Schemat kompletnie poroniony, nie do naśladowania. To że we wzmacniaczach lampowych prawie zawsze pomija się wejściowy transformator stopnia końcowego odwracający fazę zastępując go inwerterem aktywnym nie oznacza że z tak samo dobrym skutkiem można to zrobić w układach tranzystorowych (chyba że z tranzystorami polowymi bądź jak im tam...
LGBT 
) Powodem jest prądowy charakter sterowania tranzystorów bipolarnych, które przy pracy w klasie B lub AB ładują kondensatory sprzęgające przesuwając punkt pracy w kierunku klasy C. Zapobiegać temu mają diody rozładowujące, one wnoszą jednak swoje zniekształcenia, zwłaszcza w przypadku silnych sygnałów o krótkim czasie narastania. Można z powodzeniem pominąć transformator głośnikowy (o ile spełnione jest dopasowanie impedancji obciążenia i nie jest wymagana separacja galwaniczna) i tak to zrobiono we wspomnianym wyżej "Kolibrze" ale też i w znacznie lepszych odbiornikach "Izabella" oraz "Laura". Natomiast stosowanie transformatora sterującego było w czasach poprzedzających erę tranzystorów komplementarnych regułą.
W omawianym wzmacniaczu zastosowano sprzężenie bezpośrednie inwertera ze stopniem przeciwsobnym, okupione to jednak zostało zbyteczną komplikacją układu. Dziw bierze że nie zdecydowano się na klasyczny układ quasi-komplementarny, chętnie stosowany właśnie z 2N3055. Tranzystory krzemowe pnp wszak są w układzie Na upartego możnaby nawet zestawić parę komplementarną z 2N1613 oraz BC313 do sterowania pary 2N3055 (o ile zakładamy że BC211 były wtedy niedostępne). Trasformator głośnikowy, o ile nadal byłby stosowany byłby wówczas prostszy (tylko jedno uzwojenie pierwotne) i miałby większą sprawność, z uwagi na brak strat wynikających z przepływu składowej stałej przez połówki uzwojenia.