Dzień dobry.
Proszę pomóżcie, o doświadczeni! Naprawdę staram się to zrozumieć...
Chcę zbudować lampę LED. Będzie pracować na 350 mA prądu stałego. Mam już wybrane diody, znam ich charakterystyki pracy - w sensie krzywe zależności napięcia i natężenia. Z uwagi, że układ ma z założenia pracować na 350 mA (zasilacz będzie miał takie natężenie wyjściowe), to napięcie dla diod również jest możliwe do określenia. Diod jest trzy rodzaje, każda ma inne napięcie dla 350 mA.
Wiem ile chcę diod, a znając napięcie diod dla 350 mA i natężenie mogę wyliczyć moc. Każdy rodzaju diod chcę podzielić na dwa niezależne obwody, z własnym, osobnym zasilaczem. Moc całkowita potrzebna każdej grupie to:
A: 68,88 W, połowa z tego to 34,44 W
B: 83,16 W, połowa z tego to 41,58 W
C: 87,024 W, połowa z tego to 43,512 W
Znalazłem zasilacz natężeniu 350 mA i napięciu wyjściowym 130V - 218V. co przekłada się na moc w przedziale 45,5 W do 76 W. Zasilacz ma tylko jedno wyjście.
I nadeszła pora na pytanie.
Czy nie spalę diod jeśli podepnę każdą zakładaną połowę danego rodzaju pod ten zasilacz.
Na mój rozum (mało zaawansowany w zakresie zrozumienia prądu) wygląda na to, że każda połowa diod ma zapotrzebowanie mniejsze od najniższej mocy zapewnianej przez zasilacz i tylko rodzaj diod (A) w całości mieści się pod górnym zakresem mocy.
Moje rozumowanie jest takie:
Dla połowy diod z grupy B zapotrzebowanie na moc to 41,58. Do 45,5 brakuje 3,92. Zapotrzebowanie na napięcie tych diod to 2,2 V dla 350 mA. Zatem 3,92 W brakującego obciążenia do wartości minimalnej przekłada się na 11,2 V więcej podawanego przez zasilacz na obwód. Zakładam, że dla diody pracującej na 2,2 V, prąd o napięciu wyższym o 11,2 V (zakładam, że jest wyższe w całym układzie - nie wiem czy słusznie) może być zabójczy dla LEDów. Czy w związku z tym powinienem zwiększyć liczbę diod tak, żeby dojść do minimalnego obciążenia zasilacza? A może ta moc minimalna nie ma znaczenia i układ będzie hulać i działać i nic się nie spali? Same wątpliwości - stąd pytanie.
Wolałbym nie zmieniać zasilaczy, bo pasują mi kształtem, mają zapas mocy w razie gdybym chciał układ rozbudować i są w dobrej cenie. Stąd wolę kombinować z diodami niż z zasilaczem.
Jeszcze takie jedno pytanie techniczne. Ten zasilacz ma sprawność na poziomie 92%. Jak będzie to się okaże, ale na papierze, dla całej grupy A potrzebującej 68,88 W, pobór mocy z sieci będzie wynosił (68,88 / 0,92) 74,86 W. Czy to poprawne rozumowanie?
Mam nadzieję, że dałem radę opisać swój przypadek w miarę jasno i przystępnie.
Proszę, pomóżcie.
Proszę pomóżcie, o doświadczeni! Naprawdę staram się to zrozumieć...
Chcę zbudować lampę LED. Będzie pracować na 350 mA prądu stałego. Mam już wybrane diody, znam ich charakterystyki pracy - w sensie krzywe zależności napięcia i natężenia. Z uwagi, że układ ma z założenia pracować na 350 mA (zasilacz będzie miał takie natężenie wyjściowe), to napięcie dla diod również jest możliwe do określenia. Diod jest trzy rodzaje, każda ma inne napięcie dla 350 mA.
Wiem ile chcę diod, a znając napięcie diod dla 350 mA i natężenie mogę wyliczyć moc. Każdy rodzaju diod chcę podzielić na dwa niezależne obwody, z własnym, osobnym zasilaczem. Moc całkowita potrzebna każdej grupie to:
A: 68,88 W, połowa z tego to 34,44 W
B: 83,16 W, połowa z tego to 41,58 W
C: 87,024 W, połowa z tego to 43,512 W
Znalazłem zasilacz natężeniu 350 mA i napięciu wyjściowym 130V - 218V. co przekłada się na moc w przedziale 45,5 W do 76 W. Zasilacz ma tylko jedno wyjście.
I nadeszła pora na pytanie.
Czy nie spalę diod jeśli podepnę każdą zakładaną połowę danego rodzaju pod ten zasilacz.
Na mój rozum (mało zaawansowany w zakresie zrozumienia prądu) wygląda na to, że każda połowa diod ma zapotrzebowanie mniejsze od najniższej mocy zapewnianej przez zasilacz i tylko rodzaj diod (A) w całości mieści się pod górnym zakresem mocy.
Moje rozumowanie jest takie:
Dla połowy diod z grupy B zapotrzebowanie na moc to 41,58. Do 45,5 brakuje 3,92. Zapotrzebowanie na napięcie tych diod to 2,2 V dla 350 mA. Zatem 3,92 W brakującego obciążenia do wartości minimalnej przekłada się na 11,2 V więcej podawanego przez zasilacz na obwód. Zakładam, że dla diody pracującej na 2,2 V, prąd o napięciu wyższym o 11,2 V (zakładam, że jest wyższe w całym układzie - nie wiem czy słusznie) może być zabójczy dla LEDów. Czy w związku z tym powinienem zwiększyć liczbę diod tak, żeby dojść do minimalnego obciążenia zasilacza? A może ta moc minimalna nie ma znaczenia i układ będzie hulać i działać i nic się nie spali? Same wątpliwości - stąd pytanie.
Wolałbym nie zmieniać zasilaczy, bo pasują mi kształtem, mają zapas mocy w razie gdybym chciał układ rozbudować i są w dobrej cenie. Stąd wolę kombinować z diodami niż z zasilaczem.
Jeszcze takie jedno pytanie techniczne. Ten zasilacz ma sprawność na poziomie 92%. Jak będzie to się okaże, ale na papierze, dla całej grupy A potrzebującej 68,88 W, pobór mocy z sieci będzie wynosił (68,88 / 0,92) 74,86 W. Czy to poprawne rozumowanie?
Mam nadzieję, że dałem radę opisać swój przypadek w miarę jasno i przystępnie.
Proszę, pomóżcie.