Witam serdecznie,
Znajomy z Sieci polecil mi to forum i wierze, ze uda mi sie z Wasza pomoca rozwiazac idiotyczny/smieszny/dziwny problem z moim ukochanym wzmacniaczem. Piekny, klasyczny model Pioneer'a A-550R, 2x100W lub 4x85W... sluzyl mi wiernie ladnych kilka lat a nagle cos sie stalo. Zaznaczam, ze nie jestem fachowcem w zakresie elektroniki ale nie jestem tez lamerem, nie obce mi sa takie "gadzety" jak lutownica, miernik, itp. wiec o ile moja usterke daloby sie naprawic wymieniajac jakis element na plycie (byc moze problem ktory opisze jest typowy i fachowiec od razu oceni co nalezaloby wymienic) to jak najbardziej moge to zrobic. Chce uniknac oddawania tego oryginalnego japonca do serwisu z roznych powodow.. finansowych rowniez. Opisze problem tak jak umiem najbarwniej, przepraszam jesli komus wyda sie on smieszny
Opis problemu: wzmacniacz zalacza sie, po wlaczeniu na kolumnach slychac lekki szumy, jakby syczenie, jeczenie, cos ala "ulatniajace sie" wysokie napiecie na kineskopie tv, charakterystyka dzwieku raczej losowa, raz slychac to mniej, raz bardziej. Z kolei przelaczenie wzmacniacza w tryb standby to kazdorazowo dosc glosne i przykre "bum" w kolumnach, az ciarki przechodza. I teraz sedno sprawy: wzmacniacz gra ale... dziwnie, to znaczy podczas odtwarzania muzyki zanika calkowicie losowo raz lewy raz prawy kanal, dzieje sie to jakby pod wplywem tego co jest odtwarzane, np. Enya powoduje ten efekt bardzo rzadko ale dynamiczna ostra muza (trance itp) praktycznie prawie od razu i zawsze choc nie ma reguly. Podatnosc wzm. na "gubienie kanalu" rosnie wraz z czasem korzystania z niego, po ok. godzinie dzieje sie to juz na tyle regularnie ze po prostu trzeba zakonczyc sluchanie. Teraz najciekawsze: jest sposob na przywrocenie "normalnosci", nalezy wziac srubokret i przejechac dosc sprytnie po wyprowadzeniach cinch'y od strony plyty glownej... tak po prostu, zrobic na chwile zwarcie, jesli zrobi sie to z czuciem to wracaja na chwile (od 3 do 30 minut) oba kanaly i dzwiek wydaje sie byc normalny. Czasem jednak brakuje wysokich tonow, wraca jakby niepelne pasmo, stlumione. Wtedy nalezy raz jeszcze "dac po stykach" i wyraznie slychac ze pasmo robi sie "lepsze"...
Przepraszam jesli kogos urazilem takim traktowaniem wzmacniacza ale odkrylem ten efekt przypadkowo, zdesperowany i zmeczony ogledzinami plyty glownej. Nie wiem tez na ile ten opis moglby pomoc i czy ktokolwiek chcialby podpowiedziec co moze powodowac takie zachowanie sie sprzetu. Moje (amatorskie) myslenie jest takie: brakuje masy, tudziez po masie dostaja sie jakies zaklocenia (stad te jeki i szumy w kolumnach), gdyz "jezdzenie po stykach" daje lepszy efekt kiedy dotykam ta sama reka do metalowych plecow wzmacniacza, czasem wystarczy nawet zewrzec ktorys kanal na dowolnym cinchu do obudowy i tez "dzwiek wraca". Wzmacniacz nie spadl, nie przegrzal sie (gram delikatnie i rzadko w sumie), nie zostal zalany itp.
Troche przydlugi ten post ale chce pokazac ze bardzo mi zalezy na zdiagnozowaniu problemu, moze szanowne gremium zechce rozpatrzyc sprawe i powiedziec co moze byc przyczyna wzglednie co mierzyc, co sobie probowac wymienic. Chociaz gdybym wiedzial co to na pewno NIE jest (np. ze kosztowne koncowki i transformator) to tez bylaby to duza pomoc. Za wszelkie odpowiedzi/sugestie/opinie bede zobowiazany. Pomozcie uratowac moj ukochany sprzet, nie chce sie z nim rozstawac ani oddawac go w rece jedynego w okolicy serwisu do ktorego nie mam zaufania.
Pozdrawiam i jeszcze raz bardzo prosze o opinie.
Znajomy z Sieci polecil mi to forum i wierze, ze uda mi sie z Wasza pomoca rozwiazac idiotyczny/smieszny/dziwny problem z moim ukochanym wzmacniaczem. Piekny, klasyczny model Pioneer'a A-550R, 2x100W lub 4x85W... sluzyl mi wiernie ladnych kilka lat a nagle cos sie stalo. Zaznaczam, ze nie jestem fachowcem w zakresie elektroniki ale nie jestem tez lamerem, nie obce mi sa takie "gadzety" jak lutownica, miernik, itp. wiec o ile moja usterke daloby sie naprawic wymieniajac jakis element na plycie (byc moze problem ktory opisze jest typowy i fachowiec od razu oceni co nalezaloby wymienic) to jak najbardziej moge to zrobic. Chce uniknac oddawania tego oryginalnego japonca do serwisu z roznych powodow.. finansowych rowniez. Opisze problem tak jak umiem najbarwniej, przepraszam jesli komus wyda sie on smieszny
Opis problemu: wzmacniacz zalacza sie, po wlaczeniu na kolumnach slychac lekki szumy, jakby syczenie, jeczenie, cos ala "ulatniajace sie" wysokie napiecie na kineskopie tv, charakterystyka dzwieku raczej losowa, raz slychac to mniej, raz bardziej. Z kolei przelaczenie wzmacniacza w tryb standby to kazdorazowo dosc glosne i przykre "bum" w kolumnach, az ciarki przechodza. I teraz sedno sprawy: wzmacniacz gra ale... dziwnie, to znaczy podczas odtwarzania muzyki zanika calkowicie losowo raz lewy raz prawy kanal, dzieje sie to jakby pod wplywem tego co jest odtwarzane, np. Enya powoduje ten efekt bardzo rzadko ale dynamiczna ostra muza (trance itp) praktycznie prawie od razu i zawsze choc nie ma reguly. Podatnosc wzm. na "gubienie kanalu" rosnie wraz z czasem korzystania z niego, po ok. godzinie dzieje sie to juz na tyle regularnie ze po prostu trzeba zakonczyc sluchanie. Teraz najciekawsze: jest sposob na przywrocenie "normalnosci", nalezy wziac srubokret i przejechac dosc sprytnie po wyprowadzeniach cinch'y od strony plyty glownej... tak po prostu, zrobic na chwile zwarcie, jesli zrobi sie to z czuciem to wracaja na chwile (od 3 do 30 minut) oba kanaly i dzwiek wydaje sie byc normalny. Czasem jednak brakuje wysokich tonow, wraca jakby niepelne pasmo, stlumione. Wtedy nalezy raz jeszcze "dac po stykach" i wyraznie slychac ze pasmo robi sie "lepsze"...
Przepraszam jesli kogos urazilem takim traktowaniem wzmacniacza ale odkrylem ten efekt przypadkowo, zdesperowany i zmeczony ogledzinami plyty glownej. Nie wiem tez na ile ten opis moglby pomoc i czy ktokolwiek chcialby podpowiedziec co moze powodowac takie zachowanie sie sprzetu. Moje (amatorskie) myslenie jest takie: brakuje masy, tudziez po masie dostaja sie jakies zaklocenia (stad te jeki i szumy w kolumnach), gdyz "jezdzenie po stykach" daje lepszy efekt kiedy dotykam ta sama reka do metalowych plecow wzmacniacza, czasem wystarczy nawet zewrzec ktorys kanal na dowolnym cinchu do obudowy i tez "dzwiek wraca". Wzmacniacz nie spadl, nie przegrzal sie (gram delikatnie i rzadko w sumie), nie zostal zalany itp.
Troche przydlugi ten post ale chce pokazac ze bardzo mi zalezy na zdiagnozowaniu problemu, moze szanowne gremium zechce rozpatrzyc sprawe i powiedziec co moze byc przyczyna wzglednie co mierzyc, co sobie probowac wymienic. Chociaz gdybym wiedzial co to na pewno NIE jest (np. ze kosztowne koncowki i transformator) to tez bylaby to duza pomoc. Za wszelkie odpowiedzi/sugestie/opinie bede zobowiazany. Pomozcie uratowac moj ukochany sprzet, nie chce sie z nim rozstawac ani oddawac go w rece jedynego w okolicy serwisu do ktorego nie mam zaufania.
Pozdrawiam i jeszcze raz bardzo prosze o opinie.