Witam. Pacjent to Raspberry PI 4B 4GB, kupiony jako używany i niby sprawdzony przed sprzedażą. Nie było jednak do niego jakichkolwiek akcesoriów. Oprogramowanie to Raspberry Pi OS (z oficjalnej strony) w wersji lite i full. Wrzucałem go na różne karty (4GB, 16GB) za pomocą kilku różnych aplikacji (np Rufus, Unetbootin). Przy braku karty mam krótkie 4 mignięcia, i to z tego co widzę jest zachowaniem poprawnym. Przy włożonej karcie czerwona dioda ciągle świeci a zielona poświeci chwilę, zgaśnie i na koniec jedno krótkie mignięcie. I takiego objawu nie znalazłem nigdzie (no może oprócz jednego wątku ale tam autor nie napisał jak to w końcu naprawił, a nikt inny nie potrafił powiedzieć w czym problem). Jedyne do czego udało mi się dojść to opcja 'hdmi_ignore_edid:1=0xa5000080', która poprawia sytuację o tyle, że zaczyna się bootowanie linuksa (widać 4 malinki i leci uruchamianie kolejnych serwisów) ale zawsze w pewnym momencie obraz mignie i koniec, czarno a po chwili standby na ekranie. Próbowałem naprawdę wszystkich opisów, konfiguracji podawanych jako 'tak u mnie działa bardzo dobrze', wymuszania kilkunastu trybów video, oczywiście próbowałem hdmi 0 i 1 (a także równocześnie na 2 kablach). Mam telewizor i monitor, kupiłem już kilka kabli zarówno hdmi (w tym hdmi-hdmi oraz hdmi-dvi) jak i usb. I niestety w najlepszym wypadku jest efekt jak opisałem, a i tego często nie ma. Próbowałem też bez monitora, licząc, że sprzęt pojawi się jako urządzenie sieciowe. I nic.
Do tej pory miałem Raspberry 1, 0 a także chyba jakieś 2. I każde ruszało od strzału. W tej sytuacji byłbym skłonny pomyśleć, że widocznie dostałem uszkodzone. Ale jednak w internecie można znaleźć dużo problemów i są niby działające rozwiązania. W związku z tym ciągle mam nadzieje, że jest jednak jakaś sztuczka, problem oprogramowania czy coś.
Czy ma ktoś pomysł co mogę jeszcze sprawdzić zanim oddam do utylizacji? Bo za kolejne kable kupione na zasadzie "bo może te 3 co mam są uszkodzone" wydałem już tyle co za samo urządzenie.
Do tej pory miałem Raspberry 1, 0 a także chyba jakieś 2. I każde ruszało od strzału. W tej sytuacji byłbym skłonny pomyśleć, że widocznie dostałem uszkodzone. Ale jednak w internecie można znaleźć dużo problemów i są niby działające rozwiązania. W związku z tym ciągle mam nadzieje, że jest jednak jakaś sztuczka, problem oprogramowania czy coś.
Czy ma ktoś pomysł co mogę jeszcze sprawdzić zanim oddam do utylizacji? Bo za kolejne kable kupione na zasadzie "bo może te 3 co mam są uszkodzone" wydałem już tyle co za samo urządzenie.