zbich70 napisał: Jeżeli ma to być niedopełnienie umowy, to zapis o tym powinien się w niej znajdować. Przejrzałem kilka OWU różnych operatorów i takiego zapisu nie znalazłem - więc z tymi roszczeniami odszkodowawczymi może nie być łatwo. Po drugie - to jakie wymierne straty może ponieść odbiorca wskutek niedostarczenia mu instrukcji obsługi licznika, który i tak jest własnością OSD?
Chyba nie tak. Te kwestie reguluje Ustawa o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz zmianie kodeksu cywilnego. To wprost z obowiązującego prawa wynika, że każdy sprzedawca ma obowiązek udzielić kupującemu prostych, jasnych, zrozumiałych i niewprowadzających w błąd informacji, które będą wystarczające do prawidłowego i pełnego korzystania z towaru. Licznik jest zasadniczym składnikiem usługi i zawartej umowy. Nie ma więc znaczenia, czyją jest własnością, bo to nabywca energii jest jego użytkownikiem. Nie mają też znaczenia zapisy OWU, bo w tym wypadku decydują akty nadrzędne regulujące te kwestie. Operator musi więc udostępnić w szczególności:
- Nazwę urządzenia wraz z informacją określającą producenta lub importera,
. Znaki zgodności wymagane przez odrębne przepisy,
- Informacje o dopuszczeniu do obrotu na terenie Polski,
- Obowiązkiem sprzedawcy jest także udostępnienie użytkownikowi wszelkich niezbędnych instrukcji obsługi i konserwacji tego urządzenia
w języku polskim, o czym wielu przedsiębiorców "zapomina".
zbich70 napisał: ...jakie wymierne straty może ponieść odbiorca wskutek niedostarczenia mu instrukcji obsługi licznika, który i tak jest własnością OSD?
Zupełnie wystarczające jest złe rozporządzanie środkami ze względu na nieznajomość urządzenia, brak wglądu w stan "portfela energii", czy też brak możliwości skutecznego doładowania (ze względu ma brak instrukcji) i przerwa w dostawie energii wynikająca z tego faktu. Czy dostrzegasz kolejne straty i uciążliwości dla użytkownika?
stomat napisał: Mam wrażenie że szybko gonimy Amerykę w podejściu do życia. Brak zapisu w instrukcji: "Nie zamykać w pralce dzieci" skutkuje pozwem przeciwko producentowi gdy jakieś dziecko do pralki jednak wejdzie.
Chyba trywializujesz? Nie poruszamy się tu przecież w oparach absurdu, ale dotykamy rzeczywistego problemu. Operator nie dostarcza bowiem nawet podstawowej instrukcji tego urządzenia łamiąc w ten sposób obowiązujące prawo. Tym bardziej, że to urządzenie o bardzo wysokiej skali komplikacji - szczególnie dla laika. Nie jest to przypadek jednostkowy, a powtarzające pytania na ten temat świadczą o tym, że problem dotyczy bardzo wielu osób i jest realnym, rzeczywistym i zupełnie zbędnym utrudnianiem życia konsumentom. Zwykła kartka A4 z klarowną instrukcją doładowania pewnie rozwiązywała by większość problemów. Wygląda jednak na to, że ten drobiazg zdecydowanie przekracza możliwości dużych i zasobnych instytucji?