Temat z rodzaju dziwnych. Radio Sony CDX-F5500 działało poprawnie i nagle bez powodu wyłączyło się i zaczęło śmierdzieć (według relacji właściciela). Po odłączeniu i ponownym podłączeniu znowu zaczął wydobywać się z niego dym.
Elementami, które odpowiadały za dymienie okazały się dwie diody zenera D102 i D103 zabezpieczające linie do panela. Co ciekawe na stole radio już nie dymiło tylko nie dało się włączyć i pokazywało przypadkowe segmenty na wyświetlaczu (jakoś typowe w tych modelach). Po odłączeniu tych diod (poszły na zwarcie) radio daje się włączyć i pracuje poprawnie (na ten moment testowałem bez tych diod ponieważ nie miałem informacji jakie powinny być a wygląda na to, że 3,3V). Czyli naprawa jest do wykonania tylko jest jeden problem. Dlaczego te diody uległy uszkodzeniu? Radio jest czyste, nie zalane i do tej pory działało. Jedyny punkt zaczepienia to wiszący w kieszeni luźny przewód z niezabezpieczonym końcem do sterowania wzmacniacza (mógł dotknąć obudowy). Tylko co ma taki przewód do złącza panela? Wolę namierzyć przyczynę póki radio daje się jeszcze uruchomić.
Elementami, które odpowiadały za dymienie okazały się dwie diody zenera D102 i D103 zabezpieczające linie do panela. Co ciekawe na stole radio już nie dymiło tylko nie dało się włączyć i pokazywało przypadkowe segmenty na wyświetlaczu (jakoś typowe w tych modelach). Po odłączeniu tych diod (poszły na zwarcie) radio daje się włączyć i pracuje poprawnie (na ten moment testowałem bez tych diod ponieważ nie miałem informacji jakie powinny być a wygląda na to, że 3,3V). Czyli naprawa jest do wykonania tylko jest jeden problem. Dlaczego te diody uległy uszkodzeniu? Radio jest czyste, nie zalane i do tej pory działało. Jedyny punkt zaczepienia to wiszący w kieszeni luźny przewód z niezabezpieczonym końcem do sterowania wzmacniacza (mógł dotknąć obudowy). Tylko co ma taki przewód do złącza panela? Wolę namierzyć przyczynę póki radio daje się jeszcze uruchomić.