Mam małą spawarkę transformatorową „no name” 150A (elektroda 2,5 – 3,2). Mniej, więcej jak w temacie. Zdarzają jej się humorki polegające na tragicznym spadku prądu... Wygląda to tak: biorę moją spawareczkę, włączam są, chce zaczynać spawać i... zajarzenie łuku jest praktycznie nie możliwe. Żadnego nawet przeskoku iskry. Nawet przy szybkim stukaniu w stal, na najwyższym prądzie albo zostawi maleńki wypalony znaczek, albo się przyklei. Nagle niewiadomo z kąt, dostaje takiego kopa, że przepala elektrodę. Wtedy „mision immposible” i w sekundę zmieniam elektrodę, zmniejszam prąd i mam wtedy kilka chwil na zespawanie. Jak się będę grzebał – za jakiś czas zrobi się to samo. Początkowo myślałem, że to ja nie umiem spawać. Jednak gdy u taty i wujka symptomy były takie same – pomyślałem że trzeba coś z tym zrobić. Niestety rodzice starej daty nie pozwalają mi jej rozebrać, ale to da się obejść.
Po prostu pójdę do kolegi „niby” mu coś zespawać i spróbuję naprawić. Tylko gdzie szukać uszkodzenia? "Akcja" naprawcza musi być błyskawiczna. Czy ktoś coś takiego miał? Będę wdzięczny za jakąkolwiek pomoc.