Dzisiaj po powrocie do domu wziąłem się za rozebranie gaźnika, tak jak mówiłeś. Rozebrałem do samego korpusu praktycznie i przedmuchałem wszystko. Sprawdziłem dysze i myślałem, że będą dwie: jedną od wolnych obrotów i drugą większą, a jest tylko jedna dysza. No, ale zobaczyłem, czy nie są zapchane i jest dobrze. Złożyłem gaźnik, podłączyłem paliwko i tymczasowo pojechałem bez filtra. I odziwo od razu odpalił. Po kilkudziesięciu metrach jeździłem, jeździłem, a później przyjechałem do domu, patrzę, lekko dymiło się z fajki od świecy i była cała gorąca. A że miałem drugą świecę, kupioną niedawno, nową NGK, to włożyłem, dokręciłem i było dobrze, nawet lepiej odpalał na ciepłym, ale nie wiem jeszcze, jak na zimnym, ale to się jutro okaże. A potem założyłem filtr powietrza, bo myślałem, że lepiej założyć, bo jeszcze coś wpadnie do gaźnika i do cylindra przeleci i się przytrze. A przed założeniem wyczyściłem gąbkę i obudowę zmywaczem do hamulców, wysuszyłem i założyłem. Próbuję odpalić, a tu nic, nic a nic. Lekko pyrknął z wydechu i według mnie go zalało. Moim zdaniem za mało powietrza jest wtedy i za dużo paliwa (iglicę ustawiłem fabrycznie, jak była). Wtedy zdjąłem filtr, próbuję odpalić i zaczął odpalać i się rozchodził, ale było czuć, że go porządnie zalało. A bez filtra normalnie odpala, nie ma żadnych problemów. Ale jest jeszcze sprawa niskich obrotów, ponieważ jak po jeździe wciskam sprzęgło, to ma wysokie obroty, wtedy spada na niższe, aż po czasie ma tak niskie, że spada. A gdy ustawię większe, to wtedy są takie wysokie, jakby miał odlecieć, a powinien sobie tak zwane pyrkać. I byłbym wdzięczny, jeśli ktoś pomoże.