Gdybym miał zastąpić zwykłe ogrzewanie komputerem, to oczywiście dość niedorzeczny pomysł, ale autor pyta o ogrzanie miejsca pracy, w którym włączony komputer jest zapewne cały czas i choć może to być śmieszne to jest to możliwe.
Na moim przykładzie - w domu w dni powszednie spędzam kilka godzin (nie licząc nocy, ale wtedy i tak zwykle wyłączam kaloryfery - nie zasnę jeśli jest mi za gorąco, no chyba że mróz straszliwy to sobie poszaleję i włączę

) i przez ten czas komputer wystarczająco grzeje, żebym nie musiał włączać kaloryfera. Co do rachunku za prąd, można spojrzeć na to tak, skoro i tak potrzebuję korzystać z komputera to po co mam dodatkowo nabijać rachunek za CO skoro nie marznę.
Oczywiście taka "wydajność grzewcza" będzie w dużej mierze zależała od komputera.