Sorry że tak długo nie pisałem.
Problem polegał na tym że Internet chodził strasznie wolno czasami wogóle i nonstop zrywało połaczenie chociaż zdarzły się momenty że wszytko działało bez zarzutów. Zgłosiłem usterke i o dziwo nastepnego dnia przyjechał serwis i wymienili terminal.
Przez jakies dwa tygodnie wszystko śmigało aż miło, a pózniej znowu problemy: zrywało połaczenie z netem po jakiś 4 minutach, żeby polączyć się ponownie musiałem robić restart kompa (może wiecie dlaczego), strony się ładowały albo nie, a transfer 100 razy gorszy niż na analogówce.I znowu zdarzały sie okresy że wszystko działało bez zarzutu.Ponownie zgłosiłem usterke i przyjechali po tygodniu było ich trzech jeden jakis lepszy fachura podłaczył swojego laptopa potwierał kilka stron i stwierdził ze wszysko jest ok (akurat w tym momencie działało) i se pojechali. Na nic moje prośby żeby sprawdzili dokładnie terminal (stąd moje pytanie) albo podłączenie na słupie , albo port na centrali. Wkurwiłem się nie przecietnie bo po godzinie jak pojechali znowu sie wysypało wszystko.
Nerwy mi puściły, chwyciłem za telefon i dzwoniłem do telekomuny. Najpierw błekitna linia potem z sześć innych numerów i w końcu zgłosiłem ponownie awarie z zaznaczeniem że jeśli mi nie naprawia to będe codziennie dzwonił i zgłaszał usterkę.
Następnego dnia przyjechali o 7 rano , przeprosili i zaczeli wszytko dokładnie sprawdzać. Okazało się że że na słupie jedna żyła byla przerwana i czasami łączyło a czasami nie. 8) troche się z nich posmiałem i pojechali. Teraz wszystko dział cudnie.