W takich sytuacjach robię tak: grubym pilnikiem (tarnikiem, raszplem) robię tochę trocin z kawałka jakiejś płyty wórowej. Mieszam to z klejem- żywicą DISTAL. Tak przygotowaną masę wciskam mocno w stare otwory przy pomocy noża kuchennego. Po wyschnięciu mam naprawioną płytę wiórową, tak, że mozna ją potraktować, jakby nigdy nie była uszkodzona. Można tak naprawiać dowolne szczeliny, powiększone otwory, wzdłużne pęknięcia itp. Wystarczy wywiercić nowe otwory tak, jakby płyta była nowa, nigdy nie uszkodzone. Metoda sprawdzona dziesiątki razy. Nie ma lepszego sposobu. Trociny z klejem zupełniają ubytek takim samym tworzywem, z jakiego zrobiono płytę. Płyta, w miejscu naprawy jest mocniejsza niż była w oryginale na początku. Po prostu w miejscu naprawy jest lepszy klej, niż ten którym spojono wiórypłyty w fabryce. Pozdrawiam, bogdan.