Koledzy, jeżeli uruchomicie ten wzmacniacz to sani stwierdzicie że to wyjdzie taniej, niż tej samej mocy porządny scalak, a i parametry na pewno nie będą gorsze a czym więcej tranzystorów mocy dacie w końcówce tym ryzyko uszkodzenia jest mniejsze, i sami się przekonacie że szybko zapomnicie o scalakach. Jako że zdaje sobie sprawę że niejeden z was już zdążył się sparzyć na kitach, to opiszę wam jak to uruchomić bez uszkadzania tranzystorów.
Zakładam że tranzystory zostały sparowane.
Każdy wzmacniacz uruchamiamy bez podpinania tranzystorów mocy
Nigdy nie podpinaj zasilania jeżeli nie sprawdziłeś czy są wlutowane kondensatory przeciw wzbudzeniowe, to te 150 i 270pF
rezystor do regulacji prądu spoczynkowego najlepiej nie wlutowywać, zasilanie podpinamy przez bezpieczniki nie większe niż 500mA, następnie robimy trzy podstawowe pomiary mierząc napięcia zasilania i mierząc na wyjściu niema składowej stałej, tam musi być „0” dopuszczalne jest nie więcej niż +- 100mV
Jeżeli coś nie jest tak, to znaczy że gdzieś jest błąd i szukamy do skutku.
Ci co posiadają oscyloskop i generator to doskonale wiedzą że należy zadać 1kHz i sprawdzić czy układ wzmacnia i czy niema wzbudzeń, dla tych co owych nie posiadają, proponuję prymitywne rozwiązanie, na wyjście podpinamy słuchawki i dotykamy palcem wejścia, będzie słychać ewidentnie wzmocnienie, można puścić muzykę i sprawdzić czy czysto gra, ale na tych słuchawkach.
Dopiero teraz podpinamy tranzystory mocy i znowu robimy te 3 podstawowe pomiary, następnie ustawiamy prąd spoczynkowy, jedynym prawidłowym rozwiązaniem jest oscyloskop, jak go niema to proponuję w tym rozwiązaniu ustawić nie więcej niż 50mA, a jeżeli stwierdzimy że w stanie spoczynku sam się nagrzewa to go jeszcze zmniejszamy, zasada jest prosta przy prawidłowo ustawionym prądzie nagrzany wzmacniacz w stanie spoczynku powinien się wychłodzić. Teraz możemy wymienić bezpieczniki na większe i dać ognia i jeżeli sąsiad przyjdzie na skargę, to w tedy uznajemy że wzmacniacz jest dobry.
Jeżeli przy uruchamianiu zastosujecie się do tego opisu to sami stwierdzicie że nie taki diabeł straszny jak go malują, pozdrawiam Janek.