Dzień dobry,
mam pewien problem, z którym nie mogę sobie już sam poradzić. Może ktoś z tego forum, na którym nieraz znalazłem cenne info (ale niestety nie na ten temat) będzie w stanie mi pomóc.
Na początku października 2019 roku odebrałem niewielki domek (82 m2) od dewelopera. Piec na ekogroszek ogrzewa CWU i CO (do dziś nie podłączyłem bojlera) Oświetlenie punkty LED 6W każdy. Cały sprzęt RTV/AGD nowy, zwykle w klasie A++ lub A+++. Ponieważ deweloper nadal realizował inwestycje na tym osiedlu, to jeszcze przez pół roku (do 13 marca 2020 roku) nie przepisywaliśmy licznika na prąd, co dla mnie było oczywiście korzystne. Prąd zużywaliśmy zatem na koszt dewelopera. W chwili przepisania licznik w C12 pokazywał ok 350 kwh (1.8.1.) i ok. 540 kwh (1.8.2.). Łącznie ok. 900 kwh w czym był prąd zużyty do budowy oraz przez nas (ja + żona) w ciągu pół roku. Daje to ok. 150 kwh miesięcznie co jest wg mnie zupełnie normalne.
Umowę z Energą podpisałem 13 marca a zmianę taryfy wprowadzono mi 27 marca. W tym czasie zużyliśmy 80kwh co jak na 14 dni jest w pełni akceptowalne. Dziwne rzeczy zaczęły się dziać właśnie z chwilą zmiany taryfy o czym dowiedziałem się w brutalny sposób przedwczoraj przy rozliczeniu...
Otóż od 27 marca do 8 kwietnia (10 dni) zużyliśmy 80kwh (odczyt inkasenta), co dawałoby ok 240kwh miesięcznie. Z kolei od 8 kwietnia do 7 maja (dziś) zużyliśmy już ponad 265 kwh, a miesiąc mija dopiero jutro...
Co istotne - w tym czasie nic się nie zmieniło. Nadal jesteśmy we 2 z żoną, pierzemy, gotujemy tyle samo. CWU nadal grzeje ekogroszek. Powiedziałbym nawet, że zużycie powinno znacznie spaść - przed 27 marca 2020 robiliśmy wiele parapetówek, często mieliśmy gości na kilka dni, którzy siłą rzeczy zużywali sporo prądu. A mimo to mieściliśmy się w ok 150 kwh miesięcznie. Od 27 marca paradoksalnie nie mamy już gości (epidemia) jesteśmy sami we dwójkę. Uprzedzając pytania - żona jest w ciąży i zarówno przed epidemią jak i w trakcie siedzi całe dnie w domu. Nic się tu nie zmieniło.
Gdy odkryłem problem wziąłem się za sprawdzanie wg rad Energi i elektryka. Licznik nie nabija impulsów przy odłączeniu prądu w całym domu (test robiłem przez 1h - nie drgnął) co by wskazywało na problem w domu. Sprawdzałem też poszczególne pomieszczenia w domu (odłączając po kolei zasilanie i sprawdzając). To by wskazywało na kuchnię lub salon - gdy były włączone zużycie było bardzo duże mimo odłączenia wszystkich pozostałych pomieszczeń. Dlatego testowałem urządzenia miernikiem (lodówka, pralka, piekarnik). Nic to nie dało - wszystko jest w zasadzie w normie i pokazuje niewielkie zużycie, np. 1kwh przez 1h intensywnego pieczenia, 0,5 kwh przez 24h pracy lodówki, 0,3 kwh przez godzinę prania pralki.
Jedyne co zauważyłem przez 3 dni sprawdzania to chaos i brak jakiejkolwiek wskazówki co może być przyczyną. Zauważyłem bowiem, że w pewnych momentach zużycie całego domu wynosi 0,2 kwh na godzinę (mierzone przez 3-4h) a w innym nawet 1 kwh na godzinę (np. 4 kwh w 4 godziny). Co istotne - jest to losowe i nie ma praktycznie żadnego przełożenia na liczbę używanych urządzeń.
Jaka może być przyczyna tak dziwnych objawów? Czy zmiana taryfy na liczniku mogła mieć na to wpływ (idealnie pokrywa się czasowo)?
Inne wydarzenia, które miały miejsce w tym czasie i jakie rozważałem:
1. ok. 16 kwietnia wysiadła nam półroczna lodówka (mrozi a nie chłodzi; serwis będzie dopiero jutro; P.S. nie polecam serwisu Whrilpool...) mimo to zostawiliśmy ją włączoną żeby mieć chociaż mrożenie w dobie epidemii i mieszkając na wsi... Lodówkę wykluczyłem jednak miernikiem - j.w., przez 24 zużyła 0,5 kwh.
2. kilka dni przed awaria lodówki (boję się że to powiązane...) podłączyliśmy ze szwagrem (pierwsze kroki w elektryce) 3 halogeny z czujnikiem ruchu, 2x30w i 1x10w, które z braku innych opcji (nie pomyślałem o przewodach na etapie budowy domu - pierwszy dom budowany przez laika i takie są efekty) przez sufit podłączyliśmy do gniazdka w kotłowni (po prostu się pod nie podpinając, "pożyczając" prąd z gniazdka za radą sąsiada) - tą przyczynę chyba wyeliminowałem po odłączeniu prądu w kotłowni (nadal było duże zużycie).
3. Przed domem mam wypuszczone kable do zasilania bramy na pilota (w planach) - sąsiad podpowiada, że gdy kopałem odwodnienie od rynien (pokrywa się czasowo z ok 20 marca) mogłem naruszyć kabel w ziemi i teraz przebija - tej przyczyny jeszcze nie wykluczyłem, to hipoteza sąsiada.
Z góry dzięki za wszelkie podpowiedzi gdzie i jak szukać przyczyny.
mam pewien problem, z którym nie mogę sobie już sam poradzić. Może ktoś z tego forum, na którym nieraz znalazłem cenne info (ale niestety nie na ten temat) będzie w stanie mi pomóc.
Na początku października 2019 roku odebrałem niewielki domek (82 m2) od dewelopera. Piec na ekogroszek ogrzewa CWU i CO (do dziś nie podłączyłem bojlera) Oświetlenie punkty LED 6W każdy. Cały sprzęt RTV/AGD nowy, zwykle w klasie A++ lub A+++. Ponieważ deweloper nadal realizował inwestycje na tym osiedlu, to jeszcze przez pół roku (do 13 marca 2020 roku) nie przepisywaliśmy licznika na prąd, co dla mnie było oczywiście korzystne. Prąd zużywaliśmy zatem na koszt dewelopera. W chwili przepisania licznik w C12 pokazywał ok 350 kwh (1.8.1.) i ok. 540 kwh (1.8.2.). Łącznie ok. 900 kwh w czym był prąd zużyty do budowy oraz przez nas (ja + żona) w ciągu pół roku. Daje to ok. 150 kwh miesięcznie co jest wg mnie zupełnie normalne.
Umowę z Energą podpisałem 13 marca a zmianę taryfy wprowadzono mi 27 marca. W tym czasie zużyliśmy 80kwh co jak na 14 dni jest w pełni akceptowalne. Dziwne rzeczy zaczęły się dziać właśnie z chwilą zmiany taryfy o czym dowiedziałem się w brutalny sposób przedwczoraj przy rozliczeniu...
Otóż od 27 marca do 8 kwietnia (10 dni) zużyliśmy 80kwh (odczyt inkasenta), co dawałoby ok 240kwh miesięcznie. Z kolei od 8 kwietnia do 7 maja (dziś) zużyliśmy już ponad 265 kwh, a miesiąc mija dopiero jutro...
Co istotne - w tym czasie nic się nie zmieniło. Nadal jesteśmy we 2 z żoną, pierzemy, gotujemy tyle samo. CWU nadal grzeje ekogroszek. Powiedziałbym nawet, że zużycie powinno znacznie spaść - przed 27 marca 2020 robiliśmy wiele parapetówek, często mieliśmy gości na kilka dni, którzy siłą rzeczy zużywali sporo prądu. A mimo to mieściliśmy się w ok 150 kwh miesięcznie. Od 27 marca paradoksalnie nie mamy już gości (epidemia) jesteśmy sami we dwójkę. Uprzedzając pytania - żona jest w ciąży i zarówno przed epidemią jak i w trakcie siedzi całe dnie w domu. Nic się tu nie zmieniło.
Gdy odkryłem problem wziąłem się za sprawdzanie wg rad Energi i elektryka. Licznik nie nabija impulsów przy odłączeniu prądu w całym domu (test robiłem przez 1h - nie drgnął) co by wskazywało na problem w domu. Sprawdzałem też poszczególne pomieszczenia w domu (odłączając po kolei zasilanie i sprawdzając). To by wskazywało na kuchnię lub salon - gdy były włączone zużycie było bardzo duże mimo odłączenia wszystkich pozostałych pomieszczeń. Dlatego testowałem urządzenia miernikiem (lodówka, pralka, piekarnik). Nic to nie dało - wszystko jest w zasadzie w normie i pokazuje niewielkie zużycie, np. 1kwh przez 1h intensywnego pieczenia, 0,5 kwh przez 24h pracy lodówki, 0,3 kwh przez godzinę prania pralki.
Jedyne co zauważyłem przez 3 dni sprawdzania to chaos i brak jakiejkolwiek wskazówki co może być przyczyną. Zauważyłem bowiem, że w pewnych momentach zużycie całego domu wynosi 0,2 kwh na godzinę (mierzone przez 3-4h) a w innym nawet 1 kwh na godzinę (np. 4 kwh w 4 godziny). Co istotne - jest to losowe i nie ma praktycznie żadnego przełożenia na liczbę używanych urządzeń.
Jaka może być przyczyna tak dziwnych objawów? Czy zmiana taryfy na liczniku mogła mieć na to wpływ (idealnie pokrywa się czasowo)?
Inne wydarzenia, które miały miejsce w tym czasie i jakie rozważałem:
1. ok. 16 kwietnia wysiadła nam półroczna lodówka (mrozi a nie chłodzi; serwis będzie dopiero jutro; P.S. nie polecam serwisu Whrilpool...) mimo to zostawiliśmy ją włączoną żeby mieć chociaż mrożenie w dobie epidemii i mieszkając na wsi... Lodówkę wykluczyłem jednak miernikiem - j.w., przez 24 zużyła 0,5 kwh.
2. kilka dni przed awaria lodówki (boję się że to powiązane...) podłączyliśmy ze szwagrem (pierwsze kroki w elektryce) 3 halogeny z czujnikiem ruchu, 2x30w i 1x10w, które z braku innych opcji (nie pomyślałem o przewodach na etapie budowy domu - pierwszy dom budowany przez laika i takie są efekty) przez sufit podłączyliśmy do gniazdka w kotłowni (po prostu się pod nie podpinając, "pożyczając" prąd z gniazdka za radą sąsiada) - tą przyczynę chyba wyeliminowałem po odłączeniu prądu w kotłowni (nadal było duże zużycie).
3. Przed domem mam wypuszczone kable do zasilania bramy na pilota (w planach) - sąsiad podpowiada, że gdy kopałem odwodnienie od rynien (pokrywa się czasowo z ok 20 marca) mogłem naruszyć kabel w ziemi i teraz przebija - tej przyczyny jeszcze nie wykluczyłem, to hipoteza sąsiada.
Z góry dzięki za wszelkie podpowiedzi gdzie i jak szukać przyczyny.