Witam.
Wczoraj podczas jazdy ok. 130 km/h na LPG w deszczu na autostradzie auto zaczęło tracić moc.
Po zwolnieniu do 110km/h mogłem kontynuować jazdę, ale każda próba przyspieszenia kończyła się gwałtownym spadkiem mocy, tak jakby po przekroczeniu pewnych obrotów następowało odcięcie dopływu gazu.
Po zatrzymaniu auta sprawdziłem jak zachowuje się na wolnych obrotach i trochę dziwnie chodzi ale silnik pracuje, a po wciśnięciu pedału gazu również następuje spadek mocy po osiągnięciu jakiś tam obrotów.
Przełączyłem na benzynę i dojechałem do domu.
Dzisiaj po odpaleniu pojawił się ciągły sygnał dźwiękowy i jedna z zielonych diod zaświeciła się słabym światłem (jedna z tych, które pokazują ilość gazu w zbiorniku).
Żeby móc jeździć na benzynie bez pisku w uszach rozłączyłem wtyczkę od komputera lpg i zastanawiam się co nawaliło.
Pomożecie?
Dziękuję.
Wczoraj podczas jazdy ok. 130 km/h na LPG w deszczu na autostradzie auto zaczęło tracić moc.
Po zwolnieniu do 110km/h mogłem kontynuować jazdę, ale każda próba przyspieszenia kończyła się gwałtownym spadkiem mocy, tak jakby po przekroczeniu pewnych obrotów następowało odcięcie dopływu gazu.
Po zatrzymaniu auta sprawdziłem jak zachowuje się na wolnych obrotach i trochę dziwnie chodzi ale silnik pracuje, a po wciśnięciu pedału gazu również następuje spadek mocy po osiągnięciu jakiś tam obrotów.
Przełączyłem na benzynę i dojechałem do domu.
Dzisiaj po odpaleniu pojawił się ciągły sygnał dźwiękowy i jedna z zielonych diod zaświeciła się słabym światłem (jedna z tych, które pokazują ilość gazu w zbiorniku).
Żeby móc jeździć na benzynie bez pisku w uszach rozłączyłem wtyczkę od komputera lpg i zastanawiam się co nawaliło.
Pomożecie?
Dziękuję.