Problem jest dość śmieszny.. Otóż telefon przebywał przez pół godziny w zielonych wodach Jeziora Turawskiego.. Po powrocie do domu ściągnałem sobie instrukcję serwisową i wszystko rozłozyłem na części pierwsze. Po jakiś 18 godzinach złóżyłem i uruchomiłem. Zrobiłem wszystkie testy z menu serwisowego, wszytsko działało jak złoto. Jedynym problemem było to że od czasu do czasu sam się wyłączał, i wskaźnik naładowania baterii trochę wariował. Poza tym przy rozmowie słychac było niewielki przydźwięk. Stwierdziłem, że może jeszcze nie wysechł tak do końca i rozkręciłem go ponownie. Przemyłem styki spirytusem. Nazajutrz znowu złożyłem i.. kaplica. Zero reakcji, nie włącza się, nie ładuje się. Próbowałem z inną baterią i też nic. Złożyłem na pewno poprawnie, zresztą próbowałem jeszcze kilka razy.. W związku z tym moje pytanie brzmi: co zepsułem? Bezpośredniego związku z zalaniem chyba nie ma, bo wcześniej przecież działał.. Płyta główna do wymiany?