Defila znam jak zły szeląg, mieszkałem za płotem, paru kumpli tam pracowało. Klucze w tych gitarach to barachło, zawsze klekocą, popuszczają, skrzypią itd. Na hasiok z tym. Mostek z zaczepami - niby solidne żelastwo, ale też lubi poklekotać. Pierwsze, to od razu się to rozkręcało i wymieniało sprężynki - te oryginalne za miękkie i przez to luźno za było. No i taśmówka straszna to była - montowali to ludziska na akord, płace marne tam były to ostatnie obiboki i pijoki na taśmę trafiały. Najczęściej trzeba oprócz wymiany sprężynek pobawić się pilniczkami iglakami, dopasować, dopieścić itp. Aha, ten mostek/zaczep to montowany na taśmie w/g wzornika niby, ale często "źle się przyłożył" - notorycznie cały jest przykręcony do deski niedokładnie tam gdzie trzeba, i nie idzie przez to gitary wystroić - zmieniając manzurę struny (kręcenie tymi śróbkami co powoduje że klocek podpierający strunę przesówa się w przód -tył) okazyje się, że brak zakresu regulacji. Jak zmierzysz odległość od progu zerowego (w tych wiosłach on jest, to solidne rozwiązanie) do 12go, to odległość od 12go do punktu podparcia struny w mostku powinna być taka sama plus ociupinkę więcej. Ta ociupinka jest większa dla strun basowych. I mostek ma być tak przykręcony, żebyś tą ocupinkę mógł wyregulować. Czyli w mostku przesówasz klocki do końca w przód (i od razu się okaże że sprężynki z krótkie i luźne, chyba że jusz poprzednik wymienił) i wtedy punkty podparcia strun powinny wypaść tak, że próg 12y jest dokładnie pod połową długości struny. Jeśli tak nie jest - trzeba cały mostek odkręcić, wymierzyć, nawiecić i przykręcić w prawidłowym położeniu. Przy tej okazji okaże się, że wkręty nie były wkręcane a wbite młotem - robili na akord... - łebki wkrętów rozklupane młotkiem, często nie idzie śrubokręta wsadzić, najcżeściej pomaga chwycenie obcinaczkami a potem już pójdzie. Takie wkręty oczywiście na śmietnik. Jak wbijali - zdarzało się, że coś w środku pękło - zaświeć czym i oblukaj dokładnie dzióry po wkrętach- jeśli szczeliny - zastrzyk z żywicy epoksydowej, najlepszy epidian.
Pickapy robiła Muza w Poznaniu, co prawda na licencji DiMarca ale niskie modele, są poprawne - i tylko tyle. A może aż. kupa chińszczyzny bywa gorsza Tyle, że te pikapy na inny rozstaw strun niż w gitarze -

- ot, taka drobna nieścisłość produkcyjna

Problem zwłaszcza przy pikapie przy mostku = no struny są po prostu za szeroko - to można zmienić - wymienia się mostek na taki z rozstawem strun parę mm mniejszym albo na klockach podpierających struny iglakami piłujesz nowe rowki pod struny.
Lakier na wiosłach solidny - szelerowski. Progi też, choć najniższa możliwa półka. Progi w gryfie stroją "w sobie" - robiła to włoska maszyna, narzynki i wciskanie kompletami, więc tu nie było jak spaprać. Gryfy z fajnego drewna i porządnie sezonowanego, z importu było i na kilogramy rozliczali. Jak robili te modele, to wynoszenie klocków się skończyło, nawet wióry ważyli.
Ogólnie te gitary to proste ale solidne wyroby gitaropodobne, parę klas lepsze od poprzedników, Jola i Kosmos to był syf najgorszy. Chińczyki najczęściej to ładnie pomalowana płyta pażdzierzowa, wiórówki itp syf, wszystko trzyma się tylko na lakierze epoksydowym. Tyle, że można trafić pechowo - deski nie są lite a klejone z kawałków - teoretycznie dopasowanych na styk, a że na wierzchu fornir i nie widać co pod spodem - to bywało że między kawałkami drewna szpara na palec, na to szpachla fornir, lakier i do sklepu...Na Jarocinie było kiedyś widowisko, jak łebkowi z jednej kapeli w nowiutkim defilu w czasie koncertu pół dechy odpadło i zadyndało na drutach.
W gryfach zdarzało się, że "zapomnieli" pręta wsadzić, czasem brak nakrętki (taka toporna, z kawałka rórki robiona przez pijanego kowala chyba). Kapnij tam oleju albo wd40 i za parę dni sprawdź czy da radę pokręcić, oczywiście zluzuj struny najpierw. Aha, spraw se korbkę do kluczy, bo zanim podremontujesz to nakręcisz się tym jak głupi...
W gryfie pręt napinający niestety - na luźno, nie zalewany żywicą, taką technologię niestety przyjęli, więc trochę on pobrzmiewa - jedyna rada to odchudzanie szyjki (tarnik,pilnik itd - te gryfy za grubawe, jechać można śmiało bo solidne) i jak się dokopiesz przez drewno do dzióry z prętem - zalewanie żywicą. No, ale to już lutnicza robota, nie bierz się bo gryf spaprasz.
W pikapach rezystancja coś nie pasuje - pikapy w defilach zawsze miały dużo więcej - single, te zabytkowe (np w jola, kosmos itp) miały ok 3kOhm, hambukery kilkanaście kilo, albo coś źle pomiwrzyłeś albo masz przwijane grubszym drutem. To też się nadaje do użytku, niektórzy celowo tak robili - pikap daje mocno cłabszy sygnał, ale dużo jaśniejsze brzmienie i odporniejszy na brumy. Takiemu trzeba preampik na FET-cie zapodać, najlepiej wsadzać zaraz pod pikap - czyli wyjdzie układ aktywny.