Mam kolegę, który kiedy śpi ma router wi-fi z pół metra od głowy. Strasznie się nakręca, żeby go na noc wyłączać. Ok. Tylko jak ma się do tego fakt, że w tej samej odległości trzyma włączoną komórkę?
Komórka w stanie czuwania- to ok 1W/kg emitowanego prom (http://www.pcworld.pl/news/73690/Telefony.komorkowe.jednak.szkodliwe.html)
Wi-fi - to ok 100 mW/kg (i to dla maksymalnej mocy 20dBm - http://skretka.net/eirp.html)
Do tego w komórkach częstotliwość fal jest o wiele niższa, co chyba też działa na niekorzyść komórki.
Chciałem go przekonać, że skoro nie wyłącza komórki, to kompletnym bezsensem jest wyłączanie wi-fi (0,1 W).
Czy dobrze myślę? Czy może nie biorę pod uwagę jakiś innych szczegółów (różnicy w amplitudach fal, długości itp. sam nie wiem, nie znam się)
Czy gdyby miał przy głowie 50 routerów, to byłby tak samo napromieniowany jakby miał jedną komórkę (pomijając nagrzewanie się samych routerów).
Jest to może dyskusja czysto akademicka, ale jestem ciekawy. Chodzi, jakie są różnice.
Komórka w stanie czuwania- to ok 1W/kg emitowanego prom (http://www.pcworld.pl/news/73690/Telefony.komorkowe.jednak.szkodliwe.html)
Wi-fi - to ok 100 mW/kg (i to dla maksymalnej mocy 20dBm - http://skretka.net/eirp.html)
Do tego w komórkach częstotliwość fal jest o wiele niższa, co chyba też działa na niekorzyść komórki.
Chciałem go przekonać, że skoro nie wyłącza komórki, to kompletnym bezsensem jest wyłączanie wi-fi (0,1 W).
Czy dobrze myślę? Czy może nie biorę pod uwagę jakiś innych szczegółów (różnicy w amplitudach fal, długości itp. sam nie wiem, nie znam się)
Czy gdyby miał przy głowie 50 routerów, to byłby tak samo napromieniowany jakby miał jedną komórkę (pomijając nagrzewanie się samych routerów).
Jest to może dyskusja czysto akademicka, ale jestem ciekawy. Chodzi, jakie są różnice.