td-c napisał: Czy próbujemy podnieść naszą oporność? Np Imbirem, czosnkiem lub
witaminami w kapsułkach.
Nie, bo to nie działa. To nie są nawet półśrodki. Kapsułki i wszelkie suplementy, tak naprawdę bardziej szkodzą niż pomagają, bo z reguły są używane kompletnie niewłaściwie. Żeby suplementacja miała sens, to musi być prowadzona indywidualnie pod konkretną osobę i braki jakie faktycznie odczuwa.
Łykanie pigułek z końskimi dawkami witamin "na wszelki wypadek" to droga do przepaści. Tak naprawdę na niedobory witamin jesteśmy dość odporni. Ale ich przedawkowanie jest często dużo poważniejsze. A witaminy mamy, bo nawet dieta fast food, zawiera jakieś śladowe ilości warzyw i owoców.
Czosnek czy Imbir to sposoby domowe, o znikomym działaniu na wzrost odporności. Przejście przez układ pokarmowy sprawia, że te roślinki tracą praktycznie wszelkie właściwości.
Gdyby czosnek był taki super, to jego spożycie powinno ci wyczyścić jelita z flory bakteryjnej, co skończyłoby się mało spektakularnie - podobnie jak się kończy branie antybiotyków bez osłony.
Na twoją odporność taka naprawdę wpływa zaledwie kilka elementów.
- Właściwa higiena. Ani pełna higiena, ani całkowity jej brak nie jest dobry. Nadmierna sterylność osłabia odporność, podobnie jak nadmiar patogenów.
- Tryb życia. Przepracowanie, stres, używki - to znacząco osłabia zdolności obronne organizmu. Podobnie jest zresztą z trybem życia całkowicie jałowym. Prawidłowo rozwijający się organizm musi mieć zarówno właściwą dawkę stymulacji, jak i odpoczynku i regeneracji. Ani za dużo, ani za mało, nie jest dla nas dobrym rozwiązaniem.
- Predyspozycje genetyczne. Jednych nic nie rusza. Wszyscy w koło kaszlą, prychają, a oni nic. inni od wejścia w cień, robią się chorzy. Czasem twój własny organizm cię zdradza i nie masz szans na obronę. Potomkowie ludzi chorowitych sami są chorowici.
Kiedyś to była prosta sprawa. Byłeś zdrowy - dożyłeś wieku prokreacji i miałeś dzieci. Nie byłeś zdrowy i silny - umarłeś wcześniej na byle co.
Śmiertelność w śród dzieci na poziomie 80%, może i brzmi strasznie na dzisiejsze standardy, ale wtedy nagroda z dożycia pełnoletności była naprawdę wartościowa.
- Kontakt z patogenami. Nie koniecznie chorobowymi i zabójczymi. Dobrze jest jak pogryzie cię czasem komar, pies poliże po mordzie, koci włos wpadnie do herbaty i nie chce się go wyjmować. Układ odpornościowy musi trenować. Komórki obronne mają ograniczony czas życia i mają swoją specjalizację. Jeżeli dopuścisz do zmniejszenia się różnorodności swoich "żołnierzy" to masz mniejszą szansę na pokonanie nieznanego wcześniej czynnika.
To w pewnym sensie kwintesencja pierwszego punktu. Wojsko musi ćwiczyć i przeprowadzać manewry. Zblazowany "rekrut" nie zabierze się sprawnie do akcji. Ale przemęczeni weterani, też nie będą skuteczni. Musi być pewna równowaga.
A te wszystkie pigułki i porady są tylko po to by oczyścić jedną rzecz - portfel naiwnego.