Wada, o której piszesz, była wadą firmware i do tego była możliwa do skorygowania. Taka wpadka jeszcze nie przekreśla wszystkich następnych produktów firmy. Każdy producent ma coś za uszami. Dobrym przykładem u Seagate może być model ST1000DM003, z początku wypuszczony jako model z 64MB cache. Jak był chwilę na rynku, producent nie chwaląc się za bardzo rozbił serię na dwa modele - jeden z 32MB cache, drugi z 64MB cache. Oczywiście nie chwaląc się tym za bardzo, oznaczenie modelu pozostało takie same dla obu dysków, jedynie po P/N i przeczytaniu specyfikacji dało się odnaleźć różnicę.
Żeby nie było, WD sprzedaje w tej chwili serie Green jako Blue (wcześniej serie Blue miały 7200RPM, teraz nagle mogą mieć 5400RPM). Też nie jest to ciekawe zagranie, chociaż przynajmniej modele się różnią i parametry nie są specjalnie ukrywane.
Spotkałem się z niejednym wadliwym dyskiem Seagate. Również spotkałem się z niejednym wadliwym dyskiem WD. Statystycznie kupuję "pół na pół", raz WD, raz Seagate, Raz wysyłam dysk z reklamacją do jednej, raz do drugiej firmy, nawet ciężko mi powiedzieć, czy do którejś więcej niż do innej. Ogólnie nowe dyski moim zdaniem są zdecydowanie bardziej awaryjne, niż starsze konstrukcje.
Ostatnio daję też szansę Toshibom P300, mimo że poprzednie serie (dt01aca100) mnie nie zachwyciły bezawaryjnością. Ale biorąc pod uwagę, że Seagate czy WD udało mi się trafić uszkodzone po wyjęciu z folii (pierwszy skan, pierwsze włączenie, uszkodzone sektory) to równie dobrze mogę i Toshiby na odmianę spróbować.