Dziś, po dalszej walce, od rana pali na tyk, błędy dały się wykasować i pół dnia jeździł normalnie. Przy okazji wymiana oleju, dwie masy prawy przód odnowione, bo słabo było. I znów zaczyna wszystko wracać, plus do tego czujnik kąta skrętu, błąd. Raz, pchając ręce w okolice wiązki, sterownik silnik zgasł, więc coś tu musi siedzieć. Następny etap to przód do rozebrania, lampę lewą, aby dostać się do tych wiązek. No i może znajdę tego Bobola 🤯

Fatalne miejsce na masę, a sterownik i wszystkie wiązki nie lepiej. I do tego wszystkiego te szmaciane wygłuszenia trzymające wilgoć jak gąbka.