Na temat ogólnej teorii względności jak na razie było to niewiele...
Do opisu tego, co się dzieje w układach inercjalnych (czyli takich, w których
nie odczuwa się przyśpieszeń - jest stan nieważkości) jest szczególna teoria
względności; ogólna teoria względności opisuje układy nieinercjalne, w tym
układy, w których występuje pole grawitacyjne (i głównie tym się zajmuje).
Założeniem szczególnej teorii względności jest stałość szybkości światła -
dla każdego obserwatora jest ona taka sama, niezależnie od jego ruchu.
Dość wygodne jest podejście z czasoprzestrzenią Minkowskiego - to taka
przestrzeń, w której oprócz trzech normalnych wymiarów jest jeszcze czas,
i ma ona trochę inną metrykę - w zwykłej przestrzeni euklidesowej odległość
jest pierwiastkiem z sumy kwadratów różnic współrzędnych, to znaczy:
odległość(a,b)=((xa-xb)^2+(ya-yb)^2+(za-zb)^2)^(1/2) (A^B oznacza "A do
potęgi B); w przestrzeni Minkowskiego - są dwie szkoły co do znaku, ale
czas mnoży się przez c (prędkość światła), podnosi do kwadratu, i zamiast
dodać odejmuje (i można jeszcze do tego zmienić znak całości). Oznacza
to, że taka "odległość" może byc zerowa (i taka jest dla punktów, między
którymi światło może przejść po linii prostej). W przestrzeni euklidesowej
odległość nie zmienia się, jeśli zmienimy układ współrzędnych - na przykład
obrócimy go o pewien kąt. W przestrzeni Minkowskiego ta dziwna "odległość"
nie zmienia się przy zmianie układu odniesienia na inny, poruszający się
z jakąś szybkością względem pierwszego. A skoro "odległość" jest zerowa
dla punktów, które można połączyć promieniem świetlnym, pozostaje taka
po zmianie układu odniesienia - czyli prędkość światła się nie zmienia.
Dla dowolnej trasy, jaką może poruszać się obiekt mający niezerową masę
spoczynkową ta "odległość" w przestrzeni Minkowskiego jest (w wersji bez
zmieniania znaku) urojona; to jest trochę niewygodne, więc wymyślono,
żeby ten znak zmienić - i w ten sposób powstała druga szkoła, teraz pierwsza
nazywa się wschodnia, a druga zachodnia - te nazwy tłumaczy się tak, że
mały zachód (np. Europa) znaczy więcej od wielkiego wschodu (np. Azji),
więc czas, który ma jeden wymiar, to zachód, a trójwymiarowa przestrzeń,
to wschód, no i w konwencji zachodniej czas jest z plusem, a w wschodniej
przestrzeń (zamiast Europy i Azji może być europejska część ZSRR jako
zachód, a Syberia jako wschód, albo obszar Stanów Zjednoczonych na
zachód i na wschód od Gór Skalistych - jak komu wygodniej).
Punkty w przestrzeni Minkowskiego nazywa się zdarzeniami.
Kwadrat tej "odległości" nazywa się interwałem czasoprzestrzennym,
i rozróżnia się kilka przypadków: interwał jest czasopodobny (to znaczy
kwadrat różnicy czasów jest większy od sumy kwadratów różnic x,y,z),
i wtedy jest istotne, czy różnica czasów jest dodatnia, czy ujemna, bo to
określa kolejność w czasie, i wtedy jest możliwe, że jakiś obiekt przejdzie
drogę oddzielającą dane punkty - określa się to jako zdarzenia wewnątrz
stożka świetlnego; że interwał jest zerowy, i wtedy tylko światło, lub to, co
się porusza z szybkością światła może tę drogę przejść, znak różnicy
czasów wciąż jest istotny - są to zdarzenia na stożku świetlnym; wreszcie
interwał może być przestrzennopodobny (kwadrat różnicy czasów jest
mniejszy) - wtedy już nie ma znaczenia jaki znak ma różnica czasów, bo
ten znak zależy od wyboru układu odniesienia - są to "zdarzenia odległe".
Można do tego zastosować taki trik: zamiast przez c mnoży się czas przez
ic (i^2=-1), wtedy wszystkie znaki w sumie są takie same, i do przestrzeni
Minkowskiego można stosować te same wzory, co do czterowymiarowej
przestrzeni Euklidesowej - wtedy różne układy odniesienia to układy, które
są względem siebie obrócone o jakiś kąt (i można przeliczać współrzędne
używając sinusów i kosinusów tego kąta, tak jak zwykle przy obrocie).
Tyle, że ponieważ jedna współrzędna jest urojona, to po przetłumaczeniu
tego na współrzędne rzeczywiste robią się sinusy i kosinusy hiperboliczne.
No i się okazuje, że nawet największy kąt obrotu nie zamieni czasu z żadną
ze współrzędnych przestrzennych - takie już są funkcje hiperboliczne...
Kolejna sprawa jest taka, że pewne parametry fizyczne obiektów zmieniają
się przy takich obrotach, które nie są czysto przestrzenne, a mieszają jakoś
przestrzeń z czasem - właśnie takie obroty opisują przejścia między różnymi
układami odniesienia, to mieszanie w jedną stronę wynika z tego, że coś,
co w jednym układzie odniesienia ma współrzędne przestrzenne niezależne
od czasu (bo po prostu jest w nim nieruchome) w innym, poruszającym się
względem tego pierwszego będzie miało współrzędne zależne od czasu -
a w drugą z tego, że to jest obrót (widział ktoś, żeby obrót obracał tylko jedną
linię, a żadnej innej nie?) - w rezultacie czas musi zależeć od współrzędnych
przestrzennych. Okazuje się, że na przykład zmienia się pęd - powiedzmy,
że widzę obiekt, który ma pęd w kierunku "do przodu" względem tego, jak ja
stoję, a następnie obrócę się w prawo - ten sam obiekt będzie miał teraz pęd
w kierunku "w lewo", bo razem ze mną obrócił się mój układ współrzędnych;
przy zmianie szybkości ruchu układu odniesienia pęd może całkiem zniknąć
- ale jest obiekt, który ma stałą długość, składający się z energii i składowych
pędu - on podlega obrotom jak wszystko w przestrzeni Minkowskiego.
I całkiem spora część szczególnej teorii względności to wyszukiwanie takich
zestawów parametrów fizycznych jakiegoś obiektu, które zmieniają się tak,
jak przez zwykły obrót; okazuje się, że nie zawsze są to czterowektory (tak
nazwano zestaw złożony z czegoś, co było wektorem, i dodano do tego
czwartą składową - tak, jak pęd uzupełniono o energię - dokładniej, trzeba
ją było jeszcze podzielić przez c - żeby wymiar się zgadzał). ale i bardziej
złożone zestawy, które nazywa się tensorami; przykładem jest tensor gęstości
energii i pędu, którego składowe opisują gęstość energii i pędu, oraz przepływ
energii i pędu w trzech kierunkach przestrzennych (a gęstość to też przepływ -
w czasie, podobnie ładunek to przepływ prądu w przyszłość).
No i jak dobrze się skonstruuje takie wektory i tensory, weżmie się je i policzy
iloczyn skalarny - to zawsze uzyskuje się coś, co nie zależy od obrotów (tych
w przestrzeni Minkowskiego - czyli zmiany układu odniesienia - też).
Okazuje się też, że wiele rzeczy upraszcza się pojęciowo - na przykład po co
zasada, że jak prąd odpływa z jakiegoś wyznaczonego obszaru przestrzeni,
to malaje gęstość ładunku w tym obszarze? przecież ładunek to też prąd, i ile
go wpływa, tyle wypływa, jak wypływa w przestrzeni, to odpływa w czasie -
z przeszłości dopłynęło więcej, w przyszłość odpływa mniej, bo część z tego,
co przypływa z przeszłości popłynęła w przestrzeń - bilans musi wyjść na zero.
No i to wszystko to jest dopiero szczególna teoria względności.
A ogólna ma takie założenie: nie odróżnisz przyśpieszenia grawitacyjnego
od bezwładności - grawitacja to tylko wygięcie czasoprzestrzeni. Szczególna
teoria względności zadowalała się płaską przestrzenią Minkowskiego, taką
że interwał wyrażał się przez sumę kwadratów. A w ogólnej mamy coś, co
się nazywa tensorem metrycznym, i taką receptę na liczenie interwału (tylko
lokalnie, więc zamiast "różnica x" mamy "dx") przedstawiamy różniczkę
(to jest taka mała różnica, jak się można domyśleć z użycia zdrobnienia)
współrzędnych jako czterowektor o składowych dx0,dx1,dx2,dx3, i mamy
16 składowych tensora metrycznego: g00,g01,g02,g03,g10,....,g33, i żeby
policzyć interwał trzeba pomnożyć i posumować dx[i]*g[i,j]*dxj dla i,j=0..3.
Dla przestrzeni Minkowskiego g00=-1,g11=g22=g33=1 (szkoła wschodnia,
dla zachodniej odwrotnie znaki), a pozostałe składowe g są 0. W ogólnej
teori względności nie ma co liczyć na to, że będą 0, więc wychodzą z tego
32 mnożenia i 15 dodawań, a na dodatek g zmienia się od punktu do punktu,
więc nie wystarczy raz policzyć, tylko trzeba małymi kawałeczkami, potem
jeszcze z tego wyciągać pierwiastek, i sumować, a właściwie całkować.
A skoro g zależy od współrzędnych, to można liczyć jego pochodne po tych
współrzędnych. Różniczkowanie po współrzędnych robi się tak, że liczy się
pochodną po każdej z nich, uzyskując cztery składowe - jakby tak zrobić ze
skalarem, to wyjdzie coś podobnego do wektora - tylko podobnego, bo jak
zaczniemy obracać współrzędne, to okaże się, że to się obraca odwrotnie
- nazywa się to kowektorem, i można z tego zrobić wektor mnożąc to przez
odwrotność tensora metrycznego (jak się można domyśleć, jeśli pomnoży
się wektor przez tensor metryczny, otrzyma się kowektor - a jakby zamiast
różniczkować po współrzędnych zróżniczkować po kowspółrzędnych, czyli
tym, co się uzyska mnożąc je przez tensor metryczny - wyjdzie wektor).
No i może teraz łatwo się zorientować: wektor kręci się w jedną stronę,
kowektor w drugą, jak je pomnożymy, to wychodzi coś, co się nie kręci,
i to właśnie jest skalar. No i wektor przez kowektor mnoży się skalarnie tak,
jak Euklides (czy Pitagoras) przykazał: suma iloczynów odpowiednich
składowych, bez jakiegoś zamieniania znaków, czy tensora metrycznego.
Z różniczkowaniem skalara jest w miarę prosto... ale jak się zróżniczkuje g,
i jeszcze zrobi się z tego antysymetryzację (coś w stylu że jak mnożymy x*y,
to bierzemy x[i]*y[j]-x[j]*y[i] - z plusem by była symetryzacja), to wychodzą
z tego symbole Christoffela - tensory, które mają po 3 wskaźniki, czyli po
4*4*4=64 składowe - na szczęście, między innymi dzięki antysymetryzacji,
część z nich jest równa zero (bo x[i]*y[j]-x[j]*y[i] jest zero dla i=j), inne są
prawie takie same, jak pewne inne (tylko odwrotny znak) - wygląda na to,
że co najwyżej 24 mogą być istotnie (nie tylko o znak) różne. Te symbole
opisują na ile czasoprzestrzeń jest wygięta - jak jest płaska, to choćby się
wzięło jakieś powyginane współrzędne, symbole Christoffela będą zerowe.
No i Einstein zaczął kombinować, jak tu z tego zrobić równanie grawitacji.
Miał kłopoty z oswojeniem się z wektorami i kowektorami - okazało się, że
jak zrezygnował z tego, by różniły się tylko znakiem, jak to było w przestrzeni
Minkowskiego, to one straciły chęć, by cokolwiek sensownego wyrażać -
można np. wszystkie wektory pomnożyć przez 2, kowektory podzielić, i nic
się od tego nie zmieni - więc nie ma co liczyć, że coś się wektorem, albo
kowektorem zmierzy, dopiero ich iloczyn coś znaczy - i chyba lata spędził
nad tym, zanim to dobrze zrozumiał. No i miał kłopot z tymi symbolami
Chrostoffela - że mają po trzy wskaźniki - nieparzysta ilość, a g ma dwa
- parzysta - i jak tu je napisać razem w równaniu? A na dodatek nie są
tensorami (czyli jak obracamy układ współrzędnych, to zmieniają się inaczej,
niż przez zastosowanie obrotów do ich wskaźników). W końcu zróżniczkował
jeszcze raz - wyszedł z tego tensor Riemanna - cztery wskaźniki, i napisał
proste równania... jak 256 równań może być czymś prostym.
Symbol Christoffela:Aby zobaczyć materiał na tym forum musisz być zalogowany
No, ale z tego wyszła skomplikowana matematyka... a tymczasem ogólna
teoria względności tak z pierwszych zasad może łatwo pokazać, że światło
w polu grawitacyjnym zagina się (wystarczy rozważyć spadającą windę),
a i przewidziała, że zegar im niżej, tym wolniej będzie chodził i o ile.
Dość przystępnie opisał ogólną teorię względności Synge w książce
"porozmawiajmy o teorii względności" - może jest gdzieś w bibliotece?