Cześć, mam problem z lodówko-zamrażarką Bosch KGN39A71/22.
Pracowała przez 15 lat bez zarzutu. Jedynym mankamentem to były strzały z jej wnętrza, które potrafiły obudzić w środku nocy.
Kilka miesięcy temu zaczął pojawiać się alarm.
Okazało się, że zaladza się parownik w zamrażalniku.
Przeszukałem forum i znalazłem informację, iż może być zatkany odpływ skroplin. Po wyciągnięciu lodówki z wnęki okazało się, że króciec, na który był nasunięty wężyk na skropliny, po prostu odpadł.
Kanał odpływowy był cały zalodzony i to prawdopodobnie był powód uszkodzenia króćca.
Rozmrożenie lodówki na początku pomagało na około miesiąc. Od połowy maja muszę cholerę rozmrażać praktycznie co tydzień.
Z lektury na forum podejrzenie padło na czujnik temperatury (ten przymocowany do parownika), wymieniłem, ale to nic nie pomogło.
Zmierzyłem również rezystancję grzałki pod parownikiem i wskazywało 260 omów.
Przypominam sobie, że zanim pojawił się problem z zaladzaniem, to temperatura w komorze lodówki zaczęła spadać pomimo ustawionych 8 stopni na wyświetlaczu.
Teraz po każdorazowym rozmrożeniu dochodzi do tego, że w lodówce nawet na górnej półce potrafią zamarzać rzeczy.
Każdorazowe otwarcie i zamknięcie drzwi lodówki powoduje (słyszalne terkotanie) włączenie się wentylatora.
Czasami po otworzeniu i zamknięciu zamrażarki słychać syczenie powietrza przez uszczelkę, tak jakby wyrównywało się ciśnienie.
Ponowna próba otworzenia wymaga sporo siły.
Teraz przy każdorazowym rozmrażaniu sprawdzam drożność kanału ściekowego, jest drożny. Ostatnio wpiąłem stary czujnik temperatury na parowniku i zero efektu, tydzień i zamrażalnik zalodzony.
Gdzie szukać przyczyny? Termostat? Przepustnica? Siekiera i porąbać?
A i może to, że przestała strzelać, będzie nakierowywało na przyczynę.
Pomóżcie, bo powoli kończy mi się cierpliwość
.
Pracowała przez 15 lat bez zarzutu. Jedynym mankamentem to były strzały z jej wnętrza, które potrafiły obudzić w środku nocy.
Kilka miesięcy temu zaczął pojawiać się alarm.
Okazało się, że zaladza się parownik w zamrażalniku.
Przeszukałem forum i znalazłem informację, iż może być zatkany odpływ skroplin. Po wyciągnięciu lodówki z wnęki okazało się, że króciec, na który był nasunięty wężyk na skropliny, po prostu odpadł.
Kanał odpływowy był cały zalodzony i to prawdopodobnie był powód uszkodzenia króćca.
Rozmrożenie lodówki na początku pomagało na około miesiąc. Od połowy maja muszę cholerę rozmrażać praktycznie co tydzień.
Z lektury na forum podejrzenie padło na czujnik temperatury (ten przymocowany do parownika), wymieniłem, ale to nic nie pomogło.
Zmierzyłem również rezystancję grzałki pod parownikiem i wskazywało 260 omów.
Przypominam sobie, że zanim pojawił się problem z zaladzaniem, to temperatura w komorze lodówki zaczęła spadać pomimo ustawionych 8 stopni na wyświetlaczu.
Teraz po każdorazowym rozmrożeniu dochodzi do tego, że w lodówce nawet na górnej półce potrafią zamarzać rzeczy.
Każdorazowe otwarcie i zamknięcie drzwi lodówki powoduje (słyszalne terkotanie) włączenie się wentylatora.
Czasami po otworzeniu i zamknięciu zamrażarki słychać syczenie powietrza przez uszczelkę, tak jakby wyrównywało się ciśnienie.
Ponowna próba otworzenia wymaga sporo siły.
Teraz przy każdorazowym rozmrażaniu sprawdzam drożność kanału ściekowego, jest drożny. Ostatnio wpiąłem stary czujnik temperatury na parowniku i zero efektu, tydzień i zamrażalnik zalodzony.
Gdzie szukać przyczyny? Termostat? Przepustnica? Siekiera i porąbać?
A i może to, że przestała strzelać, będzie nakierowywało na przyczynę.
Pomóżcie, bo powoli kończy mi się cierpliwość