Witam
Bazując na własnych doświadczeniach wysnuwam dość humorystyczne twierdzenie

a brzmi ono mniej więcej w taki sposób:
Niektóre komputery odmawiają posłuszeństwa, ponieważ czują się niedopieszczone, a gdy tylko się go rozłoży na części pierwsze i złoży spowrotem (co można uznać za np "pogłaskanie", "posmyranie" albo innego rodzaju "pieszczoty") działa bez najmniejszych problemów.
Oczywiście może to być winą kiepskich styków w którymś miejscu, jednak dość często miałem do czynienia z właśnie takimi przypadkami kiedy "nic nie działa" a jak sie rozłoży i złoży spowrotem to nie ma najmniejszych problemów.
Jeden z ciekawych przykładów z przed ok 3 lat:
Kumpel dzwoni do mnie z proźbą o radę ponieważ od 3h próbuje zainstalować windowsa na swoim kompie i za nic instalacja nie chce ruszyć (była to instalacja xp'ka i stawała za kazdym razem w innym momencie). Więc doszliśmy do wniosku że weźmie komputer pod pache i przyjdzie z nim do mnie (mieszka w odległości jakichś 500m). Gdy przyszedł z tym komputerem (zaznaczam że w międzyczasie obudowa nie była nawet otwierana) włączyliśmy jeszcze raz instalke systemu i co się okazało? System zainstalował się bez najmniejszego piśnięcia, bez żadnych błędów, wszystko gładziutko i sprawnie...
Jaki z tego można wniosek wyciągnąć? co było przyczyną? Osobiście śmieję się z tego że może po prostu ten komputer chciał na spacer