Witam.
Chodzi o Clio II, 1.5 dci (65 KM), rocznik 2005, przebieg ~107 tyś. km, po wymianie rozrządu z pompą przy 102 tyś.. Jakieś 2 tygodnie temu w trakcie jazdy zgasło mu się. Poprzedzone to było mignięciem kontrolki silnika stop (stop napisane w ikonie silnika, czerwona). Zakręciłem rozrusznikiem - zaskoczył normalnie bez żadnych problemów. Przejechałem z 200 m i znowu zgasł. Stanąłem, ponownie uruchomiłem silnik bez problemów, wkręciłem na luzie na wyższe obroty, na jałowe - po chwili takiej zabawy ponownie zgasł. Kolejny raz uruchomiłem, pobawiłem się gazem - chodził normalnie, to ruszyłem w dalszą drogę. Po ~300 m powtórka z rozrywki - mignięcie i zgasł. I tym razem już kicha, zaświeciły się kontrolki STOP, świec żarowych i chyba migała (lub świeciła - nie pamiętam) czerwona kontrolka silnika z napisem stop. Rozrusznik kręcił prawidłowo, ale silnik nie łapał, nawet nie próbował, kręcił na pusto. Samochód skończył na lawecie.
Po dwóch dniach w warsztacie rano ze zdziwieniem odpalili go normalnie, bez żadnych trudności. Chodził normalnie, nie brakowało mu mocy, zero jakichś nieprawidłowości.
Z kompa odczytali błędy związane z :
* napięcie zasilania czujników poniżej wartości minimalnej;
* układ załączania przekaźnika głównego, przekaźnik odłączany za wcześnie.
Wytrzepali samochodem, instalacją, sprawdzili przekaźnik, pojeździli samochodem, w sumie silnik pracował ~2 h, zero problemów. Tak samochód odebrałem.
Przejechałem ~300 km (w odcinkach ~100, ~60, ~100) i po dwóch dniach przy parkowaniu pod sklepem znowu mi zgasł. Odpaliłem bez problemów, zaparkowałem i poszedłem do sklepu na jakieś 30 min.. Wróciłem, samochód uruchomił się bez problemów, jazda ~50 km autostradą z prędkością ~140 km/h, zero problemów. Tylko zjechałem z autostrady na zwykłą drogę i po jakichś ~3 km zgasł. Zakręciłem rozrusznikiem, złapał bez problemu, przejechałem kilkaset metrów i znowu zgasł. Zakręciłem - złapał, kilkaset metrów - zgasł, i znowu "choinka" zaświeciła, kręcił na pusto. Znowu samochód unieruchomiony. Ponieważ blisko domu byłem, to mnie dociągnęli. Rano, samochód bez problemów uruchomiłem. Przejechałem niecałe 30 km i powtórka z rozrywki. Zgasł, odpaliłem, przejechałem kilkaset metrów, zgasł, odpaliłem, kilkaset metrów, zgasł, odpaliłem, kilkaset metrów, zgasł i znowu deska się rozświetliła. Rozrusznik, jak wcześniej i teraz kręcił, ale i jak wcześniej przy świecących kontrolkach STOPu, świec żarowych i migającej (lub świecącej - nie pamiętam) czerwonej kontrolce silnika z napisem stop silnik nie łapał. I tym razem samochód skończył na lawecie odwieziony do elektryka (elektronika) - innego.
W warsztacie, samochód chodził dość długo, ~ 2.5 - 3 h, do czasu wystąpienia błędu. Z diagnostyki wyszło, że uszkodzony jest czujnik ciśnienia w listwie, jak był zablokowany (świeciły kontrolki STOPu, silnika i świec żarowych), były abstrakcyjne wskazania, włącznie z wartością 2000. Czujnik został wymieniony, teraz wartości wskazuje OK, ale dalej jest problem, że silnik gaśnie, a kontrolki się zaświecają.
Następnym typem mechanika został komputer sterujący silnikiem, a konkretnie problem z jego zasilaniem. Komputer został otworzony i przelutowany jego układ zasilania, wymienione przekaźniki w skrzynce.
Po złożeniu samochodu wydawało się, że będzie OK, ale po jakichś 2 h pracy silnika (na postoju i w trakcie jazdy) znowu zaświeciły złowieszcze kontrolki i samochód zablokowany.
Czujnik wału wskazuje zawsze wartości więc i one odpada.
Cały czas jest coś z zasilaniem komputera twierdzi mechanik.
Nie było problemów z immobilizerem, kontrolka nie "wariuje".
Generalnie, wszystkie przeprowadzone dotychczas prace nie przyniosły spodziewanego rezultatu. Ponadto usterka występuje tylko po dobrym nagrzaniu się silnika i po wystąpieniu tego problemu potrzebny jest dość długi czas, aby można było uruchomić samochód.
Poza tymi objawami jest wszystko OK, mocy nie brakuje, równa praca silnika zarówno na jałowym biegu, niskich jak i wysokich obrotach, rozrusznik dobrze kręci, silnik szybko się uruchamia (nie potrzeba kręcić) - wszystko w normie jak wcześniej. A po dobrym nagrzaniu się - kicha.
Cała "naprawa" trwa już dość długo, kończą się pomysły co może być z samochodem, a on nie chce działać prawidłowo.
Proszę o jakieś rady, pomysły, pomoc.
Chodzi o Clio II, 1.5 dci (65 KM), rocznik 2005, przebieg ~107 tyś. km, po wymianie rozrządu z pompą przy 102 tyś.. Jakieś 2 tygodnie temu w trakcie jazdy zgasło mu się. Poprzedzone to było mignięciem kontrolki silnika stop (stop napisane w ikonie silnika, czerwona). Zakręciłem rozrusznikiem - zaskoczył normalnie bez żadnych problemów. Przejechałem z 200 m i znowu zgasł. Stanąłem, ponownie uruchomiłem silnik bez problemów, wkręciłem na luzie na wyższe obroty, na jałowe - po chwili takiej zabawy ponownie zgasł. Kolejny raz uruchomiłem, pobawiłem się gazem - chodził normalnie, to ruszyłem w dalszą drogę. Po ~300 m powtórka z rozrywki - mignięcie i zgasł. I tym razem już kicha, zaświeciły się kontrolki STOP, świec żarowych i chyba migała (lub świeciła - nie pamiętam) czerwona kontrolka silnika z napisem stop. Rozrusznik kręcił prawidłowo, ale silnik nie łapał, nawet nie próbował, kręcił na pusto. Samochód skończył na lawecie.
Po dwóch dniach w warsztacie rano ze zdziwieniem odpalili go normalnie, bez żadnych trudności. Chodził normalnie, nie brakowało mu mocy, zero jakichś nieprawidłowości.
Z kompa odczytali błędy związane z :
* napięcie zasilania czujników poniżej wartości minimalnej;
* układ załączania przekaźnika głównego, przekaźnik odłączany za wcześnie.
Wytrzepali samochodem, instalacją, sprawdzili przekaźnik, pojeździli samochodem, w sumie silnik pracował ~2 h, zero problemów. Tak samochód odebrałem.
Przejechałem ~300 km (w odcinkach ~100, ~60, ~100) i po dwóch dniach przy parkowaniu pod sklepem znowu mi zgasł. Odpaliłem bez problemów, zaparkowałem i poszedłem do sklepu na jakieś 30 min.. Wróciłem, samochód uruchomił się bez problemów, jazda ~50 km autostradą z prędkością ~140 km/h, zero problemów. Tylko zjechałem z autostrady na zwykłą drogę i po jakichś ~3 km zgasł. Zakręciłem rozrusznikiem, złapał bez problemu, przejechałem kilkaset metrów i znowu zgasł. Zakręciłem - złapał, kilkaset metrów - zgasł, i znowu "choinka" zaświeciła, kręcił na pusto. Znowu samochód unieruchomiony. Ponieważ blisko domu byłem, to mnie dociągnęli. Rano, samochód bez problemów uruchomiłem. Przejechałem niecałe 30 km i powtórka z rozrywki. Zgasł, odpaliłem, przejechałem kilkaset metrów, zgasł, odpaliłem, kilkaset metrów, zgasł, odpaliłem, kilkaset metrów, zgasł i znowu deska się rozświetliła. Rozrusznik, jak wcześniej i teraz kręcił, ale i jak wcześniej przy świecących kontrolkach STOPu, świec żarowych i migającej (lub świecącej - nie pamiętam) czerwonej kontrolce silnika z napisem stop silnik nie łapał. I tym razem samochód skończył na lawecie odwieziony do elektryka (elektronika) - innego.
W warsztacie, samochód chodził dość długo, ~ 2.5 - 3 h, do czasu wystąpienia błędu. Z diagnostyki wyszło, że uszkodzony jest czujnik ciśnienia w listwie, jak był zablokowany (świeciły kontrolki STOPu, silnika i świec żarowych), były abstrakcyjne wskazania, włącznie z wartością 2000. Czujnik został wymieniony, teraz wartości wskazuje OK, ale dalej jest problem, że silnik gaśnie, a kontrolki się zaświecają.
Następnym typem mechanika został komputer sterujący silnikiem, a konkretnie problem z jego zasilaniem. Komputer został otworzony i przelutowany jego układ zasilania, wymienione przekaźniki w skrzynce.
Po złożeniu samochodu wydawało się, że będzie OK, ale po jakichś 2 h pracy silnika (na postoju i w trakcie jazdy) znowu zaświeciły złowieszcze kontrolki i samochód zablokowany.
Czujnik wału wskazuje zawsze wartości więc i one odpada.
Cały czas jest coś z zasilaniem komputera twierdzi mechanik.
Nie było problemów z immobilizerem, kontrolka nie "wariuje".
Generalnie, wszystkie przeprowadzone dotychczas prace nie przyniosły spodziewanego rezultatu. Ponadto usterka występuje tylko po dobrym nagrzaniu się silnika i po wystąpieniu tego problemu potrzebny jest dość długi czas, aby można było uruchomić samochód.
Poza tymi objawami jest wszystko OK, mocy nie brakuje, równa praca silnika zarówno na jałowym biegu, niskich jak i wysokich obrotach, rozrusznik dobrze kręci, silnik szybko się uruchamia (nie potrzeba kręcić) - wszystko w normie jak wcześniej. A po dobrym nagrzaniu się - kicha.
Cała "naprawa" trwa już dość długo, kończą się pomysły co może być z samochodem, a on nie chce działać prawidłowo.
Proszę o jakieś rady, pomysły, pomoc.