Cześć. Wczoraj odpaliłem w mojej MV-ce samo żarzenie. Chciałem sprawdzić czy wszystko jest ok.( wzmacniacz jest rozebrany) Dość mocno się zdziwiłem, dlatego że lampy momentalnie zareagowały, dosłownie od momentu włożenia wtyczki do sieci, niecałe 2 sekundy! Pomyślałem, że musi być coś nie tak z transformatorem. Dzisiaj podłączyłem miernik pod uzwojenie od żarzenia. Niestety nie zdążyłem odczytać, co miernik wskazał, bo w miejscu przylutowania końcówek od miernika, zaczęła się topić cyna i wypływać kalafonia. I teraz najgorsze podczas pomiary drugiego uzwojenia, miernik wskazał około 280V trochę się wahało, do czasu, kiedy z transformatora wystrzeliła iskra. Odłączyłem zasilanie, poczym podłączyłem je jeszcze raz i teraz miernik wskazuje 350V lub trochę więcej. Sprawdziłem jeszcze, jaki bezpiecznik jest zamontowany, i nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem. 8A, gdzie w MV3 powinno być około 0,4A( ja tego tam nie montowałem, z takim bezpiecznikiem go dostałem, a nie sprawdzałem, co tam jest, bo wzmacniacz działał. Jeszcze jedno, co przykuło moją uwagę. W uzwojeniu jest wsadzony taki jakby kawałem plastiku(widać na zdjęciach) Podejrzewam, że ten transformator, to powinien wylądować w koszu, co wy o tym sądzicie?
Aha jeszcze jedna bardzo istotna uwaga. Zmierzyłem napięcie w sieci, wynik zaskakujący, napięcie od 260 w porywach do 280V!( miernik jest sprawny). W Piecu do gitary(Carvin Nomad, transformator się dość mocno grzeje, więc ma to duży wpływ na prace transformatora.
Aha jeszcze jedna bardzo istotna uwaga. Zmierzyłem napięcie w sieci, wynik zaskakujący, napięcie od 260 w porywach do 280V!( miernik jest sprawny). W Piecu do gitary(Carvin Nomad, transformator się dość mocno grzeje, więc ma to duży wpływ na prace transformatora.