Każdy, nawet początkujący, wie, że napięcie elektryczne, to różnica potencjałów elektrycznych. Niby proste, ale z tego co wiem, to nie istnieje coś takiego jak "miernik potencjału". Można zmierzyć woltomierzem np. spadek napięcia na rezystorze, czyli różnice potencjałów pomiędzy punktem przed i za rezystorem (plus doprowadzenia, etc.). Czym jest zatem potencjał?
Mamy ogniwa elektryczne chemiczne, czyli poczciwe baterie z dwoma biegunami (+ i -). Mówi się, że biegun dodatni to ten o wyższym potencjale, ujemny - ten o niższym. Z drugiej strony elektron ma ujemny ładunek elektryczny.
Czy można powiedzieć zatem, że potencjał to jakby ilość, nagromadzenie elektronów? Tam, gdzie potencjał jest wyższy mamy niedobór elektronów (ruch elektronów jest przeciwny do umownego kierunku + ---> -), natomiast tam gdzie elektronów jest więcej - potencjał jest wyższy.
Pytanie pewnie proste, ale ciekaw jestem co bardziej zaawansowani praktycy powiedzą na ten temat?
Mamy ogniwa elektryczne chemiczne, czyli poczciwe baterie z dwoma biegunami (+ i -). Mówi się, że biegun dodatni to ten o wyższym potencjale, ujemny - ten o niższym. Z drugiej strony elektron ma ujemny ładunek elektryczny.
Czy można powiedzieć zatem, że potencjał to jakby ilość, nagromadzenie elektronów? Tam, gdzie potencjał jest wyższy mamy niedobór elektronów (ruch elektronów jest przeciwny do umownego kierunku + ---> -), natomiast tam gdzie elektronów jest więcej - potencjał jest wyższy.
Pytanie pewnie proste, ale ciekaw jestem co bardziej zaawansowani praktycy powiedzą na ten temat?