Citroën C5 2005 r., benzyna 2 l, silnik EW10A, automat, z gazem Qbox OBD.
Dziesięć lat wszystko było w najlepszym porządku, żadnych niespodzianek, opisywanych problemów na forach, do dzisiaj.
Otóż dwa razy, na odcinku ok. 100 km, zanikło zasilanie — wszystko na ok. pół sekundy, silnika także, następnie wszystko wraca do normy.
Raz to jeszcze można pod przypadek przypisać, ale dwa na tak krótkim dystansie?
Przy problemach z prądnicą akumulator powinien przejąć zasilanie, z zapaloną czerwoną kontrolką, więc to raczej nie to. Żeby tak się zepsuło na stałe, to łatwo znaleźć, ale teraz kolejne dwieście kilometrów i działa jak dawniej.
P.S.
Nie przejeżdżałem przez Bermudy i okolice.
(edit)
Pomogło, jak do tej pory, rozebranie alternatora, wyczyszczenie i zalanie Hermetikiem.
Jego wentylator mógł muskać uzwojenie (blisko lutowanego podłączenia uzwojenia stojana), plus mała wilgoć i 'zwora' gotowa.
Szczotki, po tylu latach, są jak nowe.
Dziesięć lat wszystko było w najlepszym porządku, żadnych niespodzianek, opisywanych problemów na forach, do dzisiaj.
Otóż dwa razy, na odcinku ok. 100 km, zanikło zasilanie — wszystko na ok. pół sekundy, silnika także, następnie wszystko wraca do normy.
Raz to jeszcze można pod przypadek przypisać, ale dwa na tak krótkim dystansie?
Przy problemach z prądnicą akumulator powinien przejąć zasilanie, z zapaloną czerwoną kontrolką, więc to raczej nie to. Żeby tak się zepsuło na stałe, to łatwo znaleźć, ale teraz kolejne dwieście kilometrów i działa jak dawniej.
P.S.
Nie przejeżdżałem przez Bermudy i okolice.
(edit)
Pomogło, jak do tej pory, rozebranie alternatora, wyczyszczenie i zalanie Hermetikiem.
Jego wentylator mógł muskać uzwojenie (blisko lutowanego podłączenia uzwojenia stojana), plus mała wilgoć i 'zwora' gotowa.
Szczotki, po tylu latach, są jak nowe.