Ja kiedyś zajmowałem się naprawą głównie pistoletów ZVA i zasada jest prosta. We fuzji (wylewka) masz główną rurkę, którędy wylewa się paliwo, a w niej jest taka malutka, którędy musi zasysać powietrze. W momencie, kiedy zatkasz tą mniejszą rurkę membrana, która jest na wysokości rękojeści (w środku) zamknie przepływ paliwa i pistolet "odbija". W dielsach zawsze był problem z przedwczesnym "odbijaniem", więc wystarczyło przypiłować tą małą rurkę w środku wylewki i problem znikał. Ważne jeszcze są nawet najmniejsze "zadziory", "wargi" w tej malutkiej rurce, to też powoduje problemy i tzw. przedwczesne "odbicie"/rozłączenie pistoletu. Dziś jak się orientuję, na każdej stacji paliw powinny być stosowane pistolety nalewcze ze specjalną osłoną wylewki, po to by odsysać opary wydostające się ze zbiornika paliwa podczas tankowania, jednak to wymaga zastosowanie specjalnych węży dystrybutor/pistolet (i nie tylko), i nie wszyscy jeszcze to stosują. Powód cena. Tak samo jest z systemem odpowietrzenia zbiorników, kiedy cysterna napełnia zbiorniki na stacjach. Musi podłączać dwa węże. Jeden zlewowy, a drugi do oparów. No ale to z kolei bardzo spowalnia cały ten proces, więc mimo iż prawo zabrania, nadal widzę na stacjach tzw. "zawory oddechowe". Jak chcesz się uczyć naprawiać pistolety, to radzę uważać, bo tam w środku jest taka fajna sprężyna, ktróra WIELE(!) potrafi.... W najlepszym razie skończy się na zbitej lampie, albo na podbitym oku. Pozdrawiam.