A więc drukuję bardzo mało. Czasami w miesiącu wydrukuję 200 stron a potem przez pół roku nic... tego rzędu jest moje użytkowanie.
Kupiłem więc kilka ładnych lat temu w sklepie Canona BJC-6100 za grubą kasę (ok 800zł), z dodatkową głowicą i innymi duperelami. Takiej skurczysyńskiej drukarki dawno nie widziałem (a może wszystkie takie są?). Jak ją włączam to pierdzi i stęka przez wiele sekund. Przy okazji wypluwa pewnie połowę tuszu na gąbki. Jakość drukowania taka sobie, nigdy nie była zachwycająca. A najgorsze jest to, że skurczysyny tak ją zaprojektowali, aby ciągle w nią inwestować. Średnio co pół roku głowica się psuła (150zł), a przecież nawet tusz się nie skończył. No więc musiałem kupić nową głowicę. A potem raz jeszcze.
Ostatnio wziąłem się za udrożnienie głowicy. Czy zrobiłem to dobrze? Pozostawiłem ją namoczoną w płynie do czysczenia głowic. Następnie zalewałem głowicę od góry i sprawdzałem czy przez nią wycieka płyn. Po godzinie to co nalałem na górze było na dole.
Drukarka nadal z uporem maniaka pipczy 7 razy i żółte światełko mryga 7 razy, czyli wykrywa zepsutą głowicę? Czy da się to jakoś oszukać? Głowica czarna jest sprawna, a to kolorowa ma problemy. A ja nie chcę koloru. Co zrobić? Drukarka nawet nie wydaje się sprawdzać czy leci tusz. Jak karetka jest na środku i wkładam głowice, to nawet nie przesunie jej na bok, na gąbeczki, tylko od razu wyje siedmioma beepami. No suka jakich mało. Na serio nerwy tracę.
Po prostu atramentówki to gówno jakich mało. Niby mają być dla ludzi, którzy mało drukują. No ja mało drukuję i przez to ciągle muszę w nią dokładać.
Jeśli ktoś ma jakieś pomysły to wszystko akceptuję. A może po prostu śmietnik?
Kupiłem więc kilka ładnych lat temu w sklepie Canona BJC-6100 za grubą kasę (ok 800zł), z dodatkową głowicą i innymi duperelami. Takiej skurczysyńskiej drukarki dawno nie widziałem (a może wszystkie takie są?). Jak ją włączam to pierdzi i stęka przez wiele sekund. Przy okazji wypluwa pewnie połowę tuszu na gąbki. Jakość drukowania taka sobie, nigdy nie była zachwycająca. A najgorsze jest to, że skurczysyny tak ją zaprojektowali, aby ciągle w nią inwestować. Średnio co pół roku głowica się psuła (150zł), a przecież nawet tusz się nie skończył. No więc musiałem kupić nową głowicę. A potem raz jeszcze.
Ostatnio wziąłem się za udrożnienie głowicy. Czy zrobiłem to dobrze? Pozostawiłem ją namoczoną w płynie do czysczenia głowic. Następnie zalewałem głowicę od góry i sprawdzałem czy przez nią wycieka płyn. Po godzinie to co nalałem na górze było na dole.
Drukarka nadal z uporem maniaka pipczy 7 razy i żółte światełko mryga 7 razy, czyli wykrywa zepsutą głowicę? Czy da się to jakoś oszukać? Głowica czarna jest sprawna, a to kolorowa ma problemy. A ja nie chcę koloru. Co zrobić? Drukarka nawet nie wydaje się sprawdzać czy leci tusz. Jak karetka jest na środku i wkładam głowice, to nawet nie przesunie jej na bok, na gąbeczki, tylko od razu wyje siedmioma beepami. No suka jakich mało. Na serio nerwy tracę.
Po prostu atramentówki to gówno jakich mało. Niby mają być dla ludzi, którzy mało drukują. No ja mało drukuję i przez to ciągle muszę w nią dokładać.
Jeśli ktoś ma jakieś pomysły to wszystko akceptuję. A może po prostu śmietnik?