Witam,
W moim Audi S4 B6 występował problem, który polegał na tym, że przy prędkości obrotowej silnika na poziomie 6-7 kRPM zaczynała mrugać kontrolka ładowania. Oddałem więc alternator do regeneracji. W zakładzie regenerującym stwierdzili zużycie szczotek. Wymienili szczotki oraz uszczelnienia (alternator jest chłodzony cieczą). W między czasie samochód stał nieużywany przez 5 miesięcy (wymiana rozrządu pochłonęła tyle czasu u mechanika - demontaż silnika, skrzyni itp.). Gdy auto wreszcie zostało poskładane okazało się, że po odpaleniu nie gaśnie kontrolka ładowania i świeci ona cały czas. Mechanik od razu sprawdził ładowanie i na niskich obrotach wynosiło ono 14V. Po odebraniu auta od mechanika zrobiłem trasę 600km do domu ze świecąca kontrolką ładowania ( w międzyczasie na trasie kilka razy gasiłem i uruchamiałem silnik bez problemu). Zauważyłem wtedy pewną zależność, że na wybojach oraz podczas wysokich obrotów na poziomie 6-7 kRPM kontrolka na chwilę gaśnie lub mruga. Zostawiłem na chwilę temat w spokoju, ponieważ byłem przekonany, że regulator napięcia jest ok, ale nie gasi kontrolki lub, że uszkodzony jest sam przewód odpowiadający za gaszenie jej. Przejechałem w sumie 1500km w tym 400km po mieście na krótkich dystansach do pracy z tak świecącą i mrugającą na wybojach kontrolką. Rozrusznik zawsze kręcił dobrze i nie było problemów z rozruchem samochodu. Jednak ostatnio wracając z pracy na dosłownie 3 sekundy zapaliły się jednocześnie kontrolka ABS+ESP oraz tryb awaryjny skrzyni biegów, po czym same zgasły. Wczoraj jadąc do domu miało miejsce to samo zdarzenie, jednak jadąc kawałek dalej zaczęły mrugać i gasnąć światła mijania, podświetlenie licznika i reszta elektryki. Zjechałem na pobocze i po zgaszeniu auta nie chciało już zakręcić rozrusznikiem. Przy podaniu napięcia z zewnątrz odpaliło od strzała bez zająknięcia. Zawiozłem na lawecie auto do mechanika i okazuje się, że po podmianie akumulatora na inny auto odpala, kontrolka ładowania nie świeci i elektryka działa. Zrobiliśmy jeszcze próbę i przejechałem kawałek na samym alternatorze z niepodłączonym akumulatorem i też było okej. Zmierzyliśmy testerem prąd rozruchowy mojego akumulatora i z około 650A zostało jakieś 280A. Napięcie ładowania po wsadzeniu nowego akumulatora (naładowanego) oscyluje w okolicy 13,87V i nie zmienia się czy to przy jałowych obrotach czy przy 7 kRPM. Moje pytanie brzmi, czy akumulator faktycznie może być tutaj winowajcą? Jeżeli tak to nie spotkałem się jeszcze z takim specyficznym uszkodzeniem, że przez 1500km auto odpalało na nim bez problemu pomimo świecącego się braku ładowania, który faktycznie był ładowany, a przy wertepach kontrolka potrafiła migać, po to żeby nagle paść na środku ulicy uniemożliwiając rozruch.
W moim Audi S4 B6 występował problem, który polegał na tym, że przy prędkości obrotowej silnika na poziomie 6-7 kRPM zaczynała mrugać kontrolka ładowania. Oddałem więc alternator do regeneracji. W zakładzie regenerującym stwierdzili zużycie szczotek. Wymienili szczotki oraz uszczelnienia (alternator jest chłodzony cieczą). W między czasie samochód stał nieużywany przez 5 miesięcy (wymiana rozrządu pochłonęła tyle czasu u mechanika - demontaż silnika, skrzyni itp.). Gdy auto wreszcie zostało poskładane okazało się, że po odpaleniu nie gaśnie kontrolka ładowania i świeci ona cały czas. Mechanik od razu sprawdził ładowanie i na niskich obrotach wynosiło ono 14V. Po odebraniu auta od mechanika zrobiłem trasę 600km do domu ze świecąca kontrolką ładowania ( w międzyczasie na trasie kilka razy gasiłem i uruchamiałem silnik bez problemu). Zauważyłem wtedy pewną zależność, że na wybojach oraz podczas wysokich obrotów na poziomie 6-7 kRPM kontrolka na chwilę gaśnie lub mruga. Zostawiłem na chwilę temat w spokoju, ponieważ byłem przekonany, że regulator napięcia jest ok, ale nie gasi kontrolki lub, że uszkodzony jest sam przewód odpowiadający za gaszenie jej. Przejechałem w sumie 1500km w tym 400km po mieście na krótkich dystansach do pracy z tak świecącą i mrugającą na wybojach kontrolką. Rozrusznik zawsze kręcił dobrze i nie było problemów z rozruchem samochodu. Jednak ostatnio wracając z pracy na dosłownie 3 sekundy zapaliły się jednocześnie kontrolka ABS+ESP oraz tryb awaryjny skrzyni biegów, po czym same zgasły. Wczoraj jadąc do domu miało miejsce to samo zdarzenie, jednak jadąc kawałek dalej zaczęły mrugać i gasnąć światła mijania, podświetlenie licznika i reszta elektryki. Zjechałem na pobocze i po zgaszeniu auta nie chciało już zakręcić rozrusznikiem. Przy podaniu napięcia z zewnątrz odpaliło od strzała bez zająknięcia. Zawiozłem na lawecie auto do mechanika i okazuje się, że po podmianie akumulatora na inny auto odpala, kontrolka ładowania nie świeci i elektryka działa. Zrobiliśmy jeszcze próbę i przejechałem kawałek na samym alternatorze z niepodłączonym akumulatorem i też było okej. Zmierzyliśmy testerem prąd rozruchowy mojego akumulatora i z około 650A zostało jakieś 280A. Napięcie ładowania po wsadzeniu nowego akumulatora (naładowanego) oscyluje w okolicy 13,87V i nie zmienia się czy to przy jałowych obrotach czy przy 7 kRPM. Moje pytanie brzmi, czy akumulator faktycznie może być tutaj winowajcą? Jeżeli tak to nie spotkałem się jeszcze z takim specyficznym uszkodzeniem, że przez 1500km auto odpalało na nim bez problemu pomimo świecącego się braku ładowania, który faktycznie był ładowany, a przy wertepach kontrolka potrafiła migać, po to żeby nagle paść na środku ulicy uniemożliwiając rozruch.