Mam problem z naprawą wzmacniacza Meluzyna WST-101 . Dostałem go w takim stanie, że jeden kanał grał normalnie, a drugi bardzo cicho. Najpierw zabrałem się za sprawdzenie, dlaczego jeden kanał gra bardzo cicho. Okazało się, że przyczyna jest banalna. Kondensatory wejściowe 2,2 mikro w tym kanale były wyschnięte. Po ich wymianie oba kanały pracują tak samo . Następnie zauważyłem, że po włączeniu wzmacniacza przez kilkanaście sekund dźwięk jest silnie zniekształcony i powoli po jakichś 30 sekundach wszystko zaczyna grać normalnie. Jest to dziwne zachowanie, przyznam, że nigdy nie spotkałem się z takim objawem. Każde włączenie wzmacniacza daje ten objaw, nawet jak wyłączę go na minutę to po włączeniu dźwięk jest zniekształcony i powoli to zniekształcenie zanika. Postanowiłem zrobić pomiary w stopniu sterującym i końcowym . I tu zdziwienie całkowite . Pomiar prądu spoczynkowego na rezystorach emiterowych wykazał 0mV ( Pomiar robiłem bez sygnału, ale z obciążeniem kolumnami, bo niby tak mówi serwisówka). Jednak bez odciążenia jest to samo. Na obu kanałach mam identyczny wynik prądu spoczynkowego, czyli 0 V. Jeszcze ciekawiej zrobiło się kiedy zmierzyłem napięcia na końcówkach mocy i tranzystorach sterujących .
T1 (2N3055) - C - +41,4V , E - +40,5V B - +40,6V
T217 ( BD135) C +41,4V E - +40,3V B + 39,6 V
T3 (2N3055 ) C +39,5V E- 0V B - 0V
T219 (BD136) C - 11mV E- 39,6V B - 39V
Na wszystkich 4 rezystorach emiterowych występuje napięcie 39,6V na wszystkich ich nogach .
Wylutowałem i sprawdziłem tranzystory mocy i tranzystory sterujące-są sprawne pomimo tak absurdalnych pomiarów . Pomierzyłem resztę elementów w końcówkach i niczego nie znalazłem uszkodzonego. Dodam, że te wskazania są na obu końcówkach takie same, a wzmacniacz gra. Jedyny problem z tym zniekształceniem po włączeniu . Nic się nie grzeje , wzmacniacz testowałem z godzinę, gra stabilnie.
Czy ktoś z kolegów rozumie, o co chodzi ?
W związku , z tym że i tak miałem to zrobić wymieniłem wszystkie kondensatory elektrolityczne na nowe. Wzmacniacz zaczął grać dużo lepiej brzmieniowo jednak wyżej opisany objaw jak był tak jest .
Przysłuchałem się dokładniej i nawet jak to silne zniekształcenie minie to słychać minimalne zniekształcenie w obu kanałach, ale to naprawdę minimalne jest ono stałe i nawet po godzinie grania się nie zmienia. Ja to słyszę, ktoś komu bym o tym nie powiedział pewnie by nie zwrócił na to uwagi .
T1 (2N3055) - C - +41,4V , E - +40,5V B - +40,6V
T217 ( BD135) C +41,4V E - +40,3V B + 39,6 V
T3 (2N3055 ) C +39,5V E- 0V B - 0V
T219 (BD136) C - 11mV E- 39,6V B - 39V
Na wszystkich 4 rezystorach emiterowych występuje napięcie 39,6V na wszystkich ich nogach .
Wylutowałem i sprawdziłem tranzystory mocy i tranzystory sterujące-są sprawne pomimo tak absurdalnych pomiarów . Pomierzyłem resztę elementów w końcówkach i niczego nie znalazłem uszkodzonego. Dodam, że te wskazania są na obu końcówkach takie same, a wzmacniacz gra. Jedyny problem z tym zniekształceniem po włączeniu . Nic się nie grzeje , wzmacniacz testowałem z godzinę, gra stabilnie.
Czy ktoś z kolegów rozumie, o co chodzi ?
W związku , z tym że i tak miałem to zrobić wymieniłem wszystkie kondensatory elektrolityczne na nowe. Wzmacniacz zaczął grać dużo lepiej brzmieniowo jednak wyżej opisany objaw jak był tak jest .
Przysłuchałem się dokładniej i nawet jak to silne zniekształcenie minie to słychać minimalne zniekształcenie w obu kanałach, ale to naprawdę minimalne jest ono stałe i nawet po godzinie grania się nie zmienia. Ja to słyszę, ktoś komu bym o tym nie powiedział pewnie by nie zwrócił na to uwagi .