Port ładowania, to jakaś okrutna kpina z rozumu i klienta. Tam jest tylko napięcie zasilania do telefonu, penedrive, dysku twardego. Ludziom ciężko to zrozumieć. Podobnie "ładowarka do telefonu" to tylko zasilacz i nie wolno go podłączać do akumulatora litowo jonowego, który został tutaj eufemistycznie nazwany ogniwem, a jest to ogniwo wtórne czyli akumulator.
Do ładowania tego należy użyć tego, co producenci telefonów czy innego przenośnego badziewia - scalonych układów ładowarek. Chińczyk przygotował płytki z tymi ładowarkami i tak prostsza wersja jest z układem TP4056B. Potrzebuje on napięcia zasilania 5V z gniazda USB (komputer, zasilacz do telefonu). Można ustawić prąd ładowania - powinno to być maksymalnie 0,5 C. Czyli dla pojemności 1 Ah (1000 mAh) należy ustawić 0,5 A i to będzie maksimum możliwości typowego zasilacza do telefonu.
Druga dostępna amatorom ładowarka to TP5100. To już jest przetwornica i oferuje większy prąd ładowania. Też trzeba go ograniczać do wartości 0,5C lub mniejszej. Pozwala szybko ładować 2-3 równolegle połączone akumulatory czyli baterię akumulatorów (Chińskie 2P lub 3P).
Są jeszcze ładowarki biurkowe prod. Xtar, EverActiv, czy inne made in P.R.C, którymi można się posłużyć. Są też ładowarki modelarskie zdolne do ładowania różnych akumulatorów i baterii akumulatorów, bo baterii (ogniw pierwotnych) nie ładuje się. Warto czasem zadbać o czystość języka, by nie był zbyt mętny. Anglicy nazywają ogniwa pierwotne i wtórne albo cell, albo co gorsze battery. Osoby zakompleksione lub głupie importują bezkrytycznie te określenia do języka polskiego a reszta powiela.