Z IEM (bo tak się to nazywa) jest większy problem, niż tylko słuchawki. Chodzi o to, że te słuchawki dokanałowe z założenia izolują od zewnętrznych dźwięków, a więc wykonawca słyszy tylko ot, co ma w słuchawkach, i nic więcej. Tak więc decydując się na taki odsłuch musisz mieć oprócz słuchawek cały dodatkowy osprzęt, mikser, limiter. W dodatku w małych klubach mikrofon wokalisty zbiera tyle wszystkiego, że w "uchu" jest zbyt duży bałagan i jest gorzej niż bez. W dodatku wykonawca w słuchawkach jest dość mocno odizolowany od publiczności - to trochę przeszkadza, właśnie w klubach.
Przerabiałem to z moim zespołem i stanęło na tym, że jednak najlepszy jest dedykowany odsłuch dla wokalisty - swój, wożony ze sobą, w tej roli u nas jakaś aktywna Yamaha 12 cali występuje. W celu ułatwienia sprawy z nagłaśniaczami mamy mikrofon z nadajnikiem i dwoma odbiornikami - jeden odbiornik dostaje nagłośnienie, drugi idzie do monitora. Wszyscy zadowoleni, w tym najbardziej wokalista.