Witajcie.
Zwracam się z prośbą o doradztwo, może ktoś z Was pomoże mi rozjaśnić sytuację.
Mamy teren zabudowany i linię krawędziowa ciągła P-7B.
Wzdłuż tej właśnie linii jest parę odcinków z linią przerywaną P-7A które maja służyć za wjazd na posesję. Jest problem z jednym jegomościem który notorycznie zostawia samochód właśnie w miejscu gdzie linia jest na chwilę przerywana (zdjęcie zaznaczone strzałka). Straż miejska odstąpiła od wystawienia mandatu/ pouczenia ponieważ twierdzi że samochód nie najechał na linię ciągłą tylko przerywaną i stoi prawidłowo. Sytuacja jest poniekąd absurdalna i podważa sens istnienia takiego pobocza które ma umożliwiać widoczność w tym właśnie miejscu. Co o tym sądzicie? Czy decyzja straży jest słuszna? W mojej ocenie nie.
(Jeżeli temat umieściłem w złym miejscu proszę o przeniesienie do prawidłowego- dziękuję).
Zwracam się z prośbą o doradztwo, może ktoś z Was pomoże mi rozjaśnić sytuację.
Mamy teren zabudowany i linię krawędziowa ciągła P-7B.
Wzdłuż tej właśnie linii jest parę odcinków z linią przerywaną P-7A które maja służyć za wjazd na posesję. Jest problem z jednym jegomościem który notorycznie zostawia samochód właśnie w miejscu gdzie linia jest na chwilę przerywana (zdjęcie zaznaczone strzałka). Straż miejska odstąpiła od wystawienia mandatu/ pouczenia ponieważ twierdzi że samochód nie najechał na linię ciągłą tylko przerywaną i stoi prawidłowo. Sytuacja jest poniekąd absurdalna i podważa sens istnienia takiego pobocza które ma umożliwiać widoczność w tym właśnie miejscu. Co o tym sądzicie? Czy decyzja straży jest słuszna? W mojej ocenie nie.
(Jeżeli temat umieściłem w złym miejscu proszę o przeniesienie do prawidłowego- dziękuję).