Szanowni Użytkownicy!
Mam w domu piec gazowy i podgrzewacz/wymiennik cwu Galmet 200 l. Co roku fachowcy dokonują przeglądu i serwisu instalacji, a w zasadzie pieca gazowego, gdyż głównie na nim skupiają się serwisanci. W piecu wymienione było już bardzo wiele elementów - elektroda, naczynie wyrównawcze, osłona termiczna, płukanie instalacji etc. Jednakże w tym roku po raz pierwszy serwisant zainteresował się podgrzewaczem/wymiennikiem Galmet 200 l i zapytał mnie, kiedy ostatni raz była wymieniana anoda. Wg mojej wiedzy - nigdy, tj. od kiedy jestem posiadaczem domu, anody nikt nie wymieniał. Nie byłem świadomy potrzeby wymiany, gdyż co roku zlecam przegląd instalacji profesjonalnemu serwisowi i wydawało mi się, że to serwis powinien wymienić anodę czy choćby zwrócić mi uwagę na potrzebę jej wymiany (jestem kompletnym laikiem w tych tematach, stąd zlecam serwis i słono za to płacę). Tak się jednak do tej pory nie stało. Serwisant zdjął dekiel i styropianową zatyczkę, ujrzał stalowy "korek" o średnicy ok. 76 mm (jak później ustaliłem suwmiarką), chwilę poprzeglądał narzędzia i stwierdził, że anoda jest niewymienialna, potrzebny nowy podgrzewacz/wymiennik
Powiedziałem, że pomyślę, i rozgrzebałem internet, w tym nieocenione forum elektroda i choć wydaje mi się, że z ostrożności podgrzewacz/wymiennik wstawię nowy (muszę budżet podreperować po świętach
) to postanowiłem dać sobie szansę i spróbować wyjąć anodę. Przed wyjęciem anody pomierzyłem multimetrem natężenie i wyszło ok. 0,3 mA. Zamówiłem nową anodę z korkiem, a potem wyciąłem trochę styropianowej izolacji i w ruch poszedł specjalnie na tę okazję zakupiony trzykilogramowy klucz hydrauliczny. Wyciągnięta anoda nie wyglądała mega tragicznie. Wkręciłem nową i podłączyłem przewód łączący gwint anody z płaszczem zbiornika, podpiąłem szeregowo multimetr i... nic! Żadnego wskazania w miliamperach na prądzie stałym. Trochę się zdziwiłem i na moment odpuściłem temat. Jednakże nie dawało mi to spokoju i ze śmietnika wygrzebałem starą anodę, a tam była plastikowa tuleja, która izolowała anodę (gwint i górę) od korka. Zatem wyjąłem nową anodę, rozwierciłem jej mosiężny korek, aby pomieścić tuleję izolującą ze starej anody i taki konstrukt ponownie włożyłem do podgrzewacza/wymiennika. Efekt - po wpięciu się szeregowo pomiędzy trzpień/gwint anody a płaszcz zbiornika na multimetrze mam wskazania mocno powyżej 1 mA. Wnioski:
- jeżeli wkręciłbym anodę do zbiornika bez tulei izolującej ją od korka, to anoda i tak by działała, bo istniałoby połączenie pomiędzy anodą a płaszczem zbiornika (np. poprzez gwint korka),
- sens instalowania tulei izolującej gwint/trzpień anody od korka jest taki, że łącząc ją z płaszczem za pomocą przewodu możemy się w ten "obwód" wpiąć szeregowo i zmierzyć natężenie prądu, oceniając stan anody bez jej wyciągania, inaczej nie mielibyśmy takiej możliwości.
I teraz pytanie do Was, drodzy Użytkownicy: czy dobrze to rozkminiłem? Te tematy to nie jest moja specjalność, a cały proces myślowy odwoływał się do wykonanej w szkole elektrolizy
Jeżeli tok myślenia jest prawidłowy, to być może ktoś znajdzie w tym wartość i rozwieje swoje wątpliwości co do prawidłowego montażu anody magnezowej.
AI: Czy możesz potwierdzić, że procedura pomiaru natężenia prądu anody, którą opisałeś, jest prawidłowa i czy istnieją inne metody oceny stanu anody bez jej wyciągania?
Wydaje mi się, że tak. Chyba nie ma innego sposobu
AI: Czy przed wymianą anody zauważyłeś jakieś konkretne problemy z podgrzewaczem/wymiennikiem, które mogłyby wskazywać na potrzebę jej wymiany?
Nie
Mam w domu piec gazowy i podgrzewacz/wymiennik cwu Galmet 200 l. Co roku fachowcy dokonują przeglądu i serwisu instalacji, a w zasadzie pieca gazowego, gdyż głównie na nim skupiają się serwisanci. W piecu wymienione było już bardzo wiele elementów - elektroda, naczynie wyrównawcze, osłona termiczna, płukanie instalacji etc. Jednakże w tym roku po raz pierwszy serwisant zainteresował się podgrzewaczem/wymiennikiem Galmet 200 l i zapytał mnie, kiedy ostatni raz była wymieniana anoda. Wg mojej wiedzy - nigdy, tj. od kiedy jestem posiadaczem domu, anody nikt nie wymieniał. Nie byłem świadomy potrzeby wymiany, gdyż co roku zlecam przegląd instalacji profesjonalnemu serwisowi i wydawało mi się, że to serwis powinien wymienić anodę czy choćby zwrócić mi uwagę na potrzebę jej wymiany (jestem kompletnym laikiem w tych tematach, stąd zlecam serwis i słono za to płacę). Tak się jednak do tej pory nie stało. Serwisant zdjął dekiel i styropianową zatyczkę, ujrzał stalowy "korek" o średnicy ok. 76 mm (jak później ustaliłem suwmiarką), chwilę poprzeglądał narzędzia i stwierdził, że anoda jest niewymienialna, potrzebny nowy podgrzewacz/wymiennik
- jeżeli wkręciłbym anodę do zbiornika bez tulei izolującej ją od korka, to anoda i tak by działała, bo istniałoby połączenie pomiędzy anodą a płaszczem zbiornika (np. poprzez gwint korka),
- sens instalowania tulei izolującej gwint/trzpień anody od korka jest taki, że łącząc ją z płaszczem za pomocą przewodu możemy się w ten "obwód" wpiąć szeregowo i zmierzyć natężenie prądu, oceniając stan anody bez jej wyciągania, inaczej nie mielibyśmy takiej możliwości.
I teraz pytanie do Was, drodzy Użytkownicy: czy dobrze to rozkminiłem? Te tematy to nie jest moja specjalność, a cały proces myślowy odwoływał się do wykonanej w szkole elektrolizy
Jeżeli tok myślenia jest prawidłowy, to być może ktoś znajdzie w tym wartość i rozwieje swoje wątpliwości co do prawidłowego montażu anody magnezowej.
AI: Czy możesz potwierdzić, że procedura pomiaru natężenia prądu anody, którą opisałeś, jest prawidłowa i czy istnieją inne metody oceny stanu anody bez jej wyciągania?
Wydaje mi się, że tak. Chyba nie ma innego sposobu
AI: Czy przed wymianą anody zauważyłeś jakieś konkretne problemy z podgrzewaczem/wymiennikiem, które mogłyby wskazywać na potrzebę jej wymiany?
Nie