jega napisał: Zakładając, że połączysz dwa identyczne ogniwa prąd rozłoży się po połowie.
Kluczowe jest jednak słowo identyczne. Nie wystarczy "tego samego typu", muszą mieć identyczne parametry fizykochemiczne a więc w praktyce np. taką samą historię, stopień naładowania, temperaturę a co za tym idzie napięcia i rezystancje wewnętrzne. Z grubsza to powinno wystarczyć, jeżeli na początku były (niemal) identyczne.
Połączenie różniących się ogniw jest ogólnie mówiąc złym pomysłem, w najlepszym wypadku skończy się nierównomiernym obciążeniem, w najgorszym uszkodzeniem obu ogniw.
Tak, złym. W rzeczywistości nie ma identycznych ogniw, jakieś różnice choćby minimalne będą (również pojawiające się w czasie cyklu pracy). Z podobnych powodów nie łączy się bezpośrednio równolegle uzwojeń wtórnych transformatorów czy wyjść prostowników/zasilaczy. W takich wypadkach daje się jakieś minimalne oporniki wyrównujące różnice potencjałów między wyjściami w stanie jałowym (co oznacza przepływ prądu od punktu o wyższym potencjale do punktu o niższym). Tylko że w przypadku zasilania sieciowego się jakiś z tym godzimy, a w przypadku akumulatorów ten słabszy będzie rozładowywać ten lepszy, doprowadzając do straty ładunku (poprzez moc wydzielaną na opornikach wyrównawczych i rezystancjach wewnętrznych) - nawet jeśli zabezpieczyliśmy się opornikami wyrównawczymi przed uszkodzeniem.