Odpowiadając na pytanie zawarte w temacie : To nie jest żaden wzmacniacz...co najwyżej kiedyś był, ale tak dawno temu, że w obecnej chwili można jego pozostałości zaliczyć jedynie do złomu.
Obudowa - zniszczona, i trzeba by wiele wysiłku i samozaparcia, żeby coś pożytecznego z niej zrobić. Biorąc pod uwagę nakład pracy i związane z nim koszty - taniej nabyć coś nowego...
Elektronika - któż wie co POETA miał na myśli konstruując tę gustowną pajęczynę wewnątrz... Raczej wygląda to na rzeźbę przestrzenną, niż na (zalążek nawet) - wzmacniacz.
Reasumując - jeśli już cokolwiek miałoby być z tych zwłok wykorzystane - to jedynie transformator...A i to z wielkim trudem - podejrzane są te uzwojenia pierwotnego...Jedyna nadzieja że można z podłączenia w samym wzmacniaczu zorientować się które było na 220V...bo pozostałe odczepy - raczej do dopasowania napięcia do istniejącego w gniazdku... (uzwojenia drutem 1,2mm).
Jak Koledze uda się ustalić jakie uzwojenie (uzwojenia) były wykorzystane w tej "konstrukcji" jako pierwotne - można mniej więcej oszacować przekładnię, a co za tym idzie napięcia na wtórnych. Można by było (prościej i szybciej) po prostu podłączyć do zasilania i zmierzyć jakie napięcia są na wtórnych...Ale tak czy inaczej musimy mieć pewność które uzwojenie (-nia) należy wykorzystać jako pierwotne...
Ogólnie - konstrukcja trąci wielką prowizorką, od umieszczenia bezpieczników, aż po zastosowany system chłodzenia...O reszcie "bebechów" nie wspomnę z litości.
Może jako balast do łodzi...?