytania - dlaczego łożysko się zatarło. Dlaczego nie wyskoczyły zabezpieczenia.
Łożysko może się zatrzeć, ale w tym momencie rodzi się pytanie - gdzie był i co robił konserwator? Kiedy sprawdzał stan łożysk, kiedy je wymieniano i czy wykonywano wymagane czynności serwisowe. Jeśli je wymieniano - to czy wykonano pracę prawidłowo.
Wreszcie - czemu nie wyrzuciły zabezpieczenia silnika, w skutek czego doszło do pożaru. Tu niestety wniosek jest smutny - zabezpieczenia były wykonane wadliwie. Albo ich nie było, takich jakie powinny być, albo je źle dobrano, albo - przerobiono niezgodnie z DTR-ką.
Jeśli niestety uznamy, że zabezpieczenia były wadliwe, a łożysko uszkodzone, lub zużyte (obsługa olała obowiązki) i się zatarło, to blokując się wprowadziło silnik w stan zwarcia, uzwojenie się przegrzało, izolacja zapaliła i przyleciała brygada z gaśnicą.
Inna sprawa, że łożyska nie psują się z godziny na godzinę, tylko jest to proces długotrwały, mający wiele objawów - głośna praca, stuki mechaniczne, nagrzewanie się dekli łożyskowych itp. Jeżeli obsługa to zlekceważyła, na zasadzie "Eeee jeszcze chodzi, nie trza psuć..." to niestety zasłuża na odpowiednie sankcje.