Wybaczcie, że odrobinę się rozpiszę, ale chciałbym, żebyście dokładnie wiedzieli, w jakim celu i kto zadaje pytanie.
Do czego?
Na co dzień zajmuję się grafiką projektową i zamarzył mi się… Linux. Zapachniało mi głównie ukraińskim projektem sK1, ale będę też stale używał Scribusa, Inkscape'a i GIMPa. Jeśli życia i zapału wystarczy, także Blendera, FontForge'a i LaTeXu. Oprócz tego oczywiście będę się zapamiętale internetyzował i odtwarzał film czy też muzykę.
Wieść gminna kłamie — nie chodzi o brokat.
Wbrew temu co twierdzą sklepikarze i publicyści gazet parainformatycznych, grafik komputerowy jednak nie potrzebuje lśniącego i bogatego środowiska graficznego. Jest wręcz przeciwnie — on wyłącza wszelkiej maści Luny, a WinBlindsami, Berylami i Compizami brzydzi się. Nie chce, by cała para szła w gwizdek. Potrzebuje za to stabilności, szybkości, skrótów klawiaturowych i możliwości otwierania poprzez przeciągnięcie ikony pliku na okno programu lub też jego ikonę.
Co nieco o Gnome i KDE.
Miałem okazję przyjrzeć się KDE i uważam, że jest zbyt ociężałe i… landrynkowe. I to tyle na temat KDE. Nowy Gnome, bodaj „trójka”, w każdym razie taki, jaki występuje choćby w ostatnich edycjach Ubuntu — też się raczej nie nadaje. Dopiero stara „dwójka”, z grubsza mogła by być. Jednak wolałbym coś jeszcze lżejszego, pod warunkiem, że spełnia poniższe…
Potrzeby.
Nie wiem co wybrać, więc szukam rady praktyków. Otóż potrzebuję środowiska graficznego, które będzie lekkie i szybkie — w tym znaczeniu, że nie zawali mi RAMu śmieciem i nie zatrudni procesora w montypythonowskim Ministerstwie Dziwnych Kroków. Oprócz tego, będą w nim bezproblemowo działały wspomniane sK1, Scribus, Inkscape oraz GIMP. Dorzucę jeszcze Blendera. Do tego istotne jest także wspomniane otwieranie pliku poprzez przeciągnięcie jego ikony na okno programu lub reprezentującą go ikonę.
Zatem, co wybrać:
– LXDE,
– Xfce,
– stary Gnome 2.x,
– Enlightenment,
– nowy Gnome 3.x,
– KDE,
– FluxBox?
Do czego?
Na co dzień zajmuję się grafiką projektową i zamarzył mi się… Linux. Zapachniało mi głównie ukraińskim projektem sK1, ale będę też stale używał Scribusa, Inkscape'a i GIMPa. Jeśli życia i zapału wystarczy, także Blendera, FontForge'a i LaTeXu. Oprócz tego oczywiście będę się zapamiętale internetyzował i odtwarzał film czy też muzykę.
Wieść gminna kłamie — nie chodzi o brokat.
Wbrew temu co twierdzą sklepikarze i publicyści gazet parainformatycznych, grafik komputerowy jednak nie potrzebuje lśniącego i bogatego środowiska graficznego. Jest wręcz przeciwnie — on wyłącza wszelkiej maści Luny, a WinBlindsami, Berylami i Compizami brzydzi się. Nie chce, by cała para szła w gwizdek. Potrzebuje za to stabilności, szybkości, skrótów klawiaturowych i możliwości otwierania poprzez przeciągnięcie ikony pliku na okno programu lub też jego ikonę.
Co nieco o Gnome i KDE.
Miałem okazję przyjrzeć się KDE i uważam, że jest zbyt ociężałe i… landrynkowe. I to tyle na temat KDE. Nowy Gnome, bodaj „trójka”, w każdym razie taki, jaki występuje choćby w ostatnich edycjach Ubuntu — też się raczej nie nadaje. Dopiero stara „dwójka”, z grubsza mogła by być. Jednak wolałbym coś jeszcze lżejszego, pod warunkiem, że spełnia poniższe…
Potrzeby.
Nie wiem co wybrać, więc szukam rady praktyków. Otóż potrzebuję środowiska graficznego, które będzie lekkie i szybkie — w tym znaczeniu, że nie zawali mi RAMu śmieciem i nie zatrudni procesora w montypythonowskim Ministerstwie Dziwnych Kroków. Oprócz tego, będą w nim bezproblemowo działały wspomniane sK1, Scribus, Inkscape oraz GIMP. Dorzucę jeszcze Blendera. Do tego istotne jest także wspomniane otwieranie pliku poprzez przeciągnięcie jego ikony na okno programu lub reprezentującą go ikonę.
Zatem, co wybrać:
– LXDE,
– Xfce,
– stary Gnome 2.x,
– Enlightenment,
– nowy Gnome 3.x,
– KDE,
– FluxBox?